Marcin Dymiter, gdański muzyk: Czasem coś, czego jeszcze nie widać, można już usłyszeć

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Marcin Dymiter w czasie nagrań
Marcin Dymiter w czasie nagrań Archiwum prywatne
Istotna część naszego otoczenia jest zbudowana ze sfery dźwiękowej i niedostrzeganie jej jest - delikatnie mówiąc - niefrasobliwe - mówi Marcin Dymiter, gdański muzyk, improwizator, wokalista, autor tekstów, producent muzyczny.

Nakładem wydawnictwa Części Proste ukażą się niebawem twoje „Notatki z terenu”. Co się stało, że działalność dźwiękotwórczą postanowiłeś uzupełnić słowotwórczą?
Właściwie od momentu, kiedy ponad 10 lat temu rozpocząłem cykl nagrań terenowych FIELD NOTES, co jakiś czas komentowałem je krótkimi tekstami. Z czasem teksty się rozbudowywały, pojawiały się nowe konteksty. Małgorzata Ogonowska z Części Prostych zaproponowała, żeby przygotować z tego publikację. Wtedy podszedłem do tego z dystansem, bo uznałem, że tych tekstów było za mało, że trzeba jeszcze poczekać. Zacząłem więc sukcesywnie przygotowywać się do tego - zarówno notując w trakcie kolejnych nagrań, jak i wracając do tych wcześniejszych. Co jakiś czas pisałem i piszę, choćby tekst do wystawy audio „Tramwaj widmo” w Muzeum Inżynierii Miejskiej Krakowie (2019), esej - komentarz do słuchowiska „Trzy miejsca” (2019), czy ostatnio tekst, który towarzyszył wystawie zorganizowanej przez Instytut Cervantesa w Warszawie, Brzmienie Nieodwołalnej Zmiany (2020). Kilka lat temu ukazała się także książka „Dźwięki i szwy” (2015) z moimi esejami o muzyce. Jestem muzykiem, który czasami też pisze.

Czy te teksty w zamierzeniu stanowią autonomiczny materiał, czy też powinny funkcjonować w zestawieniu z dźwiękami? To jest przede wszystkim książka. Pod niektórymi tekstami umieściłem odsyłacze do moich nagrań terenowych, które są dostępne w sieci. Jeśli ktoś chce, to może posłuchać.

Twoje „Notatki” to rodzaj zapisu dźwiękowych wędrówek po różnych miejscach - od Islandii po Maltę, Bałkany i Ateny. Nie da się chyba jednak zbudować dźwiękowego przewodnika, tak jak można zrobić przewodnik, powiedzmy architektoniczny. Wrażenia dźwiękowe są przecież ulotne. Kiedy piszesz o brzęczeniu owadów koło stacji Malostranska w Pradze, to masz przecież świadomość, że o innej porze dnia albo innej porze roku, dźwiękowe otoczenie tego miejsca jest zupełnie inne.
Ale też budowanie dźwiękowego bedekera nie było moją intencją. Chodziło mi o powrót do elementarnego słuchania, o zwrócenie uwagi na ten aspekt, który buduje atmosferę czy też kontekst miejsca.

Rzeczy, które budują dźwiękowy pejzaż - niezależnie od tego czy je dostrzegamy, czy myślimy o nich, czy nie - mają bardzo duży wpływ na to, jak postrzegamy i jak słyszymy.

I to jest ten fenomen: choć ten pejzaż jest zmienny, ulotny - nie można go złapać, zabetonować - to jednak cały czas trwa.

Zabetonować - nie można, ale nagrać - owszem. I to właśnie robisz. Czy nie ma sprzeczności między tą apoteozą doświadczenia chwili, ulotności, a próbami jej zarejestrowania na nośniku?
Nie rozumiem, na czym taka sprzeczność miałaby polegać? Nie proponuję interpretacji tych nagrań, które zrealizowałem. Nie prowadzę takiego dziennika etnograficznego: godzina, miejsce, itp. Właściwie we wszystkich swoich tekstach odnoszę się do procesu słuchania jako takiego.

Nie próbuję zmienić biegu rzeczywistości audialnej. Podkreślam natomiast, że istotna część naszego otoczenia jest zbudowana ze sfery dźwiękowej i niedostrzeganie jej jest - delikatnie mówiąc - niefrasobliwe. Dotyczy to zarówno myślenia o czasie, o miejscu, ale też o tych wszystkich przemianach, które następują.

Innymi słowy te elementy, które mają wpływ na to, jak wygląda miasto, kształtują również naszą sferę dźwiękową. Natomiast w tych kilku miejscach, gdzie piszę o transferze dźwięku z natury na nośnik, raczej zadaję więcej pytań, niż udzielam odpowiedzi. Co się dzieje z zapisanym dźwiękiem? Co się dzieje w momencie, kiedy on staje się zamkniętym obiektem albo zapisany w danym formacie dźwiękowym?

A gdybyś jednak miał coś odpowiedzieć? Na przykład czym jest ponowny odsłuch takiego nagrania?
Zależy dla kogo.

Dla tego, dla kogo to robisz i umieszczasz te nagrania w sieci.
Nie wiem, czym to jest dla kogoś. Mogę mówić, czym to jest w danym momencie, kiedy nagrywam, a następnie przygotowuję i puszczam w świat, żeby sobie ludzie tego słuchali. Przy czym mój komentarz w żadnym razie nie jest sugestią, jak tego należy słuchać. To raczej dygresje, opisy kontekstu. Piszę o czymś, czego doświadczyłem, lub co zobaczyłem albo co przeczytałem, i co w związku z tym przywołuje dane nagranie dźwiękowe. Myślę, że dla każdego ten dźwięk będzie czymś innym. Field recording nie jest masowym zjawiskiem, puszczanym w mediach. Jest jednak pewna grupa słuchaczy poszukujących, o specjalnych zainteresowaniach, być może lekko znudzonych muzyką konwencjonalną. I to powoduje, że ci ludzie zaczynają szukać w dźwiękach czegoś innego, niż trzyminutowa piosenka. Otwierają się na inne formy słuchania.

A ty sam też jesteś znudzony muzyką konwencjonalną?

To, co się obecnie dzieje z muzyką na tak zwanym rynku, to osobny proces, o którym można by długo rozmawiać. W wielu wypadkach jest ona w większym stopniu nośnikiem lokowania produktów, towarów i reklam, niż muzyką jako taką, do słuchania.

Co do moich upodobań - jestem słuchaczem, cały czas słucham, ale postrzegam muzykę, jako zjawisko, trochę inaczej. Daleko mi do budowania playlist złożonych z samych przebojów. Nie jestem też gościem, który musi mieć na półce całą dyskografię, powiedzmy Iron Maiden, we wszystkich wydaniach, tylko po to, żeby to mieć. Szukam rzeczy ciekawych, zaskakujących, nurtujących, które wywracają przyzwyczajenia do góry nogami. Lubię sięgać po rzeczy, których w ogóle nie znam.

To poszukiwanie chyba było w tobie już od samego początku. We wstępie książki wspominasz, że kiedy dostałeś swój pierwszy magnetofon, nie ograniczyłeś się do przegrywania piosenek z radia, ale też tworzyłeś własne „słuchowiska”, rejestrując m.in. dźwięki sprzętów domowych.
Napisałem o tym, ponieważ - patrząc z dzisiejszej perspektywy - uważam, że gdybym miał szukać jakiegoś „aktu założycielskiego”, swojego pierwszego małego kroku w takim kierunku, to byłby on właśnie związany z wejściem w posiadanie radiomagnetofonu z mikrofonem. Ten moment zagłębiania się w materię abstrakcyjną, coś, co nie musi w żadem sposób przypominać piosenki, był intrygujący. Wynikało to być może z czystej ciekawości, z samej fascynacji dźwiękiem, i już we mnie pozostało.

Myślisz, że to tylko kwestia wrażliwości, czy może idą za tym jakieś predyspozycje fizjologiczne. Badałeś sobie słuch pod kątem zdolności do „innego” odbierania dźwięków?
Nie szukałbym odpowiedzi tylko w indywidualnych predyspozycjach fizjologicznych.

Wielu muzyków na świecie, w pewnym momencie decyduje się od czasu do czasu zaprezentować płytę z innymi dźwiękami, niż tradycyjnie pojmowana „muzyka”. To jest doświadczenie uwalniające i oczyszczające. Pozwala spojrzeć na nowo, na te elementy, z których się składa muzyka.

Zastanowić się, co to jest brzmienie, i po co je w ogóle stosować. Z drugiej strony są artyści, którzy wykonują te same piosenki iks razy i sprawia im to przyjemność. Nie oceniam, która metoda jest lepsza, bo to nie o to chodzi.

Piszesz, że dobre nagranie cechuje niedoskonałość i brak zadowolenia nagrywającego. Myślisz, że to teza, do której daliby się przekonać ci, którzy ładują dziesiątki tysięcy złotych w sprzęt grający coraz to lepszej jakości?
Nie wiem. To ich trzeba o to pytać. Ale najpierw trzeba spytać ich, po co w ogóle kupują tak drogi sprzęt.

A ty sam słuchając muzyki na sprzęcie audiofilskim nie czujesz różnicy? Nie wydaje ci się, że jest w tym jakość, za którą warto zapłacić? Dotykamy tu szerszego tematu: potrzeby wpływania bezpośrednio na kształt dźwięku. Bywają sytuacje, kiedy ludzie są rozdrażnieni tym, jak brzmi otoczenie. Albo tym, że coś, co słychać w nagraniu, nie odpowiada ich wyobrażeniu na temat świata i chcą to zmienić, chcą to zmodyfikować tak, żeby świat brzmiał tak, jak oni chcą. A jednocześnie sporo elementów, które są zakorzenione w audiosferze to efekt czy to smogu akustycznego, czy też skutek działań ludzkich. One są w wielu miejscach niepożądane. Nie pisałem jednak o audiofilach ani o tak pojętej jakości. Poczucie doskonałości i sprzęt hi-fi, wszystkie te rzeczy, o których mówisz, nie są niezbędne. Wystarczy po prostu odwołać się do innego sposobu myślenia. Świetni realizatorzy, jak Bob Weston, piszą o tym, że czasami warto słuchać na zwykłym sprzęcie, jaki się znajduje w zwykłych domach.

Budowanie odizolowanego sanktuarium jest jakimś tropem, ale to nie znaczy, że taki człowiek usłyszy więcej. On usłyszy inaczej. I drożej. Ale czy więcej? Nie wiem. Poza tym pojęcie hi-fi niesie ze tobą bardzo ekskluzywne konotacje.

Tymczasem w wielu momentach proces słuchania jest demokratyczny i dostępny. Jest procesem społecznym. Nawet nagranie odsłuchane na słabej jakości sprzęcie, ale w towarzystwie, które jest dla nas atrakcyjne, może zostać odebrane i zapamiętane jako fajne, ważne. Poza tym każdy człowiek słyszy nieco inaczej. Dlatego nie starałem się pisać z perspektywy uniwersalnej. To relacja człowieka, który jest w terenie i nagrywa dźwięki w różnych środowiskach, poświęcając temu swój wolny czas. Czasem powstają z tego nagrania, czasem nie, co jest też bardzo ważne. Czasami zwyczajnie słucha. To jest tego typu postawa i takie doświadczenie.

Do samego nagrywania też potrzeba specjalistycznego sprzętu. Pisałeś m.in. o nagraniach podwodnych. Tego się nie zrobi zwykłym mikrofonem.
Oczywiście. Tu sytuacja jest podobna jak w przypadku sprzętu do słuchania. Można skoncentrować się tylko i wyłącznie na gromadzeniu nowinek, zaprzestając nawet samego nagrywania. Piszę o takich pułapkach. Oczywiście orientuję się w informacjach ze świata audio, co nowego się pojawia, ale nie koncentruję się na nieustannym śledzeniu serwisów, ani nie prześladują mnie myśli, że sprzęt, który zgromadziłem, jest do całkowitej wymiany, bo producenci przekonują, że mają już coś nowego, dużo lepszego. Podstawą mojej praktyki nagrywania w terenie jest obszar całkowicie analogowy. Słucham najpierw otoczenia „bez niczego”, potem dopiero następuje moment wkładania słuchawek i zmiana perspektywy: słuchanie przez coś, co nie filtruje tak, jak ludzkie ucho, jak układ neurologiczny, konteksty kulturowe. Mikrofon odziera z tego wszystkiego i bardzo często powoduje, że człowiek jest zaskoczony tym, co słyszy.

Tak jak każdy z nas był zaskoczony, słysząc pierwszy raz swój głos nagrany na taśmie.
Tak. Myślę, że świat, kiedy rzeczywiście zaczynamy go słuchać w ten sposób, też jest zaskakujący, i to na bardzo różnych poziomach. Okazuje się, że „miejsce zielone” czy „miejsce ciche” w nagraniu nie jest ani zielone, ani ciche. W nagraniu słychać otoczenie, które w procesie normalnego słuchania jest przez nas przefiltrowane w taki sposób, że właściwie go nie słyszymy. Nie możemy ciągle dekodować setek sygnałów. Dotarcie do sytuacji, kiedy nasz układ słuchowy nie musi stosować różnego rodzaju filtrów, nie musi nam odcinać różnych pasm, bo dźwięki mają więcej przestrzeni, nie ma hałasu miejskiego, nie ma silników itd., to niezwykle ciekawe zjawisko.

Mam wrażenie, że traktujesz to doświadczenie nie tylko w kategoriach estetycznych, ale też w pewnym sensie egzystencjalnym, jako coś, co nadaje naszemu życiu nowej jakości.
W kilku miejscach faktycznie akcentuję moje przekonanie, że to bardzo ważny składnik naszego szeroko pojętego dobrostanu.

Superwyciszony samochód na supergłośnej ulicy jest moim zdaniem, dość trafną metaforą tego, w jakiej rzeczywistości się znajdujemy - izolacji i braku refleksji nad tym, co się dalej stanie z naszym otoczeniem, nie tylko tym dźwiękowym.

Nie namawiam jednak ludzi, by przestali robić wszystko inne, tylko skoncentrowali się na słuchaniu. Myślę jednak, że włączanie słuchania - otwiera zupełnie nowe perspektywy w rozumieniu zjawisk, tego, co się dzieje dookoła. Czasem coś, czego jeszcze nie widać, można już usłyszeć.

Marcin Dymiter, „Notatki z terenu”, Wyd. Części Proste, Gdańsk 2021

Wideo

Materiał oryginalny: Marcin Dymiter, gdański muzyk: Czasem coś, czego jeszcze nie widać, można już usłyszeć - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie