Mariusz Wyciszkiewicz: Musiał wyciągnąć znajomych z wraku samochodu

DJ
Rozmowa z sekc. Mariuszem Wyciszkiewiczem z KP PSP w Malborku.

Jak długo jest już Pan strażakiem?Na początku wstąpiłem do miejscowej OSP. Nabrałem tam sporo doświadczenia. Następnie zacząłem pracować w wojskowej straży w Malborku, gdzie przepracowałem pięć lat. Wtedy też postanowiłem wstąpić w szeregi PSP, gdzie służę już trzeci rok.

Dlaczego wybrał Pan straż?Zawsze chciałem nieść pomoc innym ludziom. Uważam też, że mam powołanie do tej służby.

Jaka była pierwsza akcja w Pana karierze?To było 8 marca 2005 roku. Palił się spichlerz. Całą akcję byłem przerażony. Pamiętam, że z emocji nie przeszkadzał mi nawet silny mróz.

A która z dotychczasowych akcji była Pana zdaniem najtrudniejsza?Myślę, że był to wypadek drogowy, w którym zginęli ludzie, których znałem. Musiałem wyciągnąć wszystkich z wraku.

Proszę opowiedzieć zabawną historię, która wydarzyła się Panu w pracy.Kiedyś zostaliśmy wezwani, by wyciągnąć małego kotka z rynny. Szukaliśmy go tam około 40 minut. Później okazało się, że to nie był kot, tylko swoje gniazdo miał tam ptak. Pani, która to zgłosiła, pomyliła dźwięki przez niego wydawane z miałczeniem kota.

Jak spędza Pan czas po pracy?Bardzo dużo czasu spędzam w remizie OSP.

Dlaczego warto na Pana zagłosować?Dlatego, że pomaganie innym ludziom daje mi ogromną satysfakcję.

Zagłosuj na sekc. Mariusza Wyciszkiewicza! Wyślij na nr 72355 SMS o treści: zaw.29 (2,46 zł z VAT)

Wideo

Dodaj ogłoszenie