„Madama Butterfly” w Operze Bałtyckiej, czyli nie wydziwiamy. Premiera 11.06.2021 r. Wicza-Pokojski: Wszyscy potrzebujemy głęboko odetchnąć

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Projekty kostiumów Hanny Szymczak do „Madamy Butterfly” mat. prasowe
Rozmowa z Romualdem Wiczą-Pokojskim, reżyserem „Madamy Butterfly” Giacomo Pucciniego w Operze Bałtyckiej. Premiera 11.06.2021 r. W obsadzie dawno niewidziany na gdańskiej scenie Paweł Skałuba w roli Pinkertona. Kiedyś słyszałam, jak jedna z pań przy kasie Opery Bałtyckiej spytała: „A Skałuba śpiewa? Nie? A to ja dziękuję”. I zwróciła bilet.

Pierwsze wystawienie „Madamy Butterfly” w Operze Bałtyckiej było wyjątkowe. Premiera odbyła się w 1951 roku. Spektakl zszedł z afisza dopiero po... 46 latach! I to ponoć tylko dlatego, że wyeksploatowała się scenografia.

Opera Pucciniego wciąż cieszy się szaloną popularnością. Nasza pani rekwizytorka mówi, że to jej czwarta „Madama Butterfly”.

A jeszcze ten czas, w którym przyszło nam żyć, sprawia, że wszyscy potrzebujemy głęboko odetchnąć znanym, lubianym dziełem. To jeden z powodów, dla którego zdecydowaliśmy się na powrót do starej, dobrej klasyki.

Zastanawiał się pan z czego wynikała ogromna popularność tamtego pierwszego wystawienia?

Było historyczne. Wtedy czas też był wyjątkowy. Opera odradzała się w Gdańsku po wojnie. Ale „Madama Butterfly” to dzieło, które publiczność po prostu lubi, mimo że premiera pierwszej wersji opery w 1904 roku w mediolańskiej La Scali została chłodno przyjęta.

W kwestii inscenizacji, która przed nami, spytam wprost: Jako reżyser będzie pan wydziwiał?

Podobnie jak realizatorzy inscenizacji z 1951 roku, nie wydziwiamy. Trzymamy się tego, co jest zapisane i w libretcie, i w partyturze. Inscenizacyjnie, głównym elementem, na którym rozgrywa się cała akcja, jest ów dom na wzgórzu, z którego widok rozciąga się na okolicę, na Nagasaki.

Choć, oczywiście, przygotowując dzieło, nie tylko braliśmy pod uwagę muzyczne piękno utworu, ale też to, o czym on nam mówi. Jak dziś te treści związane ze zderzeniem kultur są odbierane i jakie niosą dziś konotacje.

Ale, jako reżyser, uważam, że w przypadku tego dzieła nie ma co dokonywać jakichś daleko idących interpretacji. To będzie bardzo tradycyjne wystawienie.

Do tej pory mierzyliśmy się z dziełami współczesnymi pisanymi na „tu i teraz”. Ale wsłuchanie się w „Madamę Butterfly” także jest wsłuchaniem się w treści tego utworu. Sporo tu ważnych kwestii do rozwagi na dziś. Choćby te związane z konfrontowaniem się z odległą nam kulturą, ale i zwrócenie uwagi na to, że są sprawy, z którymi nie należy igrać, że słowo „kocham” to nie zabawa. Inaczej może stać się przyczyną wielkiego nieszczęścia. Nawet śmierci.

Przed nami zatem wzruszająca, tragiczna historia o miłości?

To przede wszystkim meandry uczuć i emocji. Opowieść o Cio-cio-san, gejszy oddającej swoje serce marynarzowi, uświadamia paradoks miłości.

Ważny jednak w tym utworze jest też dla mnie wątek matczynej miłości. Madama Butterfly popełnia rytualne, honorowe samobójstwo nie dlatego, że jej miłość została odrzucona. Odchodzi ze względu na dalsze losy jej dziecka, które – w trosce o jego przyszłość – oddaje żonie kochanka.

Opera Pucciniego to przede wszystkim wspaniała muzyka. I dla śpiewaków – wyzwanie. W obsadzie dawno niewidziany na gdańskiej scenie Paweł Skałuba w roli Pinkertona. Kiedyś słyszałam, jak jedna z pań przy kasie Opery Bałtyckiej spytała: „A Skałuba śpiewa? Nie? A to ja dziękuję”. I zwróciła bilet.

Ostatnią premierę zaśpiewał u nas bodaj sześć lat temu! Poza faktem, że jest wyjątkowym artystą, nie ulega kwestii, że na scenie jest wyjątkowym amantem.

Paweł Skałuba (Pinkerton)
Paweł Skałuba (Pinkerton) mat. prasowe

Przed pięcioma laty wyznał w wywiadzie: „Mogłoby się wydawać, że piękne głosy nie mają końca, a jednak koniec jest. I powinien być. Zwłaszcza dla tenora. Nie można wiecznie być amantem. Ja siebie jako amanta po siedemdziesiątce nie widzę. Choć może nie będę umiał bez śpiewu żyć”. Na szczęście, w tym roku artysta obchodzi jubileusz dopiero 25-lecia pracy artystycznej.

Dla mnie spotkanie z Pawłem to duża radość. Tak jak z innymi artystami, w roli Cio-cio-san dwie wspaniałe śpiewaczki, Katarzyna Wietrzny i Izabela Matuła, każda jest inna w tej roli. Wszystkim miłośnikom tej opery polecam obejrzenie przedstawień tak z jedną, jak i z drugą obsadą. Artyści są w tym przedstawieniu naprawdę wyjątkowi.

Katarzyna Wietrzny (Cio-cio-san), chór żeński Opery Bałtyckiej
Katarzyna Wietrzny (Cio-cio-san), chór żeński Opery Bałtyckiej mat. prasowe

A weryzm tego dzieła polega na tym, że nie można tych partii po prostu zaśpiewać, te postaci, ich emocje wymagają konkretnej gry aktorskiej. Bo „Madama” przede wszystkim jest teatrem. Teatrem emocji.

W tej rozmowie zupełnie zapomnieliśmy o pandemii...

Tak działa ozdrawiająca moc sztuki... Ale pandemia to dla nas trudny czas. Gramy w reżimie sanitarnym. Tylko dla 50 proc. widzów, a tak naprawdę miejsc na widowni jest jeszcze mniej, bo – by stosować się do obostrzeń epidemiologicznych – orkiestra musi być rozstawiona na widowni, aż po ósmy rząd!

Komfortu pracy w epidemii nie ma. Ale nie poddajemy się. Cieszymy się na to spotkanie z publicznością i jesteśmy jej wdzięczni, że z nami jest, na najbliższe spektakle bilety już zostały wyprzedane... Co będzie jesienią – zobaczymy.

Romuald Wicza-Pokojski, reżyser „Madamy Butterfly” Giacomo Pucciniego w Operze Bałtyckiej
Romuald Wicza-Pokojski, reżyser „Madamy Butterfly” Giacomo Pucciniego w Operze Bałtyckiej Fot. Grzegorz Mehring / Polskapresse

Gdzie na tanie wakacje w 2021 roku?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie