Luquinhas nie był pierwszy - zastraszanie i bicie piłkarzy powoli staje się w Polsce świecką tradycją

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Luquinhas, jak na ironię, jest jednym z tych piłkarzy Legii, do których można mieć najmniej pretensji za fatalną postawę stołecznej drużyny. Mimo to on oberwał ponoć najmocniej...
Luquinhas, jak na ironię, jest jednym z tych piłkarzy Legii, do których można mieć najmniej pretensji za fatalną postawę stołecznej drużyny. Mimo to on oberwał ponoć najmocniej... fot. szymon starnawski / polska press
Udostępnij:
Informacja o bandyckim ataku na piłkarzy Legii Warszawa zbiegła się niemal w czasie z innymi doniesieniami o incydentach, w Krakowie, Wrocławiu i Radomiu. Patologia przybiera na sile i nie jest to w dodatku pierwszy raz, gdy dzieją się podobne rzeczy. Nieważne, że nie tylko w Polsce.

W przypadku piłkarzy Legii nie można już nawet mówić o policzkowaniu, jak to miało miejsce w poprzednich przypadkach. Tym razem to była próba brutalnego pobicia, a jeden z poszkodowanych - Luquinhas - oberwał łokciem w twarz, poleciał na szybę i doznał obrażeń głowy. Jak na ironię, akurat on był jednym z tych zawodników, do których można mieć najmniej pretensji za fatalną postawę stołecznej drużyny w rundzie jesiennej. „Fanom” było jednak najwyraźniej wszystko jedno kogo biją.

W Krakowie i Wrocławiu skończyło się „tylko” na wyzwiskach i pogróżkach. W drugim przypadku zmuszono również piłkarzy do oddania klubowych koszulek. W Radomiu pobito podczas meczu ochroniarzy... Do historii rodem z Kolumbii, gdzie po przegranym mundialu zamordowano reprezentacyjnego obrońcę (Andresa Escobara), jeszcze daleko. To jednak niewielkie pocieszenie. Polska piłka ma problem...

Co gorsza do tej pory najczęściej bagatelizowany. Tak jak wiosną 2009 roku w Zabrzu, gdy stuosobowa grupa „fanów” Górnika wtargnęła na trening. Najpierw poprosili trenera Henryka Kasperczaka o odejście na bok, a następnie zawodnicy wysłuchali ostrej reprymendy. Na koniec musieli założyć koszulki z hasłem „Nie wystarczy tylko biegać lub trochę się starać, z naszym herbem na sercu trzeba zap***dalać”. Całe zajście obserwował z boku ówczesny prezes klubu Jędrzej Jędrych, który nie widział w nim niczego złego. - Nie doszłoby do tego zdarzenia, gdyby nie postawa piłkarzy. A kibice reagują tak, jak potrafią - tłumaczył, zaś informacja o kibolskim wybryku została zatytułowana na oficjalnej stronie klubu: „Męskie rozmowy na treningu”.

Dwa lata później oberwał Jakub Rzeźniczak. Schodzący z boiska po przegranym meczu obrońca Legii odpysknął coś w kierunku lżących go fanów. W rewanżu herszt kiboli Legii zszedł z trybun i uderzył go otwartą dłonią w twarz. Na filmie, jaki trafił później do Internetu, widać tylko końcówkę zajścia i słychać słowa pod adresem piłkarza: „Niech szanuje mordę k***a, gnój j***ny”. Sprawa skończyła się w sądzie, gdzie Rzeźniczak zeznał, że nie pamięta”, choć w śledztwie mówił, iż został uderzony.

Kolejny wybryk miał miejsce w 2017 roku, kiedy do stojącego na klubowym parkingu autokaru wszedł przywódca „fanów” Legii i „zaprosił” piłkarzy na zewnątrz, gdzie czekało ok. 50 innych „sympatyków”. Doszło do pyskówki, posypały się „plaskacze”, a jednym z poszkodowanych był ówczesny asystent trenera Aleksandar Vuković, za co został podobno później przeproszony. Awanturze miał spokojnie przyglądać z boku szkoleniowiec Romeo Jozak.

Do podobnych wybryków dochodzi oczywiście również w innych krajach, czy jednak to cokolwiek usprawiedliwia? Tym bardziej że w Polsce trudno spodziewać się poprawy, bo kluby i ich prezesi nie za bardzo mają wyjście. Nasza ekstraklasa jest pięknie opakowana i transmitowana na najwyższym światowym poziomie, ale poziomem piłkarskim daleko jej nawet do europejskich średniaków (widać to po wynikach w rozgrywkach międzynarodowych). A zwykły - ten normalny - kibic swój klub też kocha, ale do czasu. W końcu zniechęcony zostanie w domu i przełączy telewizor na Premier League. Albo na Bundesligę... VIP-y też w końcu pójdą napić się i pobawić gdzieś indziej. Choćby na kolejne "widowisko" z cyklu Freak Fight MMA.

A na trybunach zostaną już tylko kibole.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Luquinhas nie był pierwszy - zastraszanie i bicie piłkarzy powoli staje się w Polsce świecką tradycją - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie