Marek Karpowicz: Ugasił obiad zajętych sobą kochanków

DJ
Rozmowa z st. ogn. Markiem Karpowiczem z KM PSP w Słupsku.

Od kiedy jest Pan strażakiem?Moja przygoda ze strażą rozpoczęła się w wojskowej straży pożarnej w jednostce w Słupsku. Zatrudniłem się tam bodajże w 1994 lub 1995 roku. Moim mentorem, który wprowadził mnie w tajniki tego zawodu był pan Andrzej Małyszka, którego do tej pory bardzo dobrze wspominam. Pracowałem tak około 5 lat, aż w końcu złożyłem papiery do Państwowej Straży Pożarnej i jakimś szczęśliwym trafem zostałem przyjęty.

Pamięta Pan pierwszą akcję, w której wziął Pan udział?Kiedy pracowałem w straży wojskowej, największą akcją, w której uczestniczyłem był pożar budynków gospodarczych w miejscowości Reblinko. Była to obora z dużą ilością bydła. Kiedy pracowałem już w PSP, najtrudniejsza akcja zdarzyła mi się w 1999 roku. To był grudzień lub listopad. Pamiętam, że były wtedy bardzo silne wiatry. Drzewa łamały się jak zapałki. Jeździliśmy na zgłoszenia całą noc praktycznie bez żadnych przerw.

A jaka była najtrudniejsza akcja, w której wziął Pan udział?Moja najtrudniejsza akcja początkowo wcale się tak nie zapowiadała. Skończyła się jednak nie za wesoło. Dobrze, że nikomu nic się nie stało. Pojechaliśmy z drabiną, taką jeszcze starego typu, do drzewa, które zagrażało budynkowi. Chcieliśmy je ściąć. Kolega siedział na drabinie, a ja na takiej wieżyczce, z której się nią steruje. Nagle drabina zaczęła lecieć. Poleciała na bok. Ja spadłem pod drabinę, a kolega z drabiną na budynek gospodarczy, a stamtąd na ziemię. Okazało się, że przyczyną upadku drabiny była połamana.

Podczas służby zdarzają się również zabawne historie.Kilka lat temu dostaliśmy zgłoszenie o pożarze mieszkania. Było na parterze, a okno do niego było uchylone. Za pomocą małej drabinki weszliśmy więc do środka. Okazało się, że ktoś zostawił w kuchni garnek na gazie z jakimś obiadem. To wszystko zaczęło się kopcić i palić. Kiedy zrobiliśmy, co do nas należało, standardowo rozpoczęliśmy przeszukanie mieszkania. Weszliśmy do następnego pomieszczenia, a tam była zakochana para zajęta sobą na tyle, że ani dymu nie czuli, ani strażaków nie słyszeli.

Jak Pan spędza wolny czas po pracy?Jestem także naczelnikiem OSP w miejscowości, w której mieszkam. Wolny czas poświęcam właśnie na służbę jako ochotnik.

Dlaczego warto na Pana głosować?Bo jestem szczerym chłopakiem i staram się pomagać ludziom.

Zagłosuj na st. ogn. Marka Karpowicza! Wyślij na nr 72355 SMS o treści: zaw.8 (2,46 zł z VAT)

Wideo

Dodaj ogłoszenie