Mamy kontrakty zagraniczne, chcielibyśmy pozyskać także krajowe

Jacek Klein
Jacek Klein
Rozmowa z Ireneuszem Ćwirko, prezesem zarządu stoczni Crist SA

Rozmowa z Ireneuszem Ćwirko, prezesem zarządu stoczni Crist SA

Jak stocznia radzi sobie w czasie pandemii COVID-19? Rynek kontraktów mocno się skurczył, armatorzy anulowali zamówienia?

Praca przy kolejnych kontraktach jest i będzie. Wykorzystanie naszych mocy produkcyjnych jest mniejsze, w stoczni pracuje mniej liczna załoga, ale nie mieliśmy ani jednego dnia przestoju z powodu pandemii. Oczywiście wprowadziliśmy rygorystyczne procedury sanitarne. Obrona przed koronawirusem dla takiej firmy to działanie priorytetowe. Zdajemy sobie sprawę, że statków do budowy jest i będzie na razie mniej, ale cały czas poszukujemy nowych kontraktów oraz współpracujemy z naszymi wieloletnimi kontrahentami. Nie dawno przekazaliśmy kablowiec dla norweskiego armatora. We wrześniu wyślemy drugi już, nieduży, luksusowy statek pasażerski przeznaczony na wody arktyczne. W Finlandii pozyskaliśmy zamówienie na dwa statki, dla jednego – promu elektrycznego dla Finferries odbyło się własnie pierwsze palenie blach. Rozmawiamy też z potencjalnym klientem o budowie platformy jack-up na rynek amerykański.

Samopodnośne statki to specjalność Crista, dająca przewagę w ubieganiu się o kontrakty tego typu?

W Europie nie ma drugiej takiej stoczni, która dysponowałaby takim doświadczeniem i chcemy je wykorzystać. Stocznie na Dalekim Wschodzie są w stanie wykonać takie konstrukcje, ale są dwie kwestie: ceny i jakości oraz terminu. Jakość i terminowość to podstawa naszego działania dzięki temu nadal jesteśmy na rynku. Rozwój morskiej energetyki wiatrowej to poważny temat, którym żywo się interesujemy. Na pewno w Europie w najbliższych latach będzie zapotrzebowanie na jednostki offshore. Perspektywiczny jest tutaj także rynek amerykański, na którym dopiero zaczyna się ruch inwestycyjny. Zainteresowani jesteśmy także zamówieniami z rynku krajowego. Rozmawiamy z firmą Petrobaltic o możliwości budowy statku jack-up do stawiania farm wiatrowych. Jest rządowy program budowy farm wiatrowych na Bałtyku, w który wchodzą największe firmy w kraju. Polskie stocznie są w stanie wykonać potrzebne do tego jednostki, a następnie jednostki potrzebne do serwisowania i remontów tych instalacji. Widzimy tu duże możliwości i chcemy powalczyć. Nie tylko dla nas ale też innych firm. W Szczecinie jest przecież duża fabryka fundamentów do wież wiatrowych, wprawdzie w upadłości, ale nowoczesna. Także Stocznia Gdańsk ma linię do produkcji wież wiatrowych. Wystarczyłoby aby gdzieś w okolicy Trójmiasta powstała fabryka, która budowałaby potrzebne urządzenia energetyczne, wówczas cała gospodarka wybrzeża miałaby przez co najmniej 10 lat ogrom pracy. Przy dobrej organizacji i zapewnieniu finansowania rozwój energetyki morskiej byłby poważnym impulsem dla odbicia się branży stoczniowej i firm kooperujących. Na razie jednak nikt oficjalnie z nami nie rozmawia na te tematy. Jaka jest druga opcja? Zamówienie wszystkiego na Dalekim Wschodzie, może taniej, ale czas wykonania byłby na pewno dłuższy. Można także wynająć firmy, które dysponują zapleczem do postawienia takich farm już na morzu. Mielibyśmy wszystko gotowe, ale nasza gospodarka nic by na tym nie zyskała, żadnej wartości dodanej. A nie o to chyba chodzi.

Państwowe programy mają to do siebie, że przez lata potrafią być na papierze, jak program Batory budowy promów ropax. Bylibyście zainteresowani udziałem w tym programie?

Kilka tygodni temu spotkałem się z ministrem Gróbarczykiem i dowiedziałem się, że choć program trwa od trzech lat to jest problem z projektem co uniemożliwia rozpoczęcie prac. My przedstawiliśmy na piśmie propozycje jak te promy zbudować z wykorzystaniem stoczni państwowych i prywatnych. Możliwości są. Jesteśmy otwarci i czekamy na propozycje.

Tym bardziej, że są wolne moce. Jak wygląda portfel zamówień stoczni?

Zapełniony jest do 2024 roku i gdyby nie pandemia mielibyśmy w tym roku takie spiętrzenie prac, że musielibyśmy zatrudniać dodatkowych pracowników.

W jakiej kondycji finansowej jest stocznia?

Oczywiście pandemia ma na nią wpływ, ale stocznia przynosi zyski i ma środki na spłatę zobowiązań bieżących jak i długoterminowych. Spłaciliśmy już ponad 1/3 kredytu na zakup suchego doku byłej Stoczni Gdynia, czyli jakieś 60 mln zł. Cały czas realizujemy także szereg mniejszych inwestycji rozwojowych. Zresztą przez 30 lat naszej działalności w zasadzie był tylko jeden rok kiedy stocznia była na minusie z powodu problemów ze statkiem Innovation. Od ośmiu lat jesteśmy właścicielami części majątku po Stoczni Gdynia. W doprowadzenie go do pożądanego stanu, modernizację i utrzymanie w tym czasie włożyliśmy ponad 100 mln zł własnych przychodów. Funkcjonujemy, zabiegamy o kontrakty, pozyskujemy je mimo trudnego otoczenia, jesteśmy gotowi realizować zamówienia krajowe. Mamy ku temu wiedzę, możliwości i doświadczenie.

Będzie wakacyjny boom? Polacy stęsknieni za podróżami

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie