Łukasz Surma: Koncentruję się na dobrym przygotowaniu fizycznym

Paweł Stankiewicz
Udostępnij:
Rozmowa z Łukaszem Surmą, kapitanem Lechii Gdańsk.

- Ma Pan za sobą już 350 i 351 mecz w ekstraklasie. Jakie to ma dla Pana znaczenie?

- W jakiś sposób mnie to wyróżnia wśród innych zawodników. Na pewno nie byłoby to możliwe bez solidności, profesjonalizmu i bez zdrowia. Skoro tyle meczów w lidze mają na koncie legendy polskiego futbolu, to obecność w takim towarzystwie sprawia mi frajdę.

- Mecz numer 400 to jest Pana cel?

- Moim celem jest grać długo w piłkę na bardzo dobrym poziomie. Bardziej patrzę w stronę Milanu i takich piłkarzy jak Baresi, Gattuso czy Maldini. Koncentruję się na tym, żeby w wieku 37 lat być nadal formie i to jest ważniejsze od meczu numer 400.

- A jak będzie forma to przyjdą kolejne występy?

- Dokładnie. Przede wszystkim muszę być w formie fizycznej. Nie chcę zapeszać, ile meczów zagram. Wolę robić niż mówić.

- Tych meczów mogło być już teraz dużo więcej gdyby nie wyjazd z Polski.

- To prawda, ale nie żałuję. Bardziej żałuję tego, że dłużej nie zostałem zagranicą. Człowiek się bardziej rozwija wśród obcych, musi sobie poradzić dwa razy lepiej niż w domu.

- Pamięta Pan swój pierwszy mecz w ekstraklasie?

- Oczywiście. To był mecz Wisła Kraków - GKS Bełchatów. Trener Henryk Apostel kazał mi kryć indywidualnie Jacka Berensztajna. Do 45 minuty Berensztajn był może raz przy piłce, a to był lider GKS. Schodzę zadowolony do szatni, a Apostel mówi: kazałem ci go kryć, ale masz sam grać. A jest tak, że ani on nie gra, ani ty. Zagrałem całe spotkanie, które wygraliśmy 1:0. Darek Marzec strzelił gola.

- A pierwszą bramkę?

- Strzeliłem w wygranym meczu z Zagłębiem Lubin 2:0, też w barwach Wisły. Była to akcja podobna do tej w Białymstoku, kiedy gola strzelił Traore. W spotkaniu z Zagłębiem dostałem piłkę na prawą nogę, więc było mi łatwiej.

- Do wielu występów dochodzi też sukces w postaci mistrzostwa Polski w barwach Legii.

- Zdobyłem mistrzostwo Polski, ale mam też pięć medali. Srebrny i cztery brązowe. Srebrny medal i dwa brązowe miałem w Legii, a po jednym brązowym w Wiśle i Ruchu. W Legii medal dostałem, a w Wiśle i Ruchu nie. Nie wiem dlaczego.

- Polską ekstraklasę da się lubić?

- Ja ją kocham. Od małego tata zabierał mnie na mecze. Kiedy się gra to jest podwójna adrenalina, a ja to uwielbiam.

- Jak liga się zmieniła od czasu kiedy w niej Pan debiutował?

- Teraz gra więcej obcokrajowców, są lepsze stadiony, więcej ludzi i telewizja. Jak ja debiutowałem to jeden mecz był w telewizji. Liga rozwinęło się marketingowo i ekonomicznie. Zawsze porównuję to z dobrym winem, które inaczej smakuje ze szklanki i z dobrego kieliszka. Takich zawodników jak Łapiński, Czerwiec, Citko, Zieliński, Żurawski czy Szymkowiak teraz nie ma i to trzeba sobie jasno powiedzieć. Może poza Frankowskim. Zawodnicy przychodzący nawet za milion euro z lig zagranicznych nie dorastają tamtym zawodnikom. Miałem się od kogo uczyć.

- Których trenerów w ligowej przygodzie wspomina Pan najcieplej?

- Edwarda Lorensa z Ruchu. To był trener, który mnie wprowadził do dużej piłki. Byłem u niego podstawowym zawodnikiem w Ruchu.

- Nie brakuje Panu trochę goli?

- Na pewno. Mogło być ich więcej. Jednak tacy defensywni pomocnicy jak Nawałka czy Matysik mają tych goli dużo mniej, a to legendy na tej pozycji. Gram dla drużyny.

- We Wrocławiu próbował Pan trafić do siatki.

- We Wrocławiu i w Białymstoku miałem sytuacje. Drugi gol w meczu ligowym z Jagiellonią by nie padł, gdyby mnie tak nie było. Miałem swój udział.

- Porażka ze Śląskiem nie przekreśla waszych szans na grę o czołowe miejsca w ekstraklasie.

- Liga jest bardzo wyrównana. Nie ma wielkich liderów. Nie wolno teraz zmarnować szansy i dorobku, bo to byłby błąd.

- W Pucharze Polski zagracie z Legią. To nie był wymarzony rywal.

- Dla niektórych ludzi wymarzonym finałem jest Legia - Lech. Musimy zrobić wszystko, żeby nie było takiego finału. Pierwszy mecz gramy u siebie i to nie jest korzystne, ale wychodziliśmy już z takich rywalizacji obronną ręką.

- W pierwszym meczu nie zagra Pan za kartki, ale w rewanżu w Warszawie już tak. Fani Legii Pana nie kochają...

- Na pewno będzie to kolejne przeżycie. Chciałbym żeby się ułożyło jak ostatnio, kiedy wygraliśmy 3:0. Nie dałem się sprowokować, a na boisku zachowaliśmy zimną krew.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie