Łukasz Szurmiński z UW: Media narodowe nie tyle są stronnicze, co zwyczajnie toczą wojnę z opozycją

Dariusz Szreter
Dariusz Szreter
Archiwum prywatne
- Wszystkie media odchorowały covid. Teraz dokłada się jeszcze ten podatek. Część tytułów po prostu w ogóle nie przetrwa. Zostaną ci, którzy będą rząd chwalić - mówi politolog i medioznawca, dr Łukasz Szurmiński z UW.

Jacek Kurski, niedawno hucznie obchodził pięciolecie prezesury w TVP i chwalił się swoimi osiągnięciami na tym stanowisku. A pan jak je ocenia?
Generalnie jestem zadeklarowanym krytykiem tego, co się dzieje w tzw. mediach publicznych, ale jednocześnie staram się patrzeć na nie uczciwie. Na plus zaliczyłbym zatem rozbudowanie pasm tematycznych, jak TVP Dokument, a także utworzenie kilku nowych formatów, jak np. „Sanatorium miłości”. To są rzeczy, które w telewizjach komercyjnych mają niewielkie szanse zafunkcjonowania. Inwestycje w sport i w ośrodki regionalne, gdzie poszły dosyć duże pieniądze, których wcześniej zawsze brakowało, to także coś, za co można by szefa telewizji pochwalić. Pytanie tylko, czy to wszystko byłoby możliwe, gdyby trzeba to było finansować z abonamentu i działalności komercyjnej, a nie z tej daniny, którą państwo płaci? Samo uzasadnienie przekazania TVP tych dwóch miliardów złotych z budżetu budzi duże wątpliwości. Formalnie jest to rekompensata za utracone wpływy z abonamentu. Tyle, że szacunkowe obliczenia mówią, że straty ze względu na zwolnienie różnych grup z konieczności opłaty za RTV, to są kwoty rzędu 250-300 milionów złotych.

Oprócz oficjalnie zwolnionych, abonamentu nie płaci także bardzo wiele osób, które powinny to robić. A w tym tygodniu pojawił się jeszcze, popierany przez Koalicję Obywatelską, projekt całkowitej likwidacji abonamentu.
Myślę, że to jest pozbawione sensu.

Potrzebujemy mediów publicznych, ale takich w zdrowym tego słowa znaczeniu, bo media komercyjne nigdy nie będą zainteresowane produkcją jakościowych programów. One żyją z tego, że mają duże oglądalności, a duże oglądalności wiążą się z tym, że programy są skierowane do niezbyt wymagających widzów. Skoro media publiczne są nam potrzebne, to powstaje pytanie, jak będziemy je finansować.

W różnych krajach funkcjonują różne rozwiązania, ale okazuje się, że abonament - wszystko jedno jak ściągany - płacony przez wszystkich obywateli, jest najlepszym rozwiązaniem. Problem polega na tym, że w Polsce ta ściągalność abonamentu była zawsze dość niska. I nie ma to nic wspólnego z PiS. Za czasów prezesury Roberta Kwiatkowskiego, kiedy najlepiej pilnowano budżetu TVP, wynosił on około dwóch miliardów, z czego 650 milionów to były wpływy z abonamentu, a reszta to środki komercyjne z rynku reklamowego. Generalnie więc nie płacimy. A od pięciu lat obywatele mają dodatkowy argument przeciw tej opłacie, bo te tzw. media narodowe nie tyle nawet są stronnicze, co po prostu toczą wojnę z opozycją. Nie każdy więc chce coś takiego finansować. Mimo to wydaje się, że od abonamentu nie uciekniemy, bo czym go zastąpić?

A czy to nie wszystko jedno czy to abonament, czy dotacja prosto z budżetu? Tak czy siak to pieniądze z kieszeni obywateli.
Nie do końca. Jeżeli abonament płacą wszyscy obywatele, którzy przecież mają bardzo zróżnicowane poglądy, wtedy możemy sobie powiedzieć - w takim idealnym modelu - że telewizja musi mieć wpisany pewien pluralizm. Albo - powiedzmy nieładnie - musi balansować pomiędzy różnymi gustami. Jeśli natomiast płacą rządzący prosto z budżetu, to „kto płaci, ten wymaga”. I nawet jeżeli zmieni się władza, czy to będzie Platforma, Lewica, czy ugrupowanie Hołowni, taka danina na TVP będzie „od nich” i należy się spodziewać, że pojawią się jakieś naciski. Może robione bardziej w „białych rękawiczkach”, ale i tak sytuacja, w której państwo płaci na telewizję, jest fatalnym rozwiązaniem.

Przecież i wcześniej, przed PiS i prezesem Kurskim, naciski polityczne na TVP, przede wszystkim ze strony rządzących, były wyraźne. Niezależnie od tego, że budżetowych dotacji wtedy nie było.
Oczywiście, wcześniej to też funkcjonowało, tyle że robiono to w trochę inteligentniejszy sposób. Ale nigdy nie było tak, że polityk czy też były polityk był szefem w telewizji. Dlatego właśnie - jeżeli da się rządzącym dodatkowy argument w postaci nacisku finansowego - te pokusy i możliwości wywierania wpływu się zwiększą.

Drugim postulatem Koalicji Obywatelskiej jest likwidacja TVP Info. To, pańskim zdaniem, ma sens?
Zależy, jak rozumie się tę likwidację. Rzeczywiście jest tak, że duża część osób, która pracuje w tym programie informacyjnym, uprawia ordynarną propagandę. Choćby sposób, w jaki komentowano środowy protest mediów powodował, że nóż w kieszeni sam się otwierał. Nie ukrywam, że wszystkich tych ludzi wysłałbym na zieloną trawkę.

Z pewnością konieczna byłaby też zmiana szyldu, na zasadzie czysto marketingowej, bo TVP Info to jest, moim zdaniem, marka skompromitowana, fatalnie się kojarząca wielu ludziom. Jakaś forma symbolicznego przynajmniej zerwania z tym, co było dotychczas, jest konieczna.

Mówił pan, że media publiczne toczą regularną wojnę z opozycją. Jak duża jest ich siła rażenia? Bo Jacek Kurski chwalił się, że to jemu Andrzej Duda zawdzięcza drugą kadencję.
Myślę, że to akurat jest nieprzesadzone. Połowa gospodarstw domowych w Polsce ogląda telewizję liniową, naziemną, gdzie do niedawna jedyną stacją informacyjną było TVP Info. Dopiero ostatnio dołączył tam Polsat News. Na ile ta propaganda jest skuteczna? Z pewnością nie dociera do nieprzekonanych, do tych, którzy są politycznie krytyczni wobec obozu rządzącego, bo ci ludzie tego po prostu nie oglądają. Ale jeśli chodzi o twardy elektorat Prawa i Sprawiedliwości oraz ludzi wokół, w takim „obwarzanku” - to do nich ten przekaz na pewno dociera.

Kiedy np. obserwuję dyskusje w mediach społecznościowych, gdzie pojawiają się różnego rodzaju komentarze na temat polityków opozycji, to widać, że sposób myślenia wielu zwykłych odbiorców, a także język, którego używają - to jest język programu TVP Info. W tym sensie to jest skuteczne.

A biorąc pod uwagę, że różnica w głosach poparcia dla dwóch kandydatów z drugiej tury wyborów prezydenckich nie była spektakularnie znacząca myślę, że rzeczywiście bez tej rządowej telewizji Andrzej Duda nie byłby prezydentem.

Czy to znaczy, że Jacek Kurski jest nieusuwalny? Pytam, bo ostatnio w „Polityce” Rafał Kalukin napisał, że w PiS rodzi się przekonanie, iż ten model propagandy się już nie sprawdza i Kurski zostanie niebawem zastąpiony kimś innym. Ja tego jakoś nie widzę.
Też mam takie wrażenie. Myślę, że dopóki ten elektorat udaje się utrzymać, prezes Kurski jest bezpieczny. Przypomnę, że już dwa razy był odwoływany. Raz dosłownie na kilka godzin, po czym - po „rozmowie dyscyplinującej” - Rada Mediów Narodowych go przywróciła. To też pokazuje, gdzie my jesteśmy, jeśli chodzi o działalność tego typu organów. Warto też pamiętać, że jak telewizja zaczęła się zmieniać po przejęciu jej przez obecną ekipę, to w 2016-17 roku nawet w mediach sprzyjających rządowi też pojawiały się publikacje bardzo krytyczne wobec TVP. Pamiętam taki felieton Bronisława Wildsteina, w którym bardzo mocno się po niej przejechał, pisząc o tępej propagandzie. Ale minęły cztery lata, a prezes Kurski dalej działa, więc wydaje mi się, że to są pobożne życzenia.

A co z młodym pokoleniem, o którym mówi się, że telewizji w ogóle nie ogląda? Wobec nich ta rządowa propaganda wydaje się bezsilna.
Fakt, oglądają coraz mniej. To jest prawidłowość, z którą mamy do czynienia na całym świecie. Młode pokolenie odeszło do telewizji strumieniowych, telewizji na żądanie i do mediów społecznościowych. Stamtąd czerpią wiedzę o świecie.

Gdybyśmy więc mieli rozważać znaczenie zakupu Polska Press przez Orlen, to oczywiście przyjęcie tych 22 dzienników regionalnych ma duży wymiar symboliczny. Ale dla mnie dużo większe znaczenie ma przejęcie wszystkich platform internetowych powiązanych z tymi dziennikami i tygodnikami.

Być może jest to próba jakiegoś alternatywnego dotarcia do młodych, bo skoro nie oglądają Wiadomości, to może uda się ich jakoś zainteresować tym, co tam się będzie publikować.

Ale młodzi chyba w ogóle do informacji ze świata polityki podchodzą inaczej niż starsze pokolenie. Z dużo większym dystansem.
Rzeczywiście większą rolę w dotarciu do tej grupy odgrywają media społecznościowe. Już przy okazji poprzednich wyborów prezydenckich, tych, w których Bronisław Komorowski przegrał z Andrzejem Dudą, bardzo wyraźnie było widać ekspansję prawej strony sceny politycznej w mediach społecznościowych. Przy czym w dużym stopniu to się odbywało tak nie do końca na serio, w formie żartów, memów czy innych prześmiewczych treści, które budowały klimat dla opinii. Coś stawało się dobre, interesujące, a coś innego - obciachowe, źle się kojarzyło. W tym sensie prawej stronie pięć lat temu udało się internet wygrać i myślę, że będą robić sporo, żeby to narzędzie udoskonalać. Zwłaszcza, że jeżeli chodzi o algorytmy, obudowanie baz danych, mamy coraz większe możliwości. Przypomnę też, że jednym z argumentów za kupnem Polska Press przez Orlen, jaki podał prezes Obajtek, była informacja o tym, że jest to baza 17 milionów klientów korzystających z portali PP. Łatwiej wtedy adresować treści w sposób spersonalizowany. W ten sposób rodzi się całkiem skuteczne narzędzie propagandowe.

Miniona środa była dniem spektakularnego protestu przeciw proponowanemu przez rząd podatkowi od reklam, który zdaniem protestujących ma na celu zniszczenie niezależnych mediów. Faktycznie może to doprowadzić do eliminacji niewygodnych z punktu widzenia propagandy graczy?
Z pewnością do utrudnienia im życia. Wszystkie media odchorowały covid. Ale media drukowane: dzienniki ogólnopolskie i regionalne już od 2008-9 roku notują znacznie słabsze wyniki sprzedaży. Covid to jeszcze zaostrzył. Przez redakcje przetoczyły się fale zwolnień, obniżano wynagrodzenia i tak dalej. Teraz dokłada się jeszcze ten podatek. Część tytułów po prostu w ogóle nie przetrwa. Zostaną ci, którzy będą rząd chwalić.

Myśli pan, że ten protest może przynieść jakieś pozytywny skutek?
Parę razy zdarzało się już na szczęście, że rządzący robili krok do tyłu. Chociaż czasem bywało i tak, że potem następowały dwa kroki do przodu. Ten protest jest o tyle dobrze wymyślony, że dociera nawet do tych, którzy na bieżąco nie interesują się polityką. Pokazuje, że te regulacje prawne mogą w jakiś sposób uderzyć także w nich. Że nie chodzi tylko o trzy główne programy informacyjne, dwie gazety, ale tak naprawdę wszystkie komercyjne media. Jeśli będą one płacić ten podatek, to zabraknie pieniędzy nie tylko na programy informacyjne, ale też na sport czy programy o celebrytach. Jeżeli więc mamy pokazać ludziom, że dzieje się coś niebezpiecznego, to w ten sposób, który został w środę wybrany.

Jeżeli miałbym coś podpowiedzieć organizatorom, to sugerowałbym, że następnym krokiem powinno być niezapraszanie polityków Zjednoczonej Prawicy do studia. Jeżeli przez trzy-cztery tygodnie nie będą mogli brylować w TVN, zostając skazani tylko na obecność w TVP Info, to może coś do nich dotrze.

W BBC niezapraszanie polityków jako komentatorów jest praktykowane nie jako forma protestu, ale standard. Politycy mają się przed dziennikarzami tłumaczyć z tego, co robią, a nie się lansować i krytykować działania przeciwników.
Ciężko byłoby u nas to przewalczyć, choć oczywiście to jest wymarzone rozwiązanie, pod którym podpisuję się „czterema rękami”. Media w Polsce są niestety plemienne, w tym sensie, że dziennikarze, jako środowisko, są bardzo podzieleni. Zawsze byli, ale od czasu katastrofy w Smoleńsku to się niesamowicie pogłębiło. Dziś ten podział przebiega między mediami rządowymi a komercyjnymi. Ale media komercyjne czasem też ze sobą rywalizują i niespecjalnie ze sobą sympatyzują. Teraz jednak wszystkie, jak jeden mąż, zdecydowały się w mniej lub bardziej spektakularny sposób do tego protestu przyłączyć.

Pierwszy raz udało się w solidarny sposób zamanifestować, że mamy do czynienia z szalonym zagrożeniem jeżeli chodzi o wolne media w Polsce.

Dr Łukasz Szurmiński - medioznawca i politolog, pracownik naukowy Wydziału Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego. Specjalista ds. analizy przekazów propagandowych i komunikacji perswazyjnej. Prowadzi badania dotyczące polskiego rynku mediów oraz systemów medialnych Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii oraz Federacji Rosyjskiej

Uwaga nad Polskę nadciągają upały

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Medioznawców to mamy w tej chwili w Polsce więcej niż lekarzy

G
Gość

Kto cię tak napędza , że mówisz takie bzdury ?

Dodaj ogłoszenie