Marcin Krzywicki z Chojniczanki: Gdybym przejmował się hejterami, to powiesiłbym się na drzewie

Patryk Kurkowski
Chojniczanka
Udostępnij:
Marcin Krzywicki, samozwańczy król Twittera i miłośnik kobiet, a w szczególności Soni Śledź, opowiada o swoim dystansie, hejterach oraz przejściu do Chojniczanki Chojnice.

Udało się komuś przeprowadzić z Tobą wywiad bez żartowania?
To zadanie niewykonalne. Choć ostatnio rozmawiałem z jednym dziennikarzy i ani razu nie padło pytanie o Twittera czy Sonię Śledź.

Pytam, bo we wszystkich rozmowach z Tobą panuje ogromny luz.
Luz jest najważniejszy w tym zawodzie. Gdybym miał się spinać, stresować, to wyglądałoby to fatalnie.

W szatni też jesteś taki zdystansowany i rozluźniony?
Szatnia to specyficzne miejsce i wie to każdy, kto miał choć trochę okazję w niej przebywać. O niej można pisać książki. Wiele szatni zwiedziłem i w każdej starałem się wprowadzać luz. Jak to wszędzie bywa - są osoby od atmosfery i myślę, że jestem jedną z nich. Czasami się śmiałem, że jestem bardziej od tworzenia atmosfery, niż od strzelania goli.

Tych goli u Ciebie ostatnio nie brakuje. W trzech sparingach strzeliłeś dla Chojniczanki aż pięć bramek. Wiosna będzie Twoja czy już się wystrzelałeś?
Oby nie. Wszyscy się mnie pytają, czy wykorzystałem już wszystkie naboje. Rzeczywiście w tych sparingach strzelam sporo goli i daje mi to pozytywnego kopa. Praktycznie każdą sytuację zamieniam na bramkę.

Nie masz wrażenia, że zjeżdżasz w I lidze coraz niżej? Była rokrocznie walcząca o awans Wisła Płock, potem zwykle wysoko sklasyfikowany Dolcan, a teraz Chojniczanka.
Rzeczywiście, coś w tym jest. Z drugiej strony jedyny powodów, dla którego musiałem odejść z Dolcanu, to sytuacja finansowa. W klubie chcieli, żebym został. Miałem sporo ofert. Nie wiem, czy to dlatego, że zostałem uznany najlepszym piłkarzem w social mediach, czy moja skuteczność. Chojniczanka o mnie zabiegała, ale tabeli nie da się oszukać. Chojniczanka jest niżej w tabeli, ma inne cele, ale to trzeba zmienić. Przyszedłem po to, żeby strzelać gole i póki co mi to wychodzi.

Marcin Krzywicki po sparingu Zawisza - Chojniczanka

Twoja aktywność na Twitterze nie przeszkadza prezesom?
To jest właściwie temat rzeka. Moim zdaniem nie powinna przeszkadzać, lecz przyciągać. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, ile daje marketing. W Dolcanie nie było marketingu, ale to jest bardzo ważna rzecz. Na pewno niektórym prezesom to przeszkadza. Oni wolą szare myszki, które się nie wychylają i nie mają nic do powiedzenia. Zresztą gdybym był trenerem, to nie patrzyłbym na to, czy piłkarz poszedł o czwartej nad ranem spać, czy o 21, tylko, czy dał z siebie wszystko.

Chojniczance to nie przeszkadza?
Śmiałem się jak spotkaliśmy się w Chojnicach, bo patrzyli na mnie w klubie jak na Boga. Moim zdaniem marketing w Chojniczance działa bardzo dobrze. Zresztą już powiedzieli mi, że mają tyle planów na wykorzystanie mojego wizerunku, że obawiam się, że nie będę miał czasu na treningi. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, abym dobrze odbierany przez pryzmat sportowy.

Widzisz jeszcze dla siebie miejsce w ekstraklasie?
Jak będę strzelał tak regularnie gole jak w sparingach, to nie widzę innej opcji. A tak poważnie mówiąc, to nie wybiegam tak daleko w przyszłość. Nie wiem, co będę robił za pół roku. Zresztą sam się przekonałeś, bo nie mogliśmy się umówić na rozmowę, bo co chwilę mi coś wypadało. Mierze wysoko, a z racji mojego wzrostu to jeszcze wyżej. Na pewno chciałbym jeszcze w niej zagrać, bo miałem epizod, który był raczej mało udany.

Bardziej Ci zależy na grze czy Soni Śledź?
- Wiedziałem, że będzie o Soni (śmiech). Najlepsze jest to, że zawsze ktoś pyta, a ja nie mam przygotowanej odpowiedzi. Myślę, że to byłaby świetna sprawa z nią porozmawiać. Ale piłka jest dla mnie najważniejsza. Dlatego najpierw Ekstraklasa, a przy okazji też Sonia.

Nie masz wrażenia, że łamiesz pewien schemat. Piłkarze często są sztywni, mówią formułkami, brakuje im dystansu i luzu. U Ciebie jest zupełnie inaczej.
Posiadam pakiet nc+ i oglądam mecze ekstraklasy. Śledzę też wywiady. Ta otoczka, jaką buduje nc+, jest świetna i dodaje tej lidze kolorytu. Wywiady - barwne czy sztywne, to też jest jakiś plus. Dla mnie dystans jest bardzo ważny. Gdybym się przejmował wszystkimi hejterami, to pewnie poszedłbym i powiesił się na pierwszym drzewie. W tym zawodzie dystans do podstawa.

Często w rozmowach podkreślasz, że gdybyś wiedział, że tak urośniesz, to zacząłbyś grać w koszykówce.
- Faktycznie, nie miałem pojęcia, że będę aż tak wysoki. To jednak ogromy atut. Mój wzrost, warunki fizyczne, pomaga w wielu sprawach. Zresztą przy moim wzroście mam bardzo dobrą koordynację ruchową, co nie jest przecież łatwe. Ale ja generalnie bazuje na szybkości i technice, co jest dla większości szokiem. Ci, którzy mnie nie znają, powiedzą pewnie, że jestem drewniany i wolny.

Jak w ogóle doszło do tego, że wylądowałeś w Chojniczance?
Chojniczanka była pierwszym klubem, który wykazał spore zainteresowanie moją osobą. Oni naprawdę mocno o mnie zabiegali. Musiałem ładować telefon trzy razy dziennie. Z klubu dzwonili do mnie trzy razy dziennie i pytali jak wygląda sytuacja w Dolcanie. W Ząbkach chcieli zatrzymać kadrę, walczyć o najwyższe cele. Czekaliśmy na jakąś wiadomość, ale okazało się, że klub wylądował w piekle. Odszedłem wcześniej, bo spodziewałem się tego. A Chojniczanka była najbardziej konkretna. Poza tym nie miałem żadnych ofert z Premier League czy Bundesligi, lecz z pierwszej ligi i ewentualnie jakieś tematy zagraniczne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

m
mks
POKORA, musi być...
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie