Lukas Haraslin, piłkarz Lechii Gdańsk: To jest piłka nożna, a nie walka o życie. Miałem cały czas spokojną głowę [rozmowa]

Paweł Stankiewicz
Paweł Stankiewicz
Zaktualizowano 
Lukas Haraslin, piłkarz Lechii Gdańsk
Lukas Haraslin, piłkarz Lechii Gdańsk Fot. Rafał Oleksiewicz
Rozmowa z Lukasem Haraslinem, skrzydłowym Lechii Gdańsk, przed sobotnim meczem z Zagłębiem Lubin.

Pięć wygranych meczów z rzędu, w tym cztery ligowe. To napędza?

Cieszymy się, że wygrywamy, ale ważne jest to, że z każdym kolejnym meczem gramy coraz lepiej. To widać. Nawet w trudnym meczu z Gryfem Wejherowo choć przegrywaliśmy do przerwy 0:2, to pokazaliśmy charakter i siłę zespołu. Cieszymy się też, że wygraliśmy bardzo ciężki mecz w Warszawie z Legią, ale sezon jest długi i jeszcze wiele może się wydarzyć. Mecz z Legią za nami i myślimy już o kolejnym, bo przed nami jeszcze trudniejsze spotkanie z Zagłębiem Lubin. Musimy zagrać jednak przynajmniej tak, jak z Legią.

CZYTAJ TAKŻE: Top 50 najbardziej znanych sportowców, którzy wywodzą się z Pomorza, a usłyszał o nich świat

Na ławce rezerwowych siedzą Patryk Lipski, Rafał Wolski, Flavio Paixao. Czujecie rywalizację o miejsce w składzie?

Oczywiście, że każdy z nas to czuje, ale zdrowa rywalizacja jest dobra i pomaga zespołowi. Jak wypada jeden zawodnik, to wskazuje drugi i realizuje zadania na boisku. To jest tylko na korzyść zespołu.

Jesteś już w swojej najlepszej formie?

Podchodzę do tego ze spokojną głową i nie stresuję się po meczu, który mi się nie udał. Zdarzają się takie spotkania. W poprzednim sezonie miałem dobry początek i słabszą końcówkę i trochę zabrakło mi asyst i goli. Teraz miałem słabszy początek, ale wierzę, że z z każdym kolejnym meczem będę wchodził na wyższy poziom i będę pomagał zespołowi. Nie ma się co stresować, bo to jest piłka nożna, a nie walka o życie. Jak jest spokojna głowa, to zawsze wróci się na właściwe tory.

CZYTAJ TAKŻE: Piekne polskie cheerleaderki

W Warszawie zaliczyłeś asystę wyrzucając piłkę z autu. Jak to się stało, że od jakiegoś czasu wykonujesz ten stały element gry?

Z przypadku. Wracaliśmy rano z rozruchu, ktoś szedł z przodu i ja mówię łap piłkę. Rzuciłem mu z autu i ta piłka leciała, a trener mówi, że jest nowy pomysł. Mówię, że tylko żartowałem, bo jeszcze miałem problem z barkiem. Trener powiedział, że dam radę, a ja cieszę się, że tak zdobyliśmy gola w Warszawie. Miałem wrzucać na pierwszy słupek, a tak się udało, że piłka poleciała trochę dalej. Sam nie wiedziałem, że tak daleko rzucę. Nawet spojrzałem na sędziego, czy nie było spalonego, a to przecież był aut, a nie dośrodkowanie nogą. Teraz rywale będą już na to przygotowani, więc może coś zmienimy.

Masz coraz mocniejszą pozycję w kadrze chyba spodziewałeś się powołania?

Cieszy to powołanie, bo to duma reprezentować swój kraj. Dla każdego piłkarz to jest marzenie. Czekałem na powołanie z niecierpliwością. Nie wiem czy jest inna grupa aż tak wyrównana. Wszyscy mogą jeszcze awansować. Przed nami teraz bardzo ważne spotkanie z Walią, kluczowe. Praktycznie tak samo, jak poprzednie. Trener Adam Owen pisał do mnie, czy jesteśmy gotowi na mecz z Walią.

Co możesz powiedzieć o nowym trenerze Zagłębia, Martinie Seveli, który pracował w Slovanie Bratysława?

To jeden z młodszych trenerów, który preferuje grę w piłkę. Jak ma technicznie grających zawodników, to potrafi to wykorzystać. Tak jest też w Zagłębiu, gdzie nie brakuje piłkarzy dobrych technicznie. Wierzę, że zagramy tak, jak w ostatnich meczach i trzy punkty zostaną w Gdańsku.

Fajnie byłoby wygrać wszystkie mecze od jednej przerwy na kadrę do drugiej?

To byłoby dla nas coś pozytywnego, ale każdy mecz jest coraz trudniejszy. Nie czeka nas łatwe spotkanie, ale wierzę, że zagramy tak, jak to sobie zaplanujemy.

Miałeś okazję grać w masce, a w niej może wystąpić Michał Nalepa. Jak Ty się czułeś w masce?

Są różne maski. Miałem złamaną kość pod okiem, więc musiałem mieć większą. Michał ma złamany nos, więc w swojej masce ma większe dziury na oczy i więcej widzi. On jest stoperem, więc dla niego ważne, żeby widział wszystko przed sobą. Dla mnie to było trudniejsze, bo musiałem się odwracać. Wyrzuciłem maskę po pięciu minutach na treningu, bo nic nie widziałem. Nie jest w niej wygodnie, widzi się może 30 procent w prawo i w lewo.

Lotta Lemon - piękna trenerka personalna zachwyca i inspiruje tysiące ludzi

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie