Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Marcin Stiburski: Szkoła nie musi być życiową traumą. Nauczyciel zapowiada sprawdziany ze ściągania, a do tablicy woła grupowo [rozmowa]

Natalia Grzybowska
Marcin Stiburski: Skala ocen zaczyna się u mnie od czwórek w górę, z tendencją szóstkową. Uświadamiam jednak moim podopiecznym, że ta szóstka nic nie znaczy. Ona jest tylko pomiarem, a pomiar w fizyce jest zawsze obarczony błędem.
Marcin Stiburski: Skala ocen zaczyna się u mnie od czwórek w górę, z tendencją szóstkową. Uświadamiam jednak moim podopiecznym, że ta szóstka nic nie znaczy. Ona jest tylko pomiarem, a pomiar w fizyce jest zawsze obarczony błędem. Karolina Misztal
Uczy matematyki i fizyki w Morskiej Szkole Podstawowej w Gdańsku, stawia szóstki za spanie na lekcji, nienawidzi świadectw z wyróżnieniem i punktów za wolontariat. Stał się znany, gdy któregoś dnia w ramach zastępstwa Marcin Stiburski zaordynował uczniom trzy lekcje matematyki z rzędu, a na koniec pozwolił uczniom na chwilę nietypowego wyciszenia. Wieść o tym bardzo szybko obiegła media, a niespotykane metody pedagogiczne nauczyciela wzbudziły ogromne zainteresowanie internautów.

O co w tym wszystkim chodzi, panie profesorze? Cel ma uświęcać środki?
Zacznijmy może od tego, że z reguły w okresie nauki szkolnej wiele dzieci ma do czynienia z wieloma elementami lękogennymi. Składają się na nie dziennik z wpisywanymi tam stopniami, tablica przy której ma się pustkę w głowie, świadectwa i oceny. Moim zdaniem do nauczyciela należy zidentyfikowanie generatorów stresu i ich eliminacja poprzez odpowiednie działanie. Robię to dosyć przewrotnie. Organizuję sprawdzian ze ściągania, a do tablicy wołam ich grupami. Dla przemęczonych szkolną codziennością uczniów, taki bodziec odmiennej lekcji to możliwość rozluźnienia. I nie trzeba przy tym zaraz wyciągać królika z kapelusza. Szczególnie w starszych klasach obserwuję syndrom przemęczenia szkołą, więc aby się temu przeciwstawić tłumaczę, że stopnie nie są ważne. Zatem czasami je sobie sami wystawiają. Skala ocen zaczyna się u mnie od czwórek w górę, z tendencją "szóstkową". Uświadamiam jednak moim podopiecznym, że ta szóstka nic nie znaczy. Ona jest tylko pomiarem, a pomiar w fizyce jest zawsze obarczony błędem. Dlatego też jedynki i dwójki w ogóle u mnie nie występują. Odpowiadając zaś na pytanie Pani redaktor - to co robię, jest dla mnie pewnego rodzaju autoterapią. Moja szkoła dała mi w kość, przemieliła, sprawiała, że obgryzałem paznokcie do krwi. Do dzisiaj, gdy o niej mówię, głos mi drży. Zależy mi na głębszym, Korczakowskim pochyleniu się nad problemem.

Rozumiem, że uczniowie są zachwyceni. A co na to dyrekcja szkoły?
Całe szczęście polega na tym, że trafiłem do placówki, która jest na pełnych prawach szkoły publicznej, ale podmiotem zarządzającym szkołą jest osoba prywatna. Ponieważ w dzielnicy brakowało szkoły stała się ona "rejonówką", typowo egalitarną. Obowiązuje w niej kodeks pracy, a nie tak jak w przypadku innych szkół - Karta Nauczyciela. Dzięki temu ktoś taki jak ja, mógł zostać w niej zatrudniony. Wcześniej na politechnice byłem pracownikiem naukowo-technicznym i początkowo w szkole dorabiałem sobie tylko przez kilka godzin. Dzięki temu łatwiej było mi wyrażać własne zdanie, które być może ktoś na etacie bałby się wypowiedzieć. Ale dyrektor Morskiej Szkoły Podstawowej, pan Kamil Gajewski, jest bardzo otwartym człowiekiem, stworzył przestrzeń dla moich działań, bo jemu również zależy, by tworzyć szkołę przychylną dziecku.
Oczywiście wszystko w ramach prawa, przepisów i wymogów kuratoryjnych. Dlatego, jeśli nawet moje działania podczas lekcji są zaskakujące, to zawsze uwzględniają one podstawę programową.

To wszystko brzmi bardzo zachęcająco, ale rzeczywistość skrzeczy. Pańscy uczniowie kończą szkołę i…
Rzeczywiście. Chcąc dostać się do wymarzonego liceum nieraz błagają o podnoszenie ocen. Oceny wiodące są punktowane 17 punktami za „szóstkę”, więc świadectwo z wyróżnieniem to 7 punków plus 3 pkt za tzw. wolontariat. "Płacąc" za wolontariat w szkole, robimy krzywdę tym dzieciom. To jest nieetyczne. Może ten, kto to wymyślił chciał dobrze, ale raczej nie był pedagogiem. Powstaje też błędne koło reguły „3 razy Z” (czyli "zakuć, zdać, zapomnieć") i permanentny brak czasu na pasje tak szkolne, jak i te nieoceniane, pozaszkolne.
Wystosowałem petycję o zniesienie tego żałosnego świadectwa z wyróżnieniem. Lepsze byłoby pozostawienie egzaminu ósmoklasisty, podobnie jak to jest w przypadku matury, która stanowi podstawę dostania się na studia. W myśl mojej teorii licealiści powinni prosić nauczycieli o wytyczne, jak opanować materiał na ocenę „dopuszczającą”. Mieliby wtedy święty spokój i mogli skupiać się na tym, co im sprawia największą przyjemność.

Nie jestem do końca przekonana, co do ostatecznych rezultatów Pana filozofii pedagogicznej. A czy rodzice nie mają nic przeciwko takim metodom nauczania?
Pod koniec zeszłego roku przeprowadziłem wywiad z rodzicami na temat tego, co sądzą o bardzo dobrych ocenach na koniec roku, lub o takich inicjatywach, jak wcześniej wspomniany sprawdzian ze ściągania. Dwie osoby uznały, że wolałyby, aby ich dzieciom nieco "przykręcić śrubę". Czyli tym rodzicom zależy, by ich dzieci chodziły jak w zegarku. Jednak ogromna większość trzyma za mnie kciuki.

Jaka jest zatem kwintesencja Pana teorii i praktyk w szkole?
Moje lekcje stają się terapią „odszkolenienia”. Dzieciom, które były dotychczas w cuglach i uczestniczyły w wyścigu – teraz się „odpuszcza”. Przestają czuć presję. W młodszych klasach, jeszcze niezainfekowanych surowymi regułami średniowiecznej szkoły, to "odszkolenienie" trwa 5 minut. Potem dziecko zaczyna cieszyć się szkołą, zaczyna czekać na lekcję, odnajduje w nich atrakcje. Choć w rzeczywistości to są też „zwykłe” lekcje z zeszytem i podręcznikiem.

I sądzi Pan, że to, co proponujecie znajdzie naśladowców wśród innych pedagogów i akceptację w resorcie oświaty?
Myślę, że od systemu, który narzuca reguły gry zależy to, jak potoczą się dalsze losy edukacji. System wytwarza tzw. warunki brzegowe, determinuje kształt, a każdy uczestnik musi je zaakceptować. Wynikają one z ustawy, statutu szkoły, rozporządzeń i innych przepisów. To jest pojęcie z matematyki, warunkiem brzegowym jest krzywa, która otacza daną powierzchnię i w efekcie następuje zależność między warunkami brzegowymi a samą powierzchnią. Tak to wygląda w matematyce akademickiej, ale można to przełożyć także na język powszechny. Czyli proponowanie i akceptowanie zmian w polskiej szkole XXI wieku.

Trwa głosowanie...

Czy podobają Ci się tak prowadzone lekcje?

Marcin Stiburski: Skala ocen zaczyna się u mnie od czwórek w górę, z tendencją szóstkową. Uświadamiam jednak moim podopiecznym, że ta szóstka nic nie
Marcin Stiburski: Skala ocen zaczyna się u mnie od czwórek w górę, z tendencją szóstkową. Uświadamiam jednak moim podopiecznym, że ta szóstka nic nie znaczy. Ona jest tylko pomiarem, a pomiar w fizyce jest zawsze obarczony błędem. Karolina Misztal

POLECAMY w SERWISIE DZIENNIKBALTYCKI.PL:

od 7 lat
Wideo

echodnia.eu W czerwcu wybory do Parlamentu Europejskiego

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na dziennikbaltycki.pl Dziennik Bałtycki