Marzenia o potędze na morzu

Kmdr Eugeniusz Koczorowski
rys. Eugeniusz Koczorowski
Udostępnij:
Na przełomie lat 20. i 30. XX w. nasiliła się w Polsce propaganda morska. Nasza Marynarka Wojenna miała odpowiadać ambicjom "mocarstwowym". W ślad za tym pojawiły się nowe okręty .

Potrzeba posiadania silnej narodowej floty stawała się dla odrodzonego po latach zaborów państwa absolutnym priorytetem, przy czym wizja sił morskich ocierała się niekiedy wręcz o megalomanię. Ogromną rolę w podtrzymywaniu tego przekonania odgrywały mass media, by wspomnieć chociażby czasopismo "Morze" będące organem prasowym liczącej około miliona członków Ligi Morskiej i Kolonialnej. Czyniono to zresztą iście ułańską fantazją, a przecież rzecz cała dotyczyła najbardziej newralgicznych spraw związanych z rozwojem Polskiej Marynarki Wojennej i jej floty.

Jednocześnie wciąż brakowało jednolitej koncepcji tyczącej właściwego wykorzystania zarówno floty morskiej, jak również flotylli rzecznej. Szef Kierownictwa Marynarki Wojennej komandor Jerzy Świrski (od 1931 r. w stopniu kontradmirała), pomijając wytyczne, jakie przekazał mu marszałek Piłsudski, z całym oddaniem zajął się przede wszystkim sprawą budowy dużych niszczycieli i dużych okrętów podwodnych, marginali- zując niejako budowę szczególnie potrzebnych jednostek w postaci trałowców, ścigaczy czy też stawiaczy min.

Kierownictwo Marynarki Wojennej, pomimo w miarę dobrych doświadczeń odnośnie eksploatacji sprowadzonych z Francji kontrtorpedowców, dla budowy nowoczesnych niszczycieli szukało stoczni cieszących się lepszą renomą, aniżeli zakłady francuskie. Z przedstawionych kierownictwu ofert do budowy dwóch niszczycieli wybrano ostatecznie stocznię mieszczącą się na wyspie Wight w Anglii, gdzie w 1935 r. podpisano stosowne umowy. 17 lipca tegoż roku rozpoczęto budowę pierwszego niszczyciela, którą ukończono w lipcu roku następnego. W czasie wodowania jednostce nadano nazwę ORP Grom. Kolejny niszczyciel zwodowano w październiku 1936 r. i był to ORP Błyskawica.

Stocznia dopełniła umowy w terminie, lecz prace wykończeniowe, a zwłaszcza uzbrajanie niszczycieli, trwały jeszcze bez mała rok. Podkreślić należy, że poza technicznym wyposażeniem okrętów w kotły, turbiny i inne urządzenia niezwykle ważną sprawą było opracowanie przez rodzimych naukowców wstępnej dokumentacji. Chodziło zwłaszcza o zasady kierowania ogniem artylerii głównej oraz przeciwlotniczej firmy Bofors, torped, min itp. Był to bardzo istotny wkład strony polskiej w zapewnienie odpowiednich walorów bojowych obu okrętów.

Każdy z niszczycieli wypierał 2140 ton. Dzięki turbinom parowym o mocy około 60 000 KM mógł rozwijać na mili pomiarowej prędkość przekraczającą 40 węzłów. Na okrętach zamontowano działa kalibru 120 mm, działka przeciwlotnicze kalibru 40 mm oraz wyrzutnie torpedowe kalibru 533,4 mm. Ponadto pojawiły się wyrzutnie bomb głębinowych zwanych "jeżami". Przy tak skonfigurowanym uzbrojeniu Grom i Błyskawica stanowiły zagrożenie dla każdego, nawet większego okrętu nawodnego przeciwnika, jak również wrogich okrętów podwodnych.
Załogę stanowiło 14 oficerów 190 podoficerów i marynarzy.

W tym samym 1936 r. podjęto starania dotyczące budowy nowoczesnych okrętów podwodnych. Wybór padł tym razem na stocznie holenderskie. Kontrakty podpisano w Hadze, zaś budowa pierwszej jednostki miała być prowadzona we Vlissingen. Wodowano ją uroczyście 15 stycznia 1938 r. nadając nazwę ORP Orzeł.

Budowy drugiego okrętu podjęła się stocznia w Rotterdamie i w październiku tego samego roku wodowała okręt, który nazwano Sęp. Trzeba przyznać, że Holendrzy sprawnie wywiązali się z podpisanych kontraktów, przekazując oba okręty nawet przed ustalonymi terminami. Pierwszy, na którym biało-czerwoną banderę podniesiono 2 lutego 1939 r., oddano pod dowództwo doświadczonego podwodnika, komandora podporucznika Henryka Kłoczkowskiego. Doprowadził on okręt najpierw do bazy wojennej w Helu, by w rocznicę zaślubin Polski z morzem, a więc 10 lutego, zawinąć do Gdyni. Poza oficjelami okręt powitał ogromny, rozentuzjazmowany tłum. Bo przecież Orzeł został zbudowany z całkowicie dobrowolnych składek społeczeństwa wpłaconych na FOM, czyli Fundusz Obrony Morskiej. To był więc niepodważalny wkład tych zgromadzonych ludzi w dzieło obronności kraju.

Uroczystościom powitalnym nie było końca, bowiem wkrótce po Orle zawitał do Gdyni ORP Sęp pod dowództwem komandora podporucznika Władysława Salomona. Miało to miejsce 18 kwietnia 1939 r.

Oba okręty podwodne były silnie uzbrojone - posiadały po 12 wyrzutni torpedowych, a jednorazowo mogły zabrać 20 torped kalibru 539,4 mm. Ponadto dysponowały uzbrojeniem artyleryjskim, były to: 1 działo 105 mm, 3 podwójne działka przeciwlotnicze kalibru 40 mm oraz podwójny karabin maszynowy kalibru 13,2 mm. Załogę każdego z okrętów stanowiło 56 osób, w tym 5 oficerów oraz 51 podoficerów i marynarzy.

Duża autonomiczność pozwalała okrętom przebywać trzy miesiące poza macierzystą bazą. Takich nowoczesnych i silnych okrętów podwodnych w tym czasie na Morzu Bałtyckim nie było. Osiągały one prędkość nawodną 20 węzłów, zaś podwodna równała się połowie tej wielkości. Ich wyporność: 1100 ton nawodna, 146 ton podwodna, mogła je klasyfikować umownie do małych krążowników podwodnych.

Decydując się na budowę dużych okrętów nawodnych i podwodnych, Kierownictwo Marynarki Wojennej nie pominęło całkowicie wskazań marszałka Piłsudskiego co do dalszego rozwoju floty i podjęło się budowy mniejszych okrętów w postaci niezbędnych trałowców (mogących także stawiać miny) i to nie w stoczniach zagranicznych, ale w kraju, wykorzystując możliwości Stoczni Gdyńskiej, Stoczni Modlińskiej i Warsztatów Portowych Marynarki Wojennej. Budowę - skąd- inąd bardzo udanych - jednostek rozpoczęto w 1933 r., a ukończono tuż przed wybuchem wojny. Otrzymały one tradycyjnie "ptasie" imiona: Czajka, Jaskółka, Mewa, Rybitwa, Czapla i Żuraw, przy czym przewidywano budowę kolejnych mniejszych okrętów.

Aby wzmocnić możliwości stawiania zagród minowych, jakie prezentowały sobą wspomniane "ptaszki", zamówiono we Francji budowę dużego stawiacza min, na którym polską banderę podniesiono 27 lutego 1938 r. ORP Gryf, gdyż taką nazwę mu nadano, był w istocie okrętem wielozadaniowym, gdyż jego silne uzbrojenie artyleryjskie było właściwie uzbrojeniem niszczyciela. Nie dorównywał im jednak pod względem szybkości, gdyż osiągał prędkość równą 20 węzłom. Pomimo że Gryf mógł zabierać jednorazowo imponującą liczbę 600 min, to jednak uniwersalne jego możliwości, ze względu na słabe walory manewrowe, raczej dyskredytowały go, gdy chodzi o tego rodzaju zadania, zwłaszcza w razie ataku lotnictwa nieprzyjacielskiego. W takim przypadku okręt stawał się w zasadzie bezbronny. Potwierdziły to zresztą działania wojenne, które jednocześnie przerwały realizację dalszych planów tyczących rozwoju floty.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie