Marsz Śledzia 2016, czyli przechadzka przez Zatokę Pucką [ZDJĘCIA, WIDEO]

Krzysiek HoffmannZaktualizowano 
Po raz szesnasty setka śmiałków z całej Polski postanowiła przejść trasę jednego z najciekawszych spacerów w kraju. Wyruszyli z Kuźnicy, a swoją podróż skończą w Rewie z obowiązkowym przystankiem na Rybitwiej Mieliźnie, czyli wyspie na Zatoce Puckiej.

wideo: Krzysiek Hoffmann

Marsz Śledzia 2016 jak zwykle do Kuźnicy ściągnął amatorów mocnych wrażeń. Niemal 12-kilometrowa wyprawa przez płycizny Zatoki Puckiej odbyła się już szesnasty raz. A wśród nich m.in. Marcin Gienieczko - globtroter, który przepłynął Amazonkę w canoe ustanawiając rekord Guinessa. Nie zabrakło także dwóch rybek Nemo.

Trasa od lat niezmienna. Przejść trzeba z półwyspu do Rewy z małą przerwą na niewielkiej wyspie, czyli Rybitwiej Mieliźnie, która przy niskim stanie wody wyłania się z Pucyfiku. W porównaniu do zeszłorocznej edycji, Marsz Śledzia 2016 odbywał się na wysokim poziomie Zatoki. To nie przeszkodziło jednak uczestnikom, którzy specjalnie na tę okazję zjechali z całej Polski. Dziarską grupę śledzi stanowiły reprezentantki Krakowa. Były nimi Bożena Bednarek, Elżbieta Tomczyk-Miczka i Anna Fiajłkowska.

- Jesteśmy podekscytowane. Atmosfera jest napięta, wszyscy czekamy na wyjście w morze - mówiły krakowianki jeszcze przed rozpoczęciem marszu. - Trudno przewidzieć jak przebiegnie cała trasa, ale jesteśmy świetnie przygotowane kondycyjnie. Uwielbiamy biegać, pływać, a zimą jeździmy na snowboardzie.

Nie zabrakło też rodzimych akcentów. Wśród setki uczestników, którzy zostali wylosowani znalazła się pucczanka.

Wrażenia bardzo pozytywne. To mój pierwszy marsz, choć od zawsze chciałam ten marsz przejść- mówi Alicja Byrdziak, śledź z Pucka. - W tym roku nadarzyła się okazja i jestem! Chrztu się nie boję, chociaż nie wiem czego się spodziewać.

Pierwszy Śledź RP, a zarazem prekursor przechadzki brzegiem sprzed tysiąca lat, nie kryje dumy, że impreza urosła do rangi kultowych.

- Cieszę się, że Marsz Śledzia wpisuje się w tradycję regionu - komentuje Radosław Tyślewicz. - Parę lat temu trafiliśmy nawet do podręczników szkolnych, co też było spełnieniem mojego oczekiwania. Jako mały chłopak urodzony z Gdyni nie wiedziałem, że taka mielizna istnieje. Jestem dumny. Mój event przyczynił się tego, że dzieciaki w Polsce dowiedzą się o tym miejscu i kto wie, jak już trochę podrosną może przejdą się z nami tą trasą.

Jeszcze przed startem gromkie brawa otrzymał śmiałek, który wylicytował na aukcji charytatywnej pakiet VIP tym samym wpłacając sumę na konto fundacji "Słoneczko" opiekującej się chorą Julką.

Uczestnicy Marszu Śledzia 2016 na rewskim brzegu powinni pojawić się po południu. Tam przywita ich morze... oklasków!

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie