ME 2013. Zbigniew Bartman: Cieszę się, bo w trudnej chwili poznałem prawdziwych przyjaciół [ROZMOWA]

Rafał Rusiecki
Sylwia Dabrowa
Ze Zbigniewem Bartmanem, atakującym reprezentacji Polski oraz Pallavolo Modena, rozmawia Rafał Rusiecki.

Jak spędza Pan mistrzostwa Europy w Gdańsku?

- To trochę czarny humor, ale mam teraz czas na wszystkie obowiązki, które chciałbym robić, a nie mogę, kiedy jestem w kadrze zespołu narodowego. Wiadomo, że kibice zawsze czują niedosyt, jeśli chodzi o spotkania z siatkarzami. Po meczu każdy z nas może poświęcić chwilę, aby zrobić sobie zdjęcie, dać autograf. Jesteśmy wówczas zmęczeni, a za chwilę czeka jeszcze kolejne spotkanie. Poza tym mamy fajną inicjatywę popularyzującą siatkówkę, aby przybliżyć ten sport wszystkim. Zachęcamy do grania na własnych zasadach, z zastosowaniem siatki trzymanej przez dwie osoby. Pierwszy taki mecz rozegraliśmy w kwietniu w Warszawie na Placu Konstytucji. W sobotę powtórzyliśmy to na molo. Mam nadzieję, że takie akcje pokażą, że siatkówka jest dla wszystkich.

Startujemy z naszym profilem na Twitterze. Czas rozruszać serwis i pokazać, że 140 znaków wystarczy, by oddać sportowe emocje.

— Sport DB (@baltyckisport) September 8, 2013

To jednak niecodzienna sytuacja. Jeden z liderów kadry jest poza grą. Jak się Pan z tym czuje?

- Na pewno pierwsza refleksja była taka: Kurcze, co ja tu robię? Jestem ze złej strony baneru reklamowego. Czuję się więc troszeczkę dziwnie. Z drugiej strony takie jest życie sportowca. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Nie zawsze można być w życiowej formie. Nie byłem na poprzednich mistrzostwach Europy ze względu na kontuzje, te mistrzostwa omijają mnie ze względu na to, że nie byłem w odpowiedniej formie sportowej. Stwierdziłem więc, że chociaż nie będzie mnie na boisku, to chcę być częścią tych mistrzostw. Chcę wspierać moich kolegów. Wiadomo, że nie pomogę im w zdobywaniu punktów, ale zawsze jest miło, kiedy czuje się wsparcie całej grupy. Cieszę się, że mogę tu być, a klub z Modeny zwolnił mnie z piątkowych treningów, abym mógł spędzić weekend w Gdańsku.

Czyli naszym atakującym Jakubowi Jaroszowi i Grzegorzowi Boćkowi też Pan kibicuje?

- Jak najbardziej. Ja kibicuję całej drużynie. To są moi koledzy. Z Grześkiem znamy się trochę krócej, bo od tych wakacji. Kubę znam od 14-15 lat. Razem wychowywaliśmy się siatkarsko, od minisiatkówki i młodzików, aż do seniorskiej reprezentacji.

Dziwił się Pan oglądając wpadki faworytów podczas tego turnieju?

- Powiem trochę na przekór - to klasyczne otwarcie mistrzostw. Zawsze mecze inauguracyjne wiązały się z serią niespodzianek. Do takich można zaliczyć porażki Serbii i Rosji. Oczywiście byłem zdziwiony, ale mnie to nie zaskoczyło. Co do naszej reprezentacji, to z pewnością towarzyszy jej duża presja i jeszcze większy stres związane z występem przed własną publicznością. Kibice oczekują przecież bardzo dobrego wyniku, medalu. Wierzę w to, że nasza reprezentacja nie tylko pojedzie do Kopenhagi na półfinały, ale zagra też w ostatnim meczu turnieju.

Rozumiem, że Pan nie zamyka się na dalszą grę dla reprezentacji?

- To, że ktoś gra lub nie wpisane jest w ryzyko zawodowe. Jesteśmy sportowcami i nikt z nas nie jest maszyną.

Dobrze, że u mężczyzn wszyscy chcą grać w kadrze narodowej, bo u kobiet to tak niestety nie działa…

- Nie jestem blisko reprezentacji dziewczyn. Zabrzmi to może niedyplomatycznie, ale ja się nawet nie interesuję poczynaniami kobiet. Oczywiście, jeśli mam okazję oglądać jakieś mecze, to trzymam za nie kciuki i drę się jak głupi do telewizora. Nie śledzę jednak wyników z meczu na mecz. Mam dość siatkówki na co dzień, a po drugie - to trochę paradoksalne - ja do końca nie rozumiem siatkówki kobiet. Ja uważam, że to praktycznie inny sport. Nie chcę więc oceniać dziewczyn. Wiadomo, że najmądrzejsi są ci z boku, a nie ci, którzy tworzą zespół.

Szukasz więcej sportowych emocji?

POLUB NAS NA FACEBOOKU!">POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Po mistrzostwach włącza się Pan do gry o miejsce w składzie reprezentacji?

Sam fakt, że tutaj jestem jest odpowiedzią na to pytanie. Reprezentacja jest celem każdego sportowca. Przynajmniej dla tych, którzy zdrowo myślą. Jest czymś wyjątkowym, dodaje dodatkowych bodźców. Ja na treningach muszę teraz dawać z siebie jeszcze więcej, aby powrócić do składu reprezentacji na następną, dużą imprezę. Jeśli mi się do uda, to będzie to mój duży sukces.

Startujemy z naszym profilem na Twitterze. Czas rozruszać serwis i pokazać, że 140 znaków wystarczy, by oddać sportowe emocje.

— Sport DB (@baltyckisport) September 8, 2013

Jak Pan lubi się odstresować? Co robi w wolnym czasie?

- Zawsze lubię tego typu pytania. Czasu wolnego mam bowiem bardzo mało. Ludzie mnie pytają: co robisz w wolnej chwili? Jeździsz na nartach? Pływasz na kitesurfingu? Na nartach nie mogę, bo jest groźba kontuzji kolana. Na kite'cie, bo obciąża się barki. Jak się człowiek zastanowi, co może, a czego nie w profesjonalnym cyklu szkoleniowym, to lepiej nic nie robić. Generalnie staram się zawsze odpoczywać. Mam dość aktywności fizycznej na co dzień. Nie szukam jej w innych miejscach. Oczywiście, jeśli jest piękna pogoda, to zawsze lubię pospacerować. Jestem z Warszawy, a tam lubię pochodzić po Starym Mieście, czy nawet nad Wisłą. Lubię też wyjechać za miasto, do lasu na rower. Masę czasu spędzam w rozjazdach, na lotniskach i w pokojach hotelowych. Jeśli jest więc okazja do odwiedzenia domu, to z niej korzystam maksymalnie.

Lubi Pan piwo?

- Pewnie, wszystko ze zdrowym rozsądkiem. Sportowcy muszą uważać na to co jedzą i piją. Ci reprezentacyjni w szczególności. Jak jednak mówi stare, sportowe powiedzenie: Jedno piwo zawsze dobrze na zakwasy robi (śmiech).

Jest Pan ambasadorem Okocimia, który postawił na Pana wizerunek przy okazji trwających mistrzostw. Pana nie ma jednak w kadrze. Browarnicy dali odczuć, że są z tego powodu źli?

- To też paradoks. Ja jestem rozczarowany, że nie mogę grać, ale z drugiej strony się cieszę. Poznałem bowiem wiele osób, które mnie wspierają. Wiadome jest to, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Ja przez tę sytuację poznałem bardzo dużo życzliwych mi osób. Od producenta piwa też dostałem ogromną dozę wsparcia. Zostało to przyjęte z wyrozumiałością. Ten czas dużo mnie nauczył.

W swojej klubowej karierze krąży Pan między Włochami a Polską. Teraz będzie grał Pan w klubie z Modeny. Skąd to uwielbienie do Italii?

- Włochy są najważniejszym krajem siatkarskim na świecie. To oni wypracowali pewien system treningowy. Zrobili najwięcej dla tej dyscypliny. Przynajmniej przez dekadę mieli najlepszą ligę na świecie. Ona nadal jest w czołówce, a zagrozić jej mogą teraz tylko Rosjanie. Nawet na tych mistrzostwach na ławkach trenerskich najwięcej jest Włochów. Nie ukrawajmy też, że Italia to bardzo przyjemny do życia kraj. Jest dużo cieplej, kraj ma niesamowitą historię. Włosi potrafią też być męczący, bo są bardzo hałaśliwi.

Szukasz więcej sportowych emocji?

POLUB NAS NA FACEBOOKU!">POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Oczywiście w siatkówce jest normą, że się wypełnia roczne lub 2-letnie kontrakty. Tak też jest z Panem. Nie korci jednak, żeby zacumować gdzieś na dłużej?

- Zawsze szukam nowych doświadczeń i celów. A jeśli uda mi się coś zrealizować, to gonię za czymś następnym. Chcę spróbować jeszcze czegoś trudniejszego. Dlatego po części tym jest podyktowana moja ciągła zmiana barw klubowych. Grałem już w najsilniejszych ligach Europy: rosyjskiej, tureckiej, włoskiej i polskiej. Wychodzę z założenia, że z wielu pieców chleb jadłem i tym bogatszy jestem jako człowiek i jako zawodnik. Żadnej decyzji nie żałuję. Nie mówię, że wszystkie były trafione, ale nawet te złe czegoś mnie nauczyły. To pomaga nie powielać błędów w przyszłości.

Startujemy z naszym profilem na Twitterze. Czas rozruszać serwis i pokazać, że 140 znaków wystarczy, by oddać sportowe emocje.

— Sport DB (@baltyckisport) September 8, 2013

Wróćmy do Polski. Kto będzie w przyszłym sezonie rozdawać karty w PlusLidze?

- Oryginalny nie będę, ta sama czwórka, która rządzi od lat. W ubiegłym roku stawkę uzupełnił zespół z Bydgoszczy. Bełchatów zrobił - jak ja to mówię - wietrzenie magazynów. Kędzierzyn-Koźle też nieco się zmienił, chociaż trzon drużyny pozostał, jak chociażby Piotr Gacek, Michał Ruciak, Paweł Zagumny plus trójka fantastycznych środkowych. Rzeszów swoją dość indywidualną polityką kadrową, czyli robieniem dwóch wyrównanych szóstek, na pewno będzie się liczył. Jestem też ciekawy Jastrzębia. To będzie trzeci rok pracy trenera Lorenzo Bernardiego. Ma skład, który chciał mieć. Ma w końcu dobrego rozgrywającego, czyli Michala Masny'ego. Słowak zna naszą ligę, wielokrotnie potwierdził swoją klasę. Może być mózgiem zespołu, który poprowadzi do sukcesu. Poza tym w Jastrzębiu są reprezentanci kraju - Michał Kubiak, Damian Wojtaszek, czy świetny atakujący Michał Łasko. Ten ostatni też jest wielkim nieobecnym mistrzostw Europy. Nikt bowiem po igrzyskach olimpijskich nie zakładał, że nie zagra w tym turnieju.

A jak w tej całej układance widzi Pan Lotos Trefl Gdańsk?

- Ja bym podzielił ligę na cztery kluby z wielkimi budżetami, które głośno mówią o mistrzostwie Polski. Są też trzy zespoły, które będą się biły o piąte miejsce w lidze premiowane udziałem w europejskich pucharach. Tam jest Delecta Bydgoszcz i Trefl Gdańsk. Myślę, że w Gdańsku zrobiono mądre ruchy kadrowe. Jest trener Radosław Panas, z którym miałem okazję pracować dwa lata, raz w Warszawie i raz w Częstochowie. Bardzo sobie cenię tego szkoleniowca. Jednym z hitów PlusLigi jest też powrót Kuby Jarosza do Polski, właśnie do Gdańska. Z niego klub będzie miał bardzo dużo pociechy. Nie zapominajmy o Grześku Łomaczu, który jest klasowym rozgrywającym. Na plus jest także transfer Krzyśka Wierzbowskiego. Te ruchy zaprocentują. Tak się działa w sporcie. Zaczyna się od bardzo dobrego trenera, a potem sięga się po zawodników z potencjałem, którzy mają już ugruntowaną pozycję. To musi dać dobry efekt.

Kuba Jarosz przyjechał z Włoch do Polski, nad nasz Bałtyk. Pan w tej swojej wędrówce widzi gdzieś w przyszłości siebie w Gdańsku?

- Ja nigdy niczego nie wykluczam. Widzę, że Gdańsk ma potrzebę wielkiej siatkówki. To pokazują duże turnieje, jak chociażby te mistrzostwa, czy wcześniej Liga Światowa. Należy się tylko cieszyć, że pojawili się ludzie, którzy potrafili zapewnić kibicom siatkówkę na najwyższym poziomie. Zaczynają mądre budowanie zespołu. Na pewno ja dzisiaj w Gdańsku nie jestem potrzebny, bo jest Kuba Jarosz. On na pewno będzie wiodącą postacią w klubie i lidze. Jeśli jednak kiedyś zmieni otoczenie, to czemu nie. Tutaj, nad morzem, zawsze dobrze się oddychało (śmiech).

Szukasz więcej sportowych emocji?

POLUB NAS NA FACEBOOKU!">POLUB NAS NA FACEBOOKU!

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie