Mariusz Pawlak trener Chojniczanki: Dla nas pozostają ostatki [ROZMOWA]

Piotr Hukało
Tomasz Bolt/Polskapresse
O wnioskach płynących ze stażu trenerskiego w Hannowerze, skromnym budżecie klubowym, czy potrzebie ściągnięcia bramkostrzelnego napastnika opowiada nam Mariusz Pawlak, trener Chojniczanki Chojnice.

Różnic między piką polską, a piłką niemiecką długo szukać nie trzeba. Niedawno wrócił Pan ze stażu w bundesligowym Hanoverze 96. Co można zaobserwować podglądając zachodnie kluby?

- Trenerem jestem od niedawna, a był to mój pierwszy wyjazd na staż w drużynie zagranicznej. Warto porównywać naszą piłkę do tej na zachodzie. Różnice między treningami polskich piłkarzy i piłkarzy niemieckich to przede wszystkim przegotowanie motoryczne i technicznie. Bierze się to stąd, że w Niemczech przygoda młodych chłopców z piłką rozpoczyna się dużo wcześniej. Zdecydowaną różnicę widać w aspektach, które wymagają wielokrotnego powtarzania tych samych ćwiczeń. Mowa tutaj głównie o przyjęciu piłki i podaniach. Bierze się to stąd, że piłkarze trenują zdecydowanie mocniej i częściej.

Czyli trening w Bundeslidze i polskiej pierwszej lidze to dwa różne światy?

- Nie do końca. Obserwując pracę trenerów w Polsce i w Niemczech muszę uczciwie przyznać, że nie mamy się czego wstydzić. Jestem spokojny o naszą myśl szkoleniową. To co my sobie zakładamy i chcemy wprowadzać na treningach jest bardzo podobne do tego co wdrażają nasi zachodni koledzy.

Gdzie więc leży problem? Niemiecka liga jest jedną z najlepszych na świecie, a w przypadku Polski głośno jest o pojedynczych zawodnikach.

- Różnica leży przede wszystkim w zamożności klubów. Gdy patrzymy na kluby grające w ekstraklasie, które dysponują ogromnymi budżetami, to można powiedzieć, że sprawy idą w dobrą stronę. Gorzej jest w przypadku niższych lig. Mowa tutaj głównie o bazach treningowych i środkach, które np. Hannover 96 przeznacza na rozwój młodych zawodników. Ale podkreślę jeszcze raz: jeżeli chodzi o sprawy organizacyjne treningu, to absolutnie nie mamy się czego wstydzić.

Jak wygląda cykl treningowy w bundesligowym klubie?

- Przyglądałem się cyklowi w odpowiednikach naszych szkół mistrzostwa sportowego, oglądałem treningi pierwszej i drugiej drużyny Hannoveru - oczywiście największe wrażenie robiło na mnie zaplecze treningowe, ale nie tylko. Widać również, że nikt nie oszczędza pieniędzy na szkoleniu młodzieży. Treningi zaczynają się od samego rana i rozgrywane są różne elementy gry. Tam nikt nie boi się trenować dużo i intensywnie. To dlatego, że w Niemczech zainteresowanie piłką jest większe niż u nas. Tam na treningach pojawia się więcej młodych graczy, wśród których później można wybierać najlepszych i w nich inwestować. U nas cały czas z podejściem juniorów jest różnie.

Mówimy głównie o szkoleniu zawodników młodych. W Chojniczance do dyspozycji ma Pan w większości graczy, którzy w jakimś stopniu są już ukształtowani. W jaki sposób zdobyta przez Pana wiedza może przełożyć się na jakość gry "Chojny"?

- Senior seniorowi nie jest równy. Zdaje sobie sprawę z tego jakimi zawodnikami dysponuje. Muszę cały czas doskonalić ich umiejętności. Wyraźną różnicą między zawodnikami Chojniczanki, a graczami Hannoveru jest możliwość przeprowadzenia płynnego treningu. W Hannoverze trener nie musi tak często zatrzymywać gry, aby pokazać ćwiczenie. My musimy objaśniać zagrania i na odprawach i później w trakcje treningu. Chciałbym popracować, tak aby w naszych treningach było więcej automatyzmu.

Wróćmy jednak na lokalne podwórko. Wspomina Pan, że wśród graczy Chojniczanki są piłkarze, którzy dobrze rokują. Twierdzi Pan, że w najbliższym czasie mogą wyskoczyć do ekstraklasy. Kogo ma Pan na myśli?

- Z pewności jednym z takich graczy jest Jakub Mrozik. Chłopak przyszedł w ostatnim dniu okienka transferowego i stał się kluczowym graczem. Odnajduje się zarówno jako ofensywny i defensywny pomocnik. Jest młody i bardzo kreatywny. Kuba od niedawna gra w pierwszej lidze, a już pojawiły się pewne sygnały wskazujące na zainteresowanie nim innych klubów. Jeżeli uda mu się bez kontuzji przepracować okres przygotowawczy, to myślę, że może stać się na wiosnę ważnym punktem naszego zespołu.

Chojniczanka już rozstała się z czterema zawodnikami. Głównie graczami formacji ofensywnej, czyli tej, która najbardziej szwankowała jesienią. Z pewnością uzupełnienie tych luk jest największym bólem głowy trenera.

- Obecnie prowadzimy rozmowy z dwoma graczami w podobnym wieku jak Kuba Mrozik. Młodzi gracze, którzy są jeszcze "plastyczni" nie mają wyrobionych nawyków. Jeżeli uda nam się ściągnąć jednego z nich, to mam nadzieję, że wiosną pokaże co potrafi. Kibice nie powinni się jednak spodziewać kadrowego trzęsienia ziemi. Czterech zawodników odeszło i prawdopodobnie czterema piłkarzami uzupełnimy skład. Nie ukrywam, że negocjacje są bardzo trudne. Budżet Chojniczanki jest skromny, a potencjalni nowi gracze chcą najpierw wynegocjować dla siebie jak najlepsze warunki, a dopiero później dawać coś od siebie dla klubu. Raczej też nie możemy liczyć na jakieś spektakularne nazwiska. Nie mamy najmniejszych szans konkurować na rynku transferowym z takimi klubami jak Górnik Łęczna, czy Arka Gdynia. Dla nas pozostają ostatki i na podstawie tego musimy budować zespół. Prowadzimy jednak zaawansowane rozmowy z dwoma graczami i myślę, że jeszcze przed świętami podamy jakieś nazwiska.

Pojawiła się również informacja, że klub chciałby, aby do zespołu wrócił Daniel Feruga.

- Temat jest już chyba nieaktualny. Daniel zadeklarował, że chciałby wrócić do Chojnic, jeżeli nie otrzyma ofert z ekstraklasy. Z tego, co wiem, to negocjuje z czołowymi zespołami I ligi, więc nasze rozmowy są już raczej nieważne.

Chojniczanka na jesieni zdobyła jedynie 17 bramek. Napastnik potrzebny od zaraz.
- Faktycznie jest to nasz największy problem. Chciałbym ściągnąć jednego zawodnika na tę pozycję. Priorytetem oczywiście są koszty. W naszej lidze, ale także w ekstraklasie, panuje deficyt dobrych napastników. Jeśli nie uda na się znaleźć takiego zawodnika w Polsce, to będziemy się rozglądali zagranicą.

Obecnie w drużynie do gry na szpicy powołany jest tylko Tomasz Mikołajczak. Jesienią nie błysną. Zdobył jedynie 2 bramki, na dodatek z rzutów karnych. Był jednak czołowym graczem, jeśli wziąć pod uwagę łapanie żółtych kartek - z reguły za głupoty.

- Faktycznie - jeżeli chodzi o strzelanie to Tomek nie pokazał się z najlepszej strony, to jego minus. Jednak wnosi do drużyny wiele spokoju. Tomasz potrafi przytrzymać piłkę, a obecnie w polskiej piłce graczy z takimi umiejętnościami brakuje. Pomijając strzelanie bramek, to napastnik spełnia oczekiwania, które w nim pokładałem. Nie mogę mieć do niego za to żadnych pretensji. Pretensje mam natomiast do 8 żółtych kartek. Co najmniej 3 wpadły mu za głupotę w postaci dyskusji z sędziami. Mam nadzieję, że w czasie zimowego okresu przygotowawczego uda mi się dotrzeć do Tomka i na wiosnę nie będzie robił takich głupot.

Kilkakrotnie wspominał Pan, że budżet Chojniczanki jest ograniczony, co za tym idzie klub nie ma możliwości ściągnięcia czołowych zawodników. Nie ma co ukrywać, że w porównaniu do innych krajów nasza I liga wypada bardzo blado. Piłkarze natomiast oczekują wynagrodzeń, o których ludzie trudniący się innymi profesjami mogą tylko pomarzyć. Nie wydaje się Panu, że zarobki polskich piłkarzy są nieadekwatne do ich umiejętności?

- Oczywiście, że te kwoty są za wysokie. Myślę, że powinna funkcjonować inna forma wypłacania tych pieniędzy. Złą drogą jest dokonywanie przelewu na taką samą kwotę każdego 10-go dnia miesiąca. Pieniądze powinny być rozłożone w taki sposób, żeby motywować zawodników. Próbujemy to stosować w Chojniczance. Zawodnik otrzymuje dodatkowe pieniądze za wejście z ławki rezerwowych, czy za występ w pierwszej "jedenastce". Zawodnik powinien mieć jasny sygnał: jeżeli starasz się na treningach, to grasz, a jeżeli grasz, to zarabiasz. Kolejną sprawą jest rozbieżność zarobków w I lidze. Wiadomo, że są zespoły, w których różnice między najwyższymi, a najniższymi zarobkami są bardzo duże. Dlatego jestem zdania, że wynagrodzenia powinny być wypłacane w sposób motywacyjny, co z pewnością podniosłoby rywalizację w każdej drużynie.

Spróbujmy wybiec nieco w przyszłość i przenieśmy się do czerwca przyszłego roku. Gdzie wówczas widzi Pan Chojniczankę?

- Cel się nie zmiana od początku sezonu - gramy o utrzymanie. Mamy wytyczony cel główny, ale również chcemy popracować na skutecznością. O ile chodzi o defensywę, to mogę być zadowolony. Trzeba jednak popracować nad grą ofensywną. Czeka nas trudna wiosna, ale mamy silny skład, który chciałbym wzmocnić kilkoma zawodnikami. Myślę, że to wystarczy do osiągnięcia naszych założeń.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie