Łukasz Surma, były piłkarz Lechii: Boję się przejścia na drugą stronę [ROZMOWA]

Paweł Stankiewicz
Lukasz Laskowski, Fot Arkadiusz Gola / Polskapresse
Łukasz Surma, były piłkarz Lechii, który niedawno zagrał 500 mecz w ekstraklasie, w sobotę zmierzy się z biało-zielonymi w barwach Ruchu.

Jak się czujesz po przekroczeniu bariery 500 meczów w polskiej ekstraklasie?

- Dochodzi to do mnie powoli, że to taka bariera, której nikt nie przekroczył. Jakbym już skończył z grą, siedział w bujanym fotelu i rozmyślał, to może bardziej bym odczuł to wydarzenie. A tak, gram mecz po meczu. Jest w środku jakaś duma i satysfakcja, że osiągnąłem to, co sobie zaplanowałem. Nigdy nie chciałem zapeszać, ale prawda jest taka, że myślałem o tym. Było po drodze kilka zakrętów, chciałem powiedzieć dość, ale liczba 500 trafiała do wyobraźni. To mnie motywowało.

Taki rekord dziś wydaje się nie do pobicia?

- Rekord Marka Chojnackiego przetrwał też ileś lat. Będziemy dążyć do tego, żeby grać jak najwięcej meczów. Pamiętam ligę 14-zespołową. Było 26 meczów w sezonie, a dziś jest 37. Kto wie, co będzie ze kilkanaście lat, bo klimat się ociepla (śmiech). Dąży się do tego, żeby było mało przerw. Kiedyś było pięć miesięcy wolnego, a to nie miało sensu. Na pewno potrzeba systematyczności, a to osiągnięcie określa mój charakter.

Czujesz się już jak dziadek na ligowych boiskach?

- Nie mam takich odczuć. Wciąż przebywam z młodymi osobami, a w drużynie mam chłopaków urodzonych w 1995, 96 roku. Grałem w drugoligowej Wiśle, jak ich nie było jeszcze na świecie. Są uśmieszki. Niektórzy mówią, że w oldbojach nie byłbym najmłodszy. Liczy się dusza i serce, a ja nie czuję się stary.

Dobrze gra się piłkarzowi, kiedy czuje zaufanie. A Ty możesz na nie liczyć w Chorzowie?

- To działa w dwie strony. Ktoś mi zaufał, ale im piłkarz starszy, tym więcej musi udowadniać. Pamiętam rozmowę z Markiem Jóźwiakiem, kiedy wrócił z Francji do Polski. Spotkaliśmy się w Legii i na każdym treningu biegowym on był pierwszy. Dziwiłem się, bo to był bardzo doświadczony i zaufany zawodnik. Nauczył się takiego podejścia zagranicą. Miałem wtedy ponad 20 lat, a on 37 i mówił mi, że musi udowadniać, że nie jest jeszcze stary. To tak, jak patrzy się na piękną kobietę, że jest ładna, ale czy aby nie głupia. Starszemu zawodnikowi zawsze wiek się wypomina. Nie raz spotkałem się z taką uwagą. Nawet w Lechii. A ja wiedziałem, że mogę pograć jeszcze trzy lata. Wiek optymalny dla piłkarza to 27-28 lat, a potem zaufanie jest ograniczone. Tymczasem to trening decyduje, czy nie jesteś za stary, a pewne rzeczy można w sporcie opóźnić.

Żona nie mówi w domu - Łukasz, mógłbyś już dać sobie spokój?

Żona mnie dopinguje, jak przychodzę po przegranych meczach, dopada mnie znużenie i rutyna. Zastanawiam się, ile mam to ciągnąć. Miałem okazję grać z bardzo dobrymi piłkarzami, którzy żałowali, że skończyli za wcześnie grać. Troszeczkę boję się przejścia na drugą stroną. Widzę, jak praca trenera, nawet wśród młodzieży, może być burzliwa i nie wiadomo, na czym człowiek stoi. Nogi po meczach mnie tak bardzo jeszcze nie bolą, więc dlaczego mam kończyć. Jakbym widział, że jest wizja i praca długofalowa przed mną, to może bym się mniej bał tego przejścia.

Czyli to nie jest Twój ostatni sezon w ekstraklasie?

- Trudno powiedzieć. Z tygodnia na tydzień cieszę się meczami. W Lechii byłem zdeterminowany i wiedziałem, że mogę pograć jeszcze trzy sezony, ale teraz tak nie mogę powiedzieć. Zależy to od mojej dyspozycji, ale myślę też o pracy trenera. Kontrakt w Ruchu mam do końca sezonu i zobaczymy, co będzie dalej.

Przed Ruchem kolejny mecz ligowy. Lubisz grać przeciwko Lechii?

- Te mecze są wyrównane, przeważnie remisowe, ciężkie i zacięte. Z tak naszpikowaną reprezentantami Lechią nie miałem okazji grać. Sam jestem ciekawy, jak się mecz ułoży. Lubię przyjeżdżać do Gdańska, ale na to muszę poczekać do wiosny.

Łatwo rozpracować rywala, którego skład co kilka miesięcy wygląda zupełnie inaczej?

- Z tego, co obserwuję, to Lechia chce w każdym meczu dominować. Ma zawodników z dużymi umiejętnościami, a to wymusza pewien sposób gry. Personalnie skład się zmienia, ale drużyna od dwóch lat chce narzucać swój styl na boisku.

Z podstawowych zawodników doliczysz się jeszcze kolegów, z którymi grałeś w Gdańsku?

- Zostali Piotrek Wiśniewski, Mateusz Bąk i Rafał Janicki. Z racji wieku trzymałem się z „Wiśnią” i wiążą mnie z nim szczególne wspomnienia. Doszedł Grzesiu Kuświk. Razem zdobyliśmy trzecie miejsce z Ruchem w ekstraklasie, a on był naszym najlepszym strzelcem. Dzwoniliśmy do siebie, pytałem, gdzie będzie mieszkał, chciałem mu pomóc. Można powiedzieć, że jestem trochę na bieżąco z tym, co dzieje się w Lechii.

Lechia dała się zdominować Legii, wcześniej szczęśliwie wygrała z Termalicą. Bez strachu podejdziecie do tego meczu?

- Meczu z Legią nie widziałem, a z Termalicą tylko urywki. Mimo 38 lat jest trochę tremy, a strach w pewnej ilości jest pomocny. Lechia jest faworytem meczu. W piłce nożnej jest dużo niewiadomych, a obawy przed meczem zawsze będą.

Jest dla Ciebie zaskoczeniem, że reprezentanci Polski, jak Sebastian Mila czy Sławomir Peszko, nie odgrywają czołowych roli w Lechii?

- Oczywiście. Peszko zrobił karnego z Termalicą, grał z Legią i spodziewamy się, że wystąpi w Chorzowie. Pamiętam go, jak napędzał grę Lecha, pamiętam mecz z Irlandią w Dublinie i jego piękną bramkę. To kwestia czasu, kiedy dojdzie do formy. Nie jest tak, że wraca zawodnik z zagranicy, gdzie nie grał, i od razu będzie w formie. Nie da się tego osiągnąć, nie grając. Mógł trenować z najlepszymi, ale to nigdy nie będzie mecz ligowy. Stąd pewnie jego problemy. Musimy jednak uważać na Peszkę, bo jest szybki i nieobliczalny.

Jaki jest sposób na pokonanie biało-zielonych?

Skupmy się na tym, co zrobiliśmy w Krakowie, a tam nieźle broniliśmy. Żeby wygrać z Lechią, to każdy musi zagrać na 100 procent możliwości. Nie może być słabych punktów.

W Ruchu zabraknie pauzującego za kartki Rafała Grodzickiego. To duże osłabienie dla defensywy?

Rafał bardzo się wyróżniał w meczu z Wisłą. Był filarem obrony. Jego brak będzie odczuwalny. Graliśmy w Poznaniu z Lechem bez Rafała i zremisowaliśmy 2:2. Jakoś w obronie to poskładaliśmy i teraz trener też na pewno coś wymyśli.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie