reklama

Malbork: Władze miasta obawiają się biogazowni

RedakcjaZaktualizowano 
Biogazownia, czyli zakład wytwarzający prąd z gazu, sprawiła, że zaiskrzyło między dwoma sąsiednimi samorządami. Fabryka na razie jest tylko wizją prywatnego inwestora, ale miałaby stanąć na terenie gminy wiejskiej Malbork. Jej władze przyklasnęły pomysłowi. Protestują natomiast władze miasta Malborka.

Przeciwny jest burmistrz, teraz plany potępiła również Rada Miasta. A to dlatego, że biogazownia miałaby stanąć tuż przy granicy z Malborkiem. Malborscy rajcy na ostatniej sesji przyjęli stanowisko, w którym jednogłośnie uznali, że warta ok. 32 mln zł inwestycja, choć z natury swej proekologiczna, może negatywnie wpłynąć na życie mieszkańców. Arkadiusz Mroczkowski, przewodniczący Rady Miasta, poinformował, że przeciwko biogazowni opowiada się ok. 400 osób, które podpisały się pod listami protestu.

Samorządowcy bardziej niż samej działalności zakładu obawiają się transportu odpadów zwierzęcych i roślinnych ulicami miasta.

- "Z transportem tym, przy przewozie tego rodzaju odpadów, wiąże się niezwykle uciążliwa emisja odorów, a potencjalne nieszczelności skrzyń ładunkowych pojazdów będą źródłem zanieczyszczania dróg po trasie przewozów substratów" - alarmują radni w przyjętym stanowisku. - "Ponadto lokalizacja kompleksu biogazowni w bezpośrednim sąsiedztwie terenów zabudowy mieszkalnej jednorodzinnej spowoduje narażenie obecnych i przyszłych mieszkańców na wszelkie uciążliwości związane z funkcjonowaniem takiej instalacji, a więc hałas, nieprzyjemne odory i transport, co jest naszym zdaniem niedopuszczalne. Takie zagrożenie spowoduje także obniżenie wartości nieruchomości w tym obszarze".

W mieście pojawiły się informacje, że argument spadku wartości gruntów w okolicy planowanej inwestycji może dotyczyć też samego przewodniczącego Mroczkowskiego, który posiada w pobliżu blisko 3 ha gruntów i rzekomo chce je dzielić, by potem sprzedać.

- Ja nie jestem inicjatorem protestu i nie podpisałem się na liście sprzeciwu - mówi Arkadiusz Mroczkowski. - Jestem właścicielem tej ziemi od kilkunastu lat. Najpierw jako współwłaściciel, potem odkupiłem udziały od wspólników. Nie wiem, jak wykorzystam tę nieruchomość, to moja własność i nikt nie ma prawa zmuszać mnie do takiej czy innej inwestycji. Poza tym, moja działka leży o około 6 kilometrów od planowanej inwestycji, więc łączenie protestu przeciwko budowie biogazowni z moją nieruchomością jest bezpodstawne.
Stanowisko Rady Miasta nie ma żadnego wiążącego wymiaru. Władz gminy wiejskiej Malbork nie martwi taka deklaracja sąsiadów. Nie zamierzają przerywać procedury wydawania zgody na inwestycję na swoim terenie.

- Nasza Rada Gminy mogłaby podjąć stanowisko w sprawie odoru wydobywającego się z malborskiej cukrowni. Moglibyśmy odbijać piłeczkę, ale jaki jest tego sens? - mówi Ryszard Wirtwein, wicewójt gm. Malbork. - Procedura wydawania decyzji środowiskowej i decyzji o warunkach zabudowy na potrzeby biogazowni jest w toku. Poczekajmy na to, jak się ona zakończy.

Inwestor, firma Arcona z Malborka, zapewnia, że jest gotowy wyjaśnić mieszkańcom wszelkie wątpliwości związane z biogazownią lub nawet zmienić lokalizację inwestycji.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie