Maciej Kosycarz: Rok 1945. Gdańsk w ruinach. Od tego zaczynam [ROZMOWA]

Gabriela Pewińska
Zbigniew Kosycarz/KFP
Udostępnij:
„Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia serca Gdańska”- o albumie ze zdjęciami ojca i syna mówi fotoreporter Maciej Kosycarz.

Co roku plądrujesz w przepastnym fotograficznym archiwum ojca jakbyś szukał skarbu. Co pokażesz w nowym albumie?
Ruiny na przykład. Gdańsk 1945. Od tego zaczynam. Na jednym ze zdjęć ojca ul. św. Ducha. Na słupie ogłoszeniowym nie ma już niemieckich afiszy, a jeszcze nie zawisły polskie. Na innej fotografii miasto widziane z dachu Dworu Artusa: szkielety kamieniczek na Mariackiej, w głębi kościół św. Jana. W tym rumowisku ślady kolejki wąskotorowej. Wywożono nią gruz do odbudowy warszawskiej Starówki w myśl hasła „Cały naród buduje swoją stolicę”.

Nie wszystko wywieźli...
Nie wszystko w czasie wojny zostało zniszczone. Na tych zdjęciach widać to kapitalnie. Ocalała ulica Straganiarska. Część z tych domów została wyburzona dopiero w latach 70. Zawierucha wojenna ich nie tknęła, dopiero czas. Były już tak stare, że zaczęły się sypać. Wiele z tych zdjęć to monumentalne obrazy wojny. Miasto - dekoracja teatralna.

Skąd twój ojciec wziął się w Gdańsku w 1945 roku? Mówił ponoć: „Znam to miasto od ruin”.
Przyjechał tu pierwszy raz, by zobaczyć morze. Dla przedwojennych chłopaków z południa Polski to było marzenie. Ledwo przyjechał, od razu poszedł na plażę. Zanurzył palec w wodzie, by sprawdzić, czy słona. To było inne morze niż dziś. Jeszcze fale wyrzucały na piasek zwłoki niemieckich żołnierzy. Ojciec podobno to sfotografował, ale zdjęć jeszcze nie udało mi się odnaleźć. Mieszkał wtedy w Sopocie. Miał mały pokój na poddaszu. Prowizorka, drzwi można było otworzyć z buta. Każdy mógł wejść. Zawiesił w środku tabliczkę: „Przepraszam złodzieja, ale nie ma tu niczego, co mógłby ukraść”. Cały jego majątek to było to, co miał na sobie. I aparat fotograficzny, z którym się nie rozstawał. Z Sopotu przeniósł się do Oliwy, z Oliwy na Podwale Staromiejskie do mieszkania, w którym teraz rozmawiamy. Album „Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia serca Gdańska” dotyczy miejsc, które widać z mojego okna. To jest mieszkanie, gdzie się wychowałem, kąty mojego dzieciństwa. Znam tę dzielnicę na wylot.

Czyli?
Chodziłem do Przedszkola nr 45, które widać z okna. Uczyłem się tuż obok, w pięćdziesiątce, na zajęcia biegałem do Pałacu Młodzieży, gdzie w czasach licealnych tworzyliśmy kabaret Tapeta. Wszyscy moi kumple z podstawówki są z Głównego Miasta. Zrobiłem album o miejscach, które znam od podszewki. A właściwie od podwórek. Wtedy czas spędzało się na podwórkach. Życie towarzyskie najmłodszych toczyło się na trzepaku albo w piaskownicy. Dziś przed komputerem.

Ale komputer bardzo pomaga w ustaleniu tożsamości zdjęcia.
Nie wszystkie są przez ojca opisane. Nie wiem na przykład, kim jest ów czarnoskóry mężczyzna rozdający autografy na Długiej. Lata 50. Mimo iż wrzuciłem obrazek na Facebooka, nie udało się niczego ustalić. Inaczej było z pewną kobietą. Na jej zdjęcia natrafiłem w tym roku. Zjawiskowa piękność i elegancja w jednym. Ojciec uwiecznił ją, gdy wysiada z limuzyny na Długim Targu, tłumek gapiów obserwuje, jak wyciąga kamerę i filmuje miasto. Na Facebooku różnie typowano, w końcu ktoś strzelił w dziesiątkę. To trzecia żona szacha Iranu Rezy Pahlavi - Farah Diba. Był wrzesień 1966 roku.

Polacy mówili o niej „szachownica”. Które z tych zdjęć to twoje największe odkrycie tego roku?
Owce pasące się w centrum Gdańska. Jest rok 1955, a one pasą się, jakby były na łące i nic sobie z tego nie robią, że kilkanaście lat później w tym miejscu stanie pomnik Tym co za polskość Gdańska, a potem, parę metrów dalej, hotel Hilton. Mamy tu fotografie pokazujące miasto, po którym śladu nie ma. Nie do odtworzenia. W latach 50. wylot z ulicy Podwale Staromiejskie w kierunku Targu Drzewnego przypominał bardziej klepisko niż centrum. Na ulicy Przedmurze zakłady usługowe z charakterystycznymi szyldami: „Naprawa obuwia” i „Radio naprawa”. Telewizory jeszcze się nie psuły, bo ich nie było.

Wiele tych zdjęć to czas odbudowy. Gdańsk odgruzowywały piękne dziewczyny w śnieżnobiałych bluzkach i z fryzurami á la Rita Hayworth.

Mamy tu całą serię ludzi, którzy podnosili to miasto z ruin. Na tym, w białym uniformie i furażerce na głowie, Andrzej Zbierski, archeolog, wtedy kierował pracami archeologicznymi na terenie miasta jeszcze nie jako profesor, a pracownik naukowy. Tu, rok 1953, Józefa Wnukowa, malarka. Zdobi boczną fasadę kamieniczki na rogu Powroźniczej i Długiego Targu. Niewielu zdaje sobie sprawę, że gdańskie kamienice dekorowali wybitni artyści. Czas robi swoje, naścienne malowidła ich autorstwa niszczeją. Oby komuś nie przyszło do głowy - a w imię dobra ogólnego różne pomysły przychodzą teraz ludziom do głowy - by te ornamenty podczas remontu zamalować! Żeby nie było sytuacji, jak z mozaiką Anny Fiszer na ścianie kina Neptun. Mało brakowało, a zostałaby już tylko na fotografii, a tak być może uda się ją przenieść. Bo kina już nie ma. Będzie hotel.

A ta orkiestra na ruinach to skąd?
To pierwszy występ w miejscu przyszłego Teatru Wybrzeże. Kilkunastu muzyków umila czas uczniom z gdańskiej szkoły zawodowej i stu osiemdziesięciu żołnierzom z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego pracującym społecznie podczas odbudowy gdańskiej sceny. Jest 1956 rok. Każde zdjęcie jest odkryciem. Wiele z nich pokazuje, że problemy, z którymi miasto zmaga się dziś, to nie są problemy tylko naszych czasów. Nieuprzątnięte śmietniki na tle Kaplicy Królewskiej wyglądają strasznie. Pod koniec lat 60. na tym śmietnisku powstaną nowe kamienice.

Gdańsk jak z „Do widzenia, do jutra”. Ale twój ojciec nie zrobił zdjęć z planu tego filmu.
A może zrobił, tylko jeszcze ich nie odnalazłem? Ze Zbyszkiem Cybulskim, który grał tu główną rolę, dobrze się znali, fotografował przecież jego wesele w Chmielnie. Na pewno by go zawiadomił, że przyjeżdża. Zresztą takie i nie tylko takie wiadomości rozchodziły się błyskawicznie, mimo że nie było internetu i telefonów komórkowych. Ale mamy w albumie inne plany filmowe. Tu Dziewoński i Gołas przed Fontanną Neptuna. Kręcą „Żonę dla Australijczyka”. A tu wizyta na planie „Stawki większej niż życie”. W trakcie zdjęć realizatorzy zgubili pistolet użyczony przez instytucję państwową. Ponoć niechcący utopił się w Motławie.

A to pech!
Trochę byli ponoć przestraszeni, kto wie, jakie mogły być tej nieuwagi konsekwencje. W Gdańsku kręcono też serial „Pogranicze w ogniu”. Młody Cezary Pazura jako Czarek Adamski na ul. św. Ducha. I kolejny plan filmowy, tym razem polsko-radziecki film „Zapamiętaj imię swoje”, 1974 rok. Wdowa po radzieckim oficerze właśnie w Gdańsku odnajduje swojego zagubionego podczas wojny syna. Gdańsk był mekką filmowców.

Kręcili tu też film „Drzwi w murze” ze Zbigniewem Zapasiewiczem.

Jeszcze się do tych zdjęć nie dokopałem. Ile jeszcze przede mną! A Zapasiewicz gościł w latach 70. w naszym domu na Podwalu. Przyszedł na obiad razem z młodym Markiem Kondratem. Ojciec uwiecznił go na kanapie. Kondrata nie uwiecznił, bo ten wybrał się akurat na rynek do Wrzeszcza, po starocie.

Już wtedy miał dryg do interesów.
Na ten obiad zaprosiła ich moja mama, która wtedy pisała o kulturze w prasie. W tamtych czasach dziennikarze i aktorzy to byli celebryci.

Pamiętam, jak aktorka Bogusława Czosnowska opowiadała, że kiedyś to kłaniały jej się w pas nawet przekupki na hali. Wszyscy ją znali, bo wtedy wszyscy chodzili do teatru. Dziś do Teatru Wybrzeże też się chodzi, ale już nie „na aktora”.

No, chyba że na Bakę. Jego zdjęcie ze ślubu z Joanną Kreft jest w nowym albumie. Mamy też aktorskie małżeństwo Krawczyków. Na zdjęciu: Mirosław, Maria i ich dzieci: Magda i Mikołaj. Rodzinną tradycję imion na „m” podtrzymuje nawet uwieczniony tu pies: Miśka.

To zdjęcie też jak z filmu - ów człowiek konserwujący zegar na ratuszu wygląda jak Harold Lloyd wiszący na wskazówkach miejskiego zegara w filmie „Jeszcze wyżej!”.
To znany podróżnik Michał Kochańczyk! Przysłał mi wycinek z „Głosu Wybrzeża” z tamtego czasu, gdzie było napisane tak: „Student Michał Kochańczyk, członek akademickiego klubu alpinistycznego, przeprowadza prace konserwatorskie na wieży zegarowej ratusza. Studencka pasja do odkrywania miejsc mało znanych i niedostępnych przerodzi się w zamiłowanie do podróży”.

Wśród osób powszechnie znanych nie mogło zabraknąć w albumie Lecha Wałęsy.
W każdym albumie jest Lech Wałęsa, Jan Paweł II i Krzysiek Skiba. A nawet Skiba ma przewagę nad papieżem, bo w moim albumach jest o jeden raz więcej. Papieża nie ma jednak w albumie ze zdjęciami z lotu ptaka. Ale Skiba jest w każdym.

Nawet w tym prezentującym zdjęcia lotnicze?

W tym jest jego dom. Jest i dom Wałęsy. Skiba gości we wszystkich albumach, bo to jest chłopak z Głównego Miasta. Chodziliśmy dwanaście lat do jednej klasy.

Czy Donald Tusk też jest rekordzistą? Na tym zdjęciu w nieistniejącym już Cotton Clubie...

Rekordzistą nie, ale w albumie cz. II jest jego najczęściej publikowane zdjęcie z czasów młodości jak handlował na jarmarku dominikańskim. A w Cotton Clubie najłatwiej można było spotkać gdańskich liberałów. Jest rok 1995, blisko 20 lat później Tusk zostanie przewodniczącym Rady Europejskiej.

Gdańskie ulice... Na tych zdjęciach suną nimi tramwaje, dzieci na sankach, generał de Gaulle, Józef Cyrankiewicz, warszawy M20, garbusy, skutery i konne furmanki...
To popularny jeszcze nawet w latach siedemdziesiątych konny transport towarowy. Nie jest potrzebna benzyna ani ropa. Wystarczył owies wystawiony przed halą targową.

A tu ulicą Długą zasuwa pan z muszlą klozetową pod pachą. Szczęśliwy...
Rok 1979. Z takim łupem można było wracać piechotą tylko Drogą Królewską...

Nie mogło zabraknąć motywu gastronomicznego. Mamy popularne kawiarnie, sklepy, lody calypso i watę cukrową, jest i stoisko sprzedaży wędlin na Pańskiej. Rok 1989.
Wtedy to kiełbasy wyszły na ulicę!

A wypatroszoną kurę przed halą targową kupuje siostra zakonna. W podpisie czytamy: „Na plebanii lub w klasztorze będzie pewnie pyszny rosół”...

A zakonnice to też obraz zapamiętany z dzieciństwa. Regularnie kursowały pomiędzy kościołem św. Brygidy a halą targową.

„Fot. Kosycarz. Niezwykłe Zwykłe Zdjęcia serca Gdańska” - jedenasty album z popularnej serii - jest poświęcony Głównemu Miastu, czyli historycznej części Gdańska. Nowy album to 315 zdjęć autorstwa Zbigniewa i Macieja Kosycarzy, ojca i syna. Gdańsk od czasu ruin po współczesność.

Premiera albumu

Premiera i promocja albumu w CH Manhattan w Gdańsku Wrzeszczu 28 i 29 listopada od g. 12 do g. 17. Oprócz spotkania z autorem i możliwości zakupu tego i innych albumów z serii „Fot. Kosycarz” (w promocyjnej cenie) na miejscu będą dostępne słodycze z legendarnej gdańskiej Fabryki Czekolady „Bałtyk”.

[email protected]

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie