reklama

Marcin Kamola: Kryzys prawdę ci powie

Paweł RydzyńskiZaktualizowano 
Marcin Kamola
Marcin Kamola
Z Marcinem Kamolą, analitykiem z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR, rozmawia Paweł Rydzyński.

Dysproporcja w stawkach przy przetargu na wykonanie projektu części Trasy Słowackiego w Gdańsku jest niebywała. Kosztorys zamawiającego, czyli spółki Gdańskie Inwestycje Komunalne 2012, wynosi prawie sześć milionów, najtańsza oferta złożona w przetargu - niewiele ponad milion złotych! Trasa Słowackiego nie jest wyjątkiem; w ostatnich miesiącach wręcz normą stało się, że w przetargach, zarówno na wykonanie dokumentacji, jak i budowę, firmy dyktują znacznie niższe ceny niż zakładają kosztorysy zamawiających. Czy to jest normalne zjawisko?
Andrzej Bojanowski, wiceprezydent Gdańska, wczoraj na tych łamach stwierdził, że kryzys to dla zamawiających idealny czas na rozstrzyganie przetargów, bo firmy dyktują niskie stawki, byle tylko miały jakieś zlecenia. To prawda. Dzięki temu, że uda się zaoszczędzić na jednych przetargach, pojawia się szansa na realizację innych. Najlepszym tego przykładem są schetynówki. Na jednym, drugim, trzecim przetargu udało się zaoszczędzić i pojawiła się szansa na realizację dróg z listy rezerwowej. Faktem jest, że firmy mogą zmniejszać koszty, gdyż w dobie kryzysu raczej wstrzymuje się wzrost płac. Ale niskie stawki to także poważne ryzyko, że kontrakty mogą być źle wykonywane albo że firmy mogą zrywać umowy w trakcie ich trwania.

Czy możemy mieć do czynienia ze zjawiskiem dumpingu?
W przypadku Trasy Słowackiego - nie sądzę. Gdyby jedna spośród 11 firm, które stanęły do przetargu, złożyła ofertę znacznie niższą od konkurentów, wówczas zamawiający powinien wysłać do niej pismo z żądaniem wyjaśnień. Ale tu zdecydowana większość firm złożyły oferty podobne cenowo i wszystkie były znacznie niższe od kosztorysu GIKE.

To może zatem kosztorys był źle zrobiony?
Też raczej nie, są bowiem specjalne programy do ich tworzenia. Pamiętajmy, że kosztorysy inwestycji, na które teraz trwają przetargi, były tworzone przed nadejściem kryzysu, gdy kiedy ceny dyktowane przez oferentów były "napompowane". Podejrzewam, że pod koniec 2010 czy w 2011 r. sytuacja będzie odwrotna - kosztorysy jeszcze będą "kryzysowe", a propozycje oferentów "pokryzysowe". I wówczas opinia publiczna będzie lamentować, że firmom trzeba będzie dołożyć dwa razy więcej pieniędzy.

Sytuacja, w której najtańsza oferta wynosi 20 proc. ceny kosztorysowej, nie jest jednak normalna.
Można przyjąć, że jeśli oferta jest o 30 proc. tańsza od kosztorysu, to wszystko jest w porządku. Natomiast gdy jest tańsza o 50 proc. lub więcej, należy zacząć się niepokoić. Obecnie, zdaje się, wychodzi na jaw, że firmy nabierały opinię publiczną, mówiąc, że składały oferty w przetargach z marżą w wysokości 1-2 proc., tak śmiesznie niską, że bardziej opłacałoby się włożyć pieniądze na lokatę. Okazuje się, że skoro teraz firmy mogą tak drastycznie schodzić z kosztów, to te marże były znacznie wyższe.

Biorąc pod uwagę, że przy zamówieniach publicznych cena jest głównym lub nieraz wręcz jedynym kryterium przy wyborze zwycięzcy przetargów, jakie możliwości ma zamawiający, by bronić się przed firmami, które nie są w stanie wywiązać się z umów?
Konsekwentnie egzekwować kary umowne. Na pewno nie w taki sposób, jak ZKM Gdańsk, który karne odsetki za tegoroczne opóźnienia w remontach tramwajów N8C dortmundów będzie naliczać dopiero od 1 stycznia 2010 r.

Kontrakt z Modertransem na modernizację 46 dortmundów wzbudza ogromne kontrowersje.
Nie ma się co dziwić, skoro Modertrans już dwukrotnie, tłumacząc się m.in. problemami kadrowymi i "lokalowymi", zmieniał harmonogram dostaw.

I wszystko wskazuje na to, że nie dotrzyma też obecnego harmonogramu - z 13 tramwajów, które ma dostarczyć w tym roku, na razie do Gdańska dotarły dwa. Zastanawiające jest, że Modertrans nie przedstawił szczegółowego harmonogramu dostaw - tyle tramwajów dotrze do Gdańska w lipcu, tyle w sierpniu itd. Wszystko jest rozpatrywane w skali roku.
ZKM ma do czynienia z graczem, którego przerósł kontrakt. Ale wina leży też po stronie zamawiającego. 70 proc. sukcesu przy przetargu to dobrze skonstruowana specyfikacja warunków zamówienia. A to w niej powinno być zapisane, ile w danym miesiącu powinno dotrzeć tramwajów.

I wracamy do punktu wyjścia. Jedyną zaletą Modertransu wydaje się być zatem to, że dali najkorzystniejszą cenę...
...i już w momencie, gdy przetarg był rozstrzygany, podnosiły się głosy, że sobie z kontraktem nie poradzą.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krytyk

albo osoba "kupiona" przez Modertrans. Świadczą o tym dobitnie wady zawartej umowy. Ciekawe co sadzą gdańscy radni na ten temat.

Dodaj ogłoszenie