Mariusz Jurkiewicz: Organizacja mistrzostw Europy to kiepski żart. Czegoś takiego nigdy wcześniej na turnieju nie widziałem

Rafał Rusiecki
Rafał Rusiecki
Mariusz Jurkiewicz podczas ligowego meczu Torusa Wybrzeża Gdańsk
Mariusz Jurkiewicz podczas ligowego meczu Torusa Wybrzeża Gdańsk Przemyslaw Swiderski
Udostępnij:
Rozmowa z Mariuszem Jurkiewiczem, trenerem Torusa Wybrzeża Gdańsk, były reprezentantem Polski z dorobkiem dwóch brązowych medali mistrzostw świata. O występach reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy 2022, poziomie organizacyjnym turnieju oraz nadchodzącej przyszłości drużyny selekcjonera Patryka Rombla.

Mamy za sobą pierwszą część turnieju na Słowacji. Polacy w grupie pokonali Austrię i Białoruś oraz potknęli się na Niemcach. Jak ocenia pan te trzy pierwsze spotkania?
Mogę oceniać tylko w samych superlatywach z racji tego, że nie mogłem oglądać meczu z Niemcami. Mieliśmy trening w tym czasie. Próbowaliśmy go przełożyć, aby wspólnie obejrzeć go z drużyną. Nie udało się, a że mamy przed sobą spotkanie w Pucharze Polski, więc nie możemy odpuszczać treningów. Niestety, ominęła nas ta przygoda. Moje zdanie opieram więc na meczach z Austrią i Białorusią. Za te spotkania mogą ode mnie otrzymać piątkę z plusem. Wiem tylko, że z Niemcami przegraliśmy 23:30.

Wyniki mistrzostw Europy 2022 w piłce ręcznej. Polacy grają w drugiej części turnieju na Słowacji TERMINARZ

Czy nie ma pan wrażenia, że w tym momencie największym wyzwaniem, nie tylko dla Polaków, jest testowanie na obecność koronawirusa? To chyba trudność dla sztabu szkoleniowego, ponieważ co chwila personalnie coś się zmienia.
Szczerze mówiąc, tu jest dramat. To bardzo duża trudność dla sztabu każdej drużyny, bo tak naprawdę nie wiadomo, z czym się obudzisz. W normalnych sytuacjach po treningu czy po meczu otrzymujemy raport medyczny. Jeśli był jakiś uraz, to od fizjoterapeuty, czy lekarza dostajemy informację na zasadzie: nic się nie dzieje i będzie gotowy do gry albo taka kontuzja wyklucza z gry. Wiadomo to po meczu i można się do tego dostosować. W przypadku tego turnieju są testy, które są loterią. Nawet przed wyjazdem na mecz można dostać telefon w sprawie pozytywnych wyników testów, wykluczających z gry danych zawodników. To jest jakaś masakra. Organizacyjnie to katastrofa. Ciężko mi to zrozumieć, mając na uwadze to, że rok wcześniej przed erą szczepionek można było w normalny sposób, na tyle na ile to możliwe w tych czasach, przeprowadzić mistrzostwa świata w Egipcie. Teraz w Europie, kiedy wspomagamy się już szczepionką i zawodnicy są w ten sposób zabezpieczeni, mamy tego typu sytuacje i ciężko się w takich warunkach funkcjonuje. Przecież w Egipcie, gdzie wiadomo, że standardy są różne, przylatywały drużyny z całego świata. Na mistrzostwach Europy EHF (Europejska Federacja Piłki Ręcznej – przyp.) i organizatorzy są bardzo pod kreską. Podejrzewam, że jeszcze długo będzie się rozmawiało o organizacji tego turnieju. Niestety, na minus.

Za pośrednictwem mediów społecznościowych trafiają do nas obrazki, na których reprezentanci Polski czekają na pobranie próbek wymazów w hali garażowej lub w ogóle na zimnie w kolejce do jakiegoś kiosku. To wygląda jak kiepski żart.
To jest kiepski żart. Byłem wielokrotnie na mistrzostwach Europy, czy świata i wiadomo, że były różne poziomy organizacji – od jakiegoś doskonałego, aż do średniego. Teraz oglądam to z drugiej strony za pośrednictwem mediów. Ale czegoś takiego, co dzieje się na Słowacji, nie widziałem. To kpina. Gospodarze wiedzieli już dużo wcześniej, jaki będę organizować turniej. Od pewnego czasu wiedzieli w jakich okolicznościach przyjdzie im to zrobić. Wiedzieli, co będzie potrzebne, a wyszła jedna wielka katastrofa. Dobrze, że są nasi przedstawiciele ze związku na miejscu i mogą interweniować. Niestety, wszystkiego nie zrobią, bo protesty mogą co nieco poprawić, ale to wciąż skandaliczne traktowanie zawodników.

Dla nas to pewna nauczka, bo wiadomo, że za rok, wspólnie ze Szwedami, czeka nas organizacja mistrzostw świata.
Z drugiej strony to też „dobra wiadomość”, bo Słowacy tak nisko zawiesili poprzeczkę, że cokolwiek zrobimy, to myślę, że ten turniej będzie dużo lepszy organizacyjnie. Mówię to pół żartem, pół serio. Mamy doświadczenie w organizowaniu tego typu turniejów. Z informacji, jakie ja dostaję, w 2016 roku za mistrzostwa Europy zbieraliśmy tylko i wyłącznie pochwały. A w 2023 roku będziemy jeszcze mogli liczyć na pomoc Szwedów, więc uważam, że staniemy na wysokości zadania i będziemy mogli zmazać ten niesmak po trwających mistrzostwach Europy.

Wróćmy do spraw sportowych. W meczu z Niemcami zabrakło, przez covidowe zawirowania, Macieja Gębali i Patryka Walczka. Ich doświadczenie by nam pomogło?
Jestem przekonany, że tak by się stało. I nawet nie samo doświadczenie, tylko kilogramy oraz umiejętności gry na środku obrony. Przed naszym treningiem zobaczyłem skład na mecz z Niemcami i złapałem się za głowę zastanawiając się, kto będzie bronił na środku. Wypadło dwóch zawodników, którzy świetnie tam sobie radzą. Zostaliśmy z nominalnym Bartłomiejem Bisem. Musieliśmy łatać dziury, a to jest trudne do zorganizowania. Środek obrony jest newralgicznym punktem, gdzie wszystko się zaczyna.

W tę lukę wskoczył Ariel Pietrasik.
On też występował w niektórych meczach na „dwójce”, więc to nie jest jego naturalna pozycja. Grając na środku traci się też więcej sił. Trochę dzieje się to też kosztem gry w ataku. Trzeba było szukać rozwiązań na gwałt, które dla nas były mniej wygodne.

Pomijając te wszystkie zawirowania, suche fakty są takie, że do drugiej części mistrzostw Europy wchodzimy bez zdobyczy punktowej. Będzie bardzo trudno, prawda?
Od początku wiedzieliśmy, że awansując do kolejnej fazy będzie niezwykle trudno. Chcemy takie mecze na tym poziomie. Chcemy być w fazie turnieju, gdzie będzie piekielnie ciężko o zdobycz punktową. Nie można sobie wyobrazić lepszych warunków do rozwoju drużyny, niż gra na takim turnieju, z takim ciśnieniem i takimi przeciwnikami. Tylko się cieszyć, że tutaj jesteśmy. Szkoda tych dwóch punktów z Niemcami, bo zawsze daje to lepsze wyjście. Nie jest to tak, że gdzieś te punkty zgubiliśmy. Mierzyliśmy się z nową drużyną Niemiec, ale to wciąż bardzo dobry zespół. Rywal został poskładany w ciekawy sposób i bardzo dobrze sobie radzi. Mecze z Austrią i Białorusią pokazały, że to spotkanie z nami nie było przypadkiem. Ta drużyna z kolejnymi zwycięstwami rośnie w siłę i myślę, że stać ją na niespodzianki w kolejnych fazach.

Na drugą część turnieju zostajemy w Bratysławie, co chyba jest pozytywem. Plan na te najbliższe dni wygląda tak: czwartek to mecz z Norwegią, piątek ze Szwecją, niedziela z Rosją, a wtorek z Hiszpanią. Co może się wydarzyć?
Tak naprawdę wszystko może się wydarzyć. Mam tutaj na myśli tę organizację mistrzostw i testy na koronawirusa, a co za tym idzie ubytki w każdej z drużyn. Po drugie, już każda z tych drużyn czuje turniej „w nogach”, bo ma za sobą trzy mocne spotkania. Dla mnie wielką niespodzianką była przegrana Norwegii z Rosją. Nie sądziłem, że Rosjanie są w stanie wygrać ze Skandynawami. Nie wiem też, czy taka jest siła Rosjan, czy zadyszka Norwegii. Będziemy mogli się o tym przekonać już w czwartkowym meczu Polaków z Norwegami. W konfrontacji z tak silną drużyną będziemy mogli zobaczyć, na jakim etapie rozwoju jesteśmy. W ogóle na początek mamy dwie skandynawskie drużyny i trzeba sobie jasno powiedzieć, że nie będziemy faworytami tych spotkań. Taka rola też nam całkiem dobrze wychodzi. Nie mamy nic do stracenia i walczymy o punkty. Jeżeli ta atmosfera, którą widziałem w dwóch pierwszych meczach, utrzyma się, to myślę, że jesteśmy w stanie sprawić jakąś niespodziankę i zaskoczyć faworytów tych meczów. W spotkaniu z Rosją wynik jest sprawą otwartą, bo potrafimy grać z tą drużyną. Najważniejsze będzie, jak te drużyny zniosą trudy turnieju do momentu tego wspólnego meczu. Tutaj upatruję największej szansy na zdobycz punktową.

A czy naszą szansą mogą być powroty po tych przymusowych izolacjach? Chyba Dawid Dawydzik najszybciej będzie do dyspozycji trenera?
Chyba ma być gotowy na mecz z Norwegią. Można myśleć, że zawodnik na izolacji nie miał kontaktu z piłką, możliwości treningu itd. Różnie to wychodzi. Może załapać taką świeżość, wejść do drużyny i dać taki impuls w postaci kilku bramek. Mam nadzieję, że to potoczy się w tym kierunku, a każdy z zawodników po przymusowej izolacji da dodatkowej energii na parkiecie.

Przed mistrzostwami Polska grała dwukrotnie ze Szwecją i raz z Hiszpanią. Czy z tych przegranych spotkań towarzyskich można coś przekuć w pozytyw już na turnieju w Bratysławie?
Na pewno tak, ponieważ mamy świeże wspomnienia z tych meczów. Wiemy, jak zachowują się indywidualnie poszczególni zawodnicy. To zawsze wielka wartość szczególnie dla obrońców, którzy na własnej skórze dowiedzieli się, jak reaguje dany zawodnik. Znamy jakieś warianty taktyczne, na które możemy się przygotować. To oczywiście broń obusieczna, bo identycznym materiałem dysponują Szwedzi i Hiszpanie. Nie porównywałbym też meczów towarzyskich do tego, co będzie się działo na turnieju mistrzowskim. Każda drużyna taki turniej znosi inaczej. Wpływa na to atmosfera. Wchodzimy w drugą fazę, gdzie raczej wszyscy są w dobrych nastrojach, bo są już w kolejnym etapie. My też będziemy zbudowani tym, co już zrobiliśmy. Ta energia też powinna nas nieść w kierunku walki o zwycięstwo w każdym spotkaniu. I to pomimo tego, że nie będziemy faworytem.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie