Ludzie nadal chodzą po zatoce, choć strażacy przed tym ostrzegają!

CG
Tomasz Bołt
Udostępnij:
Pod spacerującym po gdyńskiej marinie mężczyźnie załamał się lód. Do tragedii jednak nie doszło. Był to element pokazu ratownictwa wolontariuszy ze Szkoły Pływania i Ratownictwa Wodnego Born To Rescue.

Topielec również jest ratownikiem, jednak jak podkreślają wolontariusze, lód może załamać się pod każdym. Spacery po zamarzniętej Zatoce Gdańskiej wciąż są nie schodzą z pierwszego miejsca listy najpopularniejszych rozrywek w Gdyni.

- Pokazaliśmy jak działają ratownicy - mówił Piotr Bielski, bosman Mariny Gdynia - Gdy ktoś znajdzie się pod wodą, akcję można rozegrać na trzy sposoby. Zależnie od sytuacji. Ratownicy w specjalnych kombinezonach używają drabiny, deski ratowniczej lub czegoś, co może służyć za przedłużenie ręki - dodaje.

Dodatkowo, ostatnim sposobem można pomóc w sytuacji gdy w pobliżu nie ma patrolu.
- Oczywiście najpierw należy wezwać pomoc pod 112 - mówi Bielski - Trzeba oszacować na ile rzeczywiście jesteśmy w stanie pomóc w takiej sytuacji. Jak ktoś słabo pływa, a wskoczy w pełnym ubraniu do wody, to najprawdopodobniej będzie drugą ofiarą. Topielcowi najlepiej podać koniec szalika lub paska i utrzymywać go na powierzchni wody. Bezwzględnie należy zachować spokój. Poruszając się zbyt gwałtownie, lód będzie kruszył się dalej - stwierdził.

Dodatkowo, ratownicy wywiesili ostrzeżenia na gdyńskiej plaży. Chociaż o zagrożeniu życia zdaje sobie sprawę każdy, to rodzinne spacery po zatoce wciąż są popularne. W sobotnie popołudnie po lodzie ślizgały się nawet 20-osobowe grupy. W tym rodzice z dziećmi i psami.

- Należy pamiętać by nie przekraczać tzw. bezpiecznej strefy - mówi Katarzyna Magiełda, ratownik wodny - Czyli najdalej do pierwszej boi, gdzie lód jest gruby. Jak ktoś pójdzie dalej, alarmujemy policję i straż miejską. Jak w piątek, kiedy dwóch mężczyzn wybrało na piwo za czerwoną boję - dodaje.
Amatorzy spacerów po lodzie nie pozostaną bezkarni. Jak podaje gdyński magistrat, Dyrektor Urzędy Morskiego w Gdyni wydał decyzję o karaniu mandatami osób, które zostaną zatrzymane na porytej lodem wodzie.

Lodołamacze nadal czekają
Im wyżej podnosi się słupek rtęci na termometrach, tym bardziej sytuacja na Wiśle się stabilizuje. W piątek było niebezpiecznie, ale wczoraj fachowcy już odetchnęli.

- W dalszym ciągu na ujściu Wisła jest oblodzona w około 90 procentach, ale pogoda nam sprzyja - tłumaczy Andrzej Ryński, wicedyrektor ds. utrzymania wód w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Gdańsku. - Monitoring prowadzony jest przez całą dobę, ale zatoru na naszym odcinku nie mieliśmy. Mimo to załogi lodołamaczy są w pogotowiu.

Na odcinku tczewskim oblodzenie jest mniejsze, ale brzegi Wisły są miejscami pokryte krą. - Wchodzenie na nią jest niebezpieczne - przestrzega Włodzimierz Mroczkowski, naczelnik Wydziału Administracji i Zarządzania Kryzysowego Starostwa Powiatowego w Tczewie. - To nie jest stabilny lód. Jeśli wejdzie na niego zwierzę, nie należy go ratować samemu, tylko poinformować służby.

Na zmrożonej Zatoce Puckiej surfują na kite'ach
W weekend w okolicach Pucka, Władysławowa, Chałup oraz Jastarni roiło się od kolorowych pędników miłośników kitesurfingu. Amatorzy lodowych przejażdżek przyjechali tu z powiatu wejherowskiego, Trójmiasta, ale byli też np. entuzjaści spod Bydgoszczy.

- Najpierw upewniliśmy się u naszych znajomych, że po zamarzniętej wodzie można spokojnie latać, a potem przyjechaliśmy tu na cały weekend - opowiadają Tamara i Jacek Pyszkowie. - Trzymamy się raczej blisko brzegu i jest wybornie.

Ludzie nie boją się lodowych spacerów, bo zatoka nawet kilkadziesiąt metrów od brzegu jest płytka - woda sięga po kolana lub po pas, więc warstwa lodu jest naprawdę gruba.

Zaparkowane wokół brzegów auta z rejestracjami spoza powiatu puckiego i dziesiątki osób przechadzających się po lodzie to teraz stały widok nad zatoką. Np. w sobotę przy Kaczym Winklu - między Puckiem a Gnieżdżewem - na lodzie można było zobaczyć kilkuosobową rodzinę z sankami ciągniętymi przez psa. A w Chałupach... rowerzystów śmigających między lodowymi górkami.

Strażacy z Pucka jednak przestrzegają, by nie ryzykować i zbyt nie ufać zamarzniętej wodzie. Zwłaszcza po ostatnim wzroście temperatur.
- Wchodzenie na lód nigdy nie jest bezpieczne, dlatego każdy robi to na własne ryzyko - ostrzega kpt. Andrzej Żalikowski, rzecznik powiatowej komendy straży.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie