Mateusz Filipp: Za bardzo chcieli sprzedać, za późno

Jacek Klein
Z Mateuszem Filippem, byłym prezesem Stoczni Gdynia SA, rozmawia Jacek Klein.

Ministerstwo Skarbu i Agencja Rozwoju Przemysłu faworyzowały fundusz Stiching Particulier Fonds Greenrights?
Nie powinniśmy skupiać się na tym, czy kogoś faworyzowano, czy nie. Prawdziwym problemem jest efekt tych działań w postaci - na razie - utraty dużego przedsiębiorstwa, jakim jest stocznia i 5 tys. miejsc pracy, tylko w przypadku Gdyni. Wydaje mi się jednak, że nieuzasadnione jest tłumaczenie, iż konieczne było zabieganie o tego konkretnego inwestora, ponieważ tylko on był zainteresowany budową statków. Z moich osobistych obserwacji wynika, że takiego zainteresowania z jego strony nie było. Przedstawiciele inwestora tylko raz przebywali na terenie stoczni. Byli to raczej finansiści niż eksperci z branży okrętowej. Nie skontrolowali stanu technicznego infrastruktury stoczniowej. Nie podjęli żadnej akcji marketingowej w celu pozyskania nowych kontraktów. Być może w rozmowach z przedstawicielami Ministerstwa Skarbu i ARP deklarowali produkcję statków. Z drugiej strony, równie prawdopodobne jest, że gdyby przetarg został rozstrzygnięty, moglibyśmy mieć do czynienia z jeszcze większą aferą, kiedy okazałoby się, że nowy właściciel nie zamierza wznowić budowy statków.

Dlaczego zatem w rozmowach nagranych przez CBA ministrowie skarbu i urzędnicy ARP mówili o SPFG "nasz inwestor"? Niewiele chyba wiedzieli, kto tak naprawdę za nim stoi, chce kupić stocznie i jakie ma plany?
Istota problemu wynika z tego, że wszyscy skupili się na zrealizowaniu sprzedaży stoczniowego majątku bez gwarancji, jak ten majątek będzie wykorzystany. Trzeba jednak zaznaczyć, że SPFG był jedynym inwestorem, który wyrażał chęć nabycia praktycznie całej części produkcyjnej stoczni w Gdyni i Szczecinie. Innych chętnych, od momentu wejścia w życie specustawy stoczniowej i rozpoczęcia procedury przetargowej, nie było. Gdyby jednak dopełniono wszelkich możliwych działań i dokładnie zweryfikowano potencjalnego kupca, nie mielibyśmy do czynienia z żenującym spektaklem, jaki mamy okazję oglądać dzisiaj.

Czy przed wejściem w życie specustawy i negatywną decyzją Komisji Europejskiej była szansa na sprzedaż stoczni?
Oczywiście, że tak. Były na to ogromne szanse. Stocznią Gdynia interesował się Złomrex czy izraelski armator Ray Car Carriers, należący do Ramiego Ungara. I rządy PiS, jak i rządy PO w początkowym okresie z tej szansy nie skorzystały. Wydaje mi się, że zagrały tutaj niezrozumiałe dla mnie do końca względy polityczne. Tak naprawdę nikt nigdy nie przystąpił do konkretnych negocjacji z tymi inwestorami. W końcu poważnie zaczęto rozmawiać z ISD Polska. Resort skarbu i ukraińska spółka opracowały nawet plan restrukturyzacji Stoczni Gdynia przesłany do Komisji Europejskiej. Wtedy było już jednak za późno. Branżę stoczniową dotknął ciężki kryzys i do transakcji nie doszło. Stocznie trzeba było sprzedać w czasie koniunktury.
W listopadzie będą kolejne przetargi. Czy po takiej awanturze, kiedy okazało się, że CBA - zresztą na życzenie samych osób odpowiadających za sprzedaż stoczni - podsłuchuje wszystkich na około, kiedy mówi się o powołaniu specjalnej komisji sejmowej, gdy wychodzi na jaw, że w sprzedaż był zaangażowany pośrednik w handlu bronią, ktoś w ogóle w takich przetargach wystartuje?
Myślę, że ta awantura nie zrazi inwestorów. Proszę spojrzeć na tych, którzy w majowych przetargach kupili mniejsze składniki stoczni. Przejęli majątek i spokojnie zaczynają wdrażać działalność, którą sobie zaplanowali. Obecne zamieszanie i zaangażowanie się służb specjalnych może zniechęcić za to urzędników ministerstwa i ARP do działań na rzecz pozyskania inwestorów i sprzedaży stoczni. Nie chciałbym się doszukiwać także jakichś niejasności dotyczących zaangażowania w sprzedaż stoczni pośrednika handlu bronią. Branża stoczniowa, jak wiele innych, ma swoją specyfikę. Trzeba po prostu wykazywać wzmożoną czujność, jeśli nagle w tak ważnej transakcji pojawia się inwestor niemający żadnego doświadczenia, o którym nic nie wiadomo. Wówczas będzie wiadomo, z kim się prowadzi negocjacje.

Czy w stoczni w Gdyni będą produkowane w przyszłości statki?
Nie tracę nadziei. Ten majątek jest wciąż jednym z najnowocześniejszych w Europie. Gdy za kilka lat powróci koniunktura w branży, może być z powodzeniem ponownie zagospodarowany. Niestety, jeśli szybko to nie nastąpi, możemy mieć do czynienia z o wiele większą bolączką. Odpływem fachowej kadry i wiedzy. Wówczas moglibyśmy cofnąć się o lata pod względem technologii w branży stoczniowej. Musimy mieć także na uwadze, że utrzymanie majątku stoczni kosztuje kilka milionów złotych miesięcznie. Jeśli tych pieniędzy zabraknie, nowoczesny majątek natychmiast ulegnie degradacji.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie