Polecamy
    Bądź na bieżąco

    Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

    Rozwiń
    Malborczyk z żoną jadą starą karetką przez świat. Kolejny...

    Malborczyk z żoną jadą starą karetką przez świat. Kolejny etap: Bajkał i Buriacja [raport z podróży]

    Aleksandra Wiśniewska

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Malborczyk z żoną jadą starą karetką przez świat. Kolejny etap: Bajkał i Buriacja [raport z podróży]
    1/10

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    ©Andrzej Wiśniewski/peryferie.com

    Andrzej Wiśniewski z Malborka i jego żona Aleksandra są w podróży życia. Jadą przez świat specjalnie przystosowanym dawnym ambulansem. Nasi Czytelnicy mogą zobaczyć tę wyprawę ich oczami.
    Etap podróży: Bajkał i Buriacja

    Po azjatyckiej stronie Rosji przyjął nas komitet powitalny w postaci tirowców. W przydrożnej „stojance” ugościli nas swojskim bimbrem z szyszek i gorzką czekoladą. Nawiązywanie stosunków międzynarodowych szło nam tak dobrze, że następnego dnia zamiast do planowanego Omska, dojechaliśmy na granicę z Kazachstanem.
    Błąd przyszło naprawiać telepiąc się z powrotem po wąskiej wstążce drogi, gdzie dziur było więcej niż asfaltu.

    Wreszcie udało się dotrzeć na główną, właściwą trasę, która niepostrzeżenie sprowadziła nas z gór, przez pagórki na płaskie jak stół równiny. Równiny piękne – jaskrawiące się soczystą zielenią łąk i złotem rzepaku, mieniące się błękitem jezior i łyskające bielą brzozowych zagajników. Zobacz galerię

    Aleksandra i Andrzej w ciągu czterech lat chcą przejechać 150 tysięcy kilometrów przez 56 krajów na pięciu kontynentach. Wyruszyli w tę podróż 14 czerwca o godz. 14.14.

    W tej oto scenerii na jednym z przystanków poznaliśmy Dawida i jego ekipę: Tur Ferajna (tur - podrasowany terenowo samochód; ferajna - przyklejeni do przedniego zderzaka Wilk i Zając). Dawid jechał do oddalonej o 100 km od Irkucka polskiej wioski Wierszyna. Wiózł zebrane w ramach pospolitego fejsbukowego ruszenia artykuły szkolne i zabawki dla dzieci z polskiej szkoły. I odkurzacz dla pani nauczycielki. Oprócz polskiej szkoły w Wierszynie jest jeszcze polski kościół i Dom Polski. Służą około tysięcznej populacji wioski – potomkom dobrowolnych polskich emigrantów. Ot, taka malutka Polska na Syberii. Przy szczeniaczku żołądkowej gorzkiej obiecaliśmy sobie solennie, że się spotkamy w Wierszynie, po czym Dawid ruszył swoim tempem podrasowanego terenowca 4x4, a my swoim – karetki przerobionej na kamper.

    Pod Nowosybirskiem karetka zaczęła wydawać niepokojące dźwięki. Niepokojące na tyle, że postanowiliśmy odwiedzić przydrożnych mechaników. Po kilku powtarzających się: „Sprinter?!? Panie! A skąd ja części wezmę?!” z podwiniętym ogonem podjechaliśmy pod autoryzowany serwis Mercedesa.

    Przyjęto nas kawą, ciastkami oraz kompleksową diagnostyką, która zawyrokowała: kompresor i drążki kierownicy do wymiany.
    - A części macie na stanie?
    - Nie, ale zaraz napiszemy do Moskwy, żeby przysłali.
    - OK. Ile to potrwa? Jest środa, a nas wiza goni.
    - Do piątku najdłużej.
    Niestety. Z Nowosybirska wyjechaliśmy dopiero w poniedziałek wieczorem.
    200 km dalej, na płaskiej jak stół szosie rozerwało nam oponę. W pięciu miejscach. Na zapasie doczłapaliśmy się do Krasnojarska, gdzie znów szukaliśmy pomocy przydrożnych szinomontażystów. Jeden odsyłał nas do drugiego, bo nie ten rozmiar opony, bo nie ma, bo tysiąc innych powodów. Wreszcie jakaś dobra dusza skierowała nas na ulicę Awiatorów. A tam raj! Szinomontaże z kołami, felgami, oponami i czym tylko po sam horyzont.
    Trafiliśmy do szinomontażystów z Uzbekistanu, którzy z rzewną tęsknotą zachwalali nam swój kraj rodzinny i zaklinali, byśmy go odwiedzili. Dali również kilka porad typu:
    - W Rosji nie mów, że masz dużo pieniędzy. Nie mów też, że pieniędzy nie masz w ogóle! Mów, że mało masz i tyle. Jak powiesz, że masz dużo – będą zazdrościć. Jak powiesz, że nie masz – zapytają: „A maszynę za co kupiłeś?”. Jak powiesz, że masz, ale mało – pokiwają głową i powiedzą: „No, to tak jak my” i dadzą ci spokój.
    Bogaci w nowo nabyte mądrości życiowe oraz naprawioną oponę ruszyliśmy wreszcie na Irkuck. Wierszynę niestety musieliśmy odpuścić. Czas kończącej się wizy gonił nieubłaganie.

    W Irkucku – stolicy Syberii wschodniej – zabawiliśmy tylko chwilę. Błądziliśmy po mieście w poszukiwaniu uliczek z domkami buriackimi. Te drewniane konstrukcje słyną z pięknych kolorowych okiennic i misternie rzeźbionych zdobień wokół okien. Są to elementy absolutnie nieodzowne nawet w najuboższych i chylących się już ku ziemi domostwach. Niestety tych chylących się ku ziemi jest coraz więcej. Drewniane domki budowane były bez fundamentów, bezpośrednio na zmarzlinie. Zmarzlina zaczęła topnieć, a domki – zapadać się. Powszednim już widokiem są budynki niebezpiecznie przechylone na jedną stronę albo pogrążone w ziemi aż do połowy okien parteru.

    Za Irkuckiem czekał nas upragniony Bajkał. Niepojęte jezioro, którego początki sięgają 30 milionów lat wstecz. Zawiera ponad 20 procent całego zasobu wodny pitnej na Ziemi - ilość wystarczającą, by utrzymać przy życiu jedną czwartą światowej populacji. Najgłębsze jezioro świata (najgłębszy punkt – 1642 m) jest domem tysięcy gatunków roślin i zwierząt. Większość z nich to endemity – gatunki właściwe i unikatowe tylko dla określonego miejsca. Najsławniejszym przedstawicielem jest nerpa – foka bajkalska, jedna z trzech istniejących gatunków foki słodkowodnej. Do tego dziesiątki gatunków ryb – z najsłynniejszym omulem – które goszczą na stołach okolicznych mieszkańców.

    Gnaliśmy do majestatycznego Bajkału tak prędko, jak tylko pozwalał nam na to stan dróg. A z tym bywało różnie. Czarna, gładziutka jak stół nawierzchnia potrafiła się zmienić w ziejący nagimi, ostrymi kamieniami plac robót drogowych. Owszem, otwarty dla ruchu. Na własne ryzyko.

    Mimo wszystko, Bajkał osiągnęliśmy, a on – wraz z koczującym na jego brzegu Dawidem – przywitał nas ulewną wichurą i bielejącymi na wzgórzu opodal ścianami prawosławnej katedry.
    Jak poinformowali nas wierni przyjeżdżający do miejsca kultu z okolicznych wiosek, katedra powstała na miejscu, gdzie mongolscy bandyci zamordowali rosyjskich ambasadorów. Było to w 1650 r. Od nieszczęsnych ambasadorów, a raczej posłów – według wymowy autochtonów – wzięła nazwę cała wioseczka: Posolskoye.
    Katedra Przeobrażenia Pańskiego z malutkiego kościółka upamiętniającego wydarzenie przerodziła się w kompleks katedralny z klasztorem i przylegającymi budynkami administracyjnymi: stołówką, kwaterami dla siedmiu rezydujących to kapłanów i pomieszczeniami dla gości. Na porośniętym krótką trawą placu są również ogródki kwiatowe, warzywne i ziołowe. Za nimi – płasko na ziemi leżą kamienne płyty z inskrypcjami sięgającymi XVIII w. – stary cmentarz.

    Budynki kompleksu są schludne i bardzo skromne w porównaniu z katedrami wielkich miast krzyczących przepychem zdobień. A jednocześnie ta biel, schludność i skromność są największymi ozdobami katedralnego kompleksu. Schludność, skromność, spokój, cisza i Bajkał.

    Typowym widokiem o zachodzie słońca jest okutana w zielonkawy strój postać, w woderach i na antycznym motorze z przyczepionym do niego pontonem. Bez świateł, bez jakiejkolwiek nawigacji innej niż gwiazdy postać wraz z pontonem zsuwa się do wody. Po chwili słychać tylko cichy plusk drewnianych wioseł i sylwetka znika wraz z zachodzącym słońcem za horyzontem.

    A kiedy już słońce pojawi się z powrotem, razem z rybakiem na brzegu pojawiają się całe rodziny okolicznych mieszkańców szukających ochłody w wodach Bajkału. Całe pokolenia – poczynając od kilkulatków, na sędziwych seniorach rodu kończąc – pluskają się w krystalicznie czystych 15 stopniach Celsjusza.
    Brzegiem powłóczystym krokiem łąkowych modelek kroczą krasule. Jedna za drugą moczą różowe jęzory w krystalicznie czystej wodzie najstarszego jeziora na świecie. Śpieszą się. W ich stronę zmierza już stado koni, by zająć miejsce przy bajkalskim wodopoju.

    Za Bajkałem rozciąga się kraina niezwykła – Buriacja. Jest to autonomiczna republika wewnątrz Federacji Rosji. Kraina jak niezwykła, tak piękna. Domki, których tak usilnie szukaliśmy w Irkucku, tu ścielą się na prawo i lewo. Przypominają misterne budowle z zapałek, ułożone wśród zielonych wzgórz. Żywcem wyjęte z kart baśni rosyjskich. Tylko czekać, jak z ich progu wyjdzie Głuptasek Iwanuszka i kluskami z dwojaków zacznie karmić swój cień.
    Między wioskami, w leśnych ostępach tajgi, stoją inne drewniane konstrukcje – zbite z desek altanki, obwiązane kolorowymi szarfami. W altance nie ma ław. Jest tylko stół. Na nim pieniądze i jedzenie. To podarki dla rezydujących tu duchów – miejsce święte.

    Buriaci – potomkowie Mongołów – praktykują filozofię życia zwaną tengeryzmem (Tengri – niebo), według której Niebo jest najwyższym bóstwem i stworzyło świat. Zarówno ten widzialny, jak i nie. Świat zamieszkują duchy. Są wszędzie: w zwierzętach, górach, lasach, rzekach i ludziach – te nazywane są duszą. Praktykowanie tengeryzmu wiąże się z pilnowaniem, by nie zachwiać równowagi duchów, dlatego do wszystkich i wszystkiego należy odnosić się z szacunkiem - czy będzie to mieszkający obok sąsiad, czy płynąca obok rzeka, której przez szacunek nie można zanieczyszczać, czy las, którego nie można ścinać.

    Jeśli równowaga ta zostanie zachwiana, konieczna jest interwencja szamana – przewodnika duchowego, którego wybierają same duchy. Ich decyzja przejawia się przez ciężką „chorobę szamańską” lub przez uderzenie w wybrańca piorunem.
    Zawiłości historyczno-polityczne i religijno-kulturalne nie ominęły Buriacji. Pod ich wpływem zmieniał się i tengeryzm. Padał on ofiarą innych religii i filozofii życia, jak i sytuacji politycznej. Komunizm niemal go wyniszczył, podobnie jak buddyzm tybetański. Mimo wszystko tengeryzm – co prawda w zmodyfikowanej formie – żyje i ma się w Buriacji coraz lepiej. A jego „altanki dla duchów” funkcjonują zgodnie z bielonymi stupami buddyjskimi i kopulastymi katedrami prawosławnymi.
    Buriacja żegna nas widokami, które zapierają dech w piersiach. Żal nam opuszczać to magiczne miejsce. Ale przed nami czeka już magia następna – Mongolia...

    To trzecia relacja Aleksandry i Andrzeja Wiśniewskich z Malborka.

    TUTAJ znajdziesz poprzednie relacje z podróży:

    * Wyruszyli z Malborka starą karetką dookoła świata. Raport z podróży (cz. 1) - "Jesteśmy w Rosji"
    * Malbork. Jadą starą karetką dookoła świata - raport z podróży (cz. 2). "Przekroczyliśmy Ural"







    Trasa:
    Litwa, Łotwa, Estonia, Rosja, Kazachstan, Mongolia, Wietnam, Laos, Kambodża, Tajlandia, Malezja, Singapur, Mjanma, Bangladesz, Butan, Nepal, Indie, Pakistan, Tadżykistan, Kirgistan, Uzbekistan, Turkmenistan, Iran, Azerbejdżan, Gruzja, Armenia, Turcja - prom - Egipt, Sudan, Etiopia, Kenia, Tanzania, Mozambik, Botswana, Namibia, Republika Południowej Afryki - prom - Argentyna, Chile, Paragwaj, Brazylia, Boliwia, Peru, Ekwador, Kolumbia, Wenezuela, Panama, Kostaryka, Nikaragua, Honduras, Salwador, Gwatemala, Belize, Meksyk, USA, Kanada, USA – Alaska.





    POLECAMY NA DZIENNIKBALTYCKI.PL:







    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Wybierz region, dokąd chcesz wyjechać:

    Turystyczne TOP