Lotos Trefl Gdańsk gra jak nowicjusz

Patryk Kurkowski
Fot. Karolina Misztal / Polskapresse
Ze skrajności w skrajność popadają siatkarze Lotosu Trefla. Gdańszczanie są tak kapryśni, tak chimeryczni, że nawet po pięciu meczach nieznany jest ich potencjał. Niemniej drużyna Radosława Panasa zawodzi, bo oczekiwano znacznie lepszych wyników, zwłaszcza w starciach z bezpośrednimi konkurentami do zajęcia miejsc 5-7 w PlusLidze.

Zapewne siatkarze i sztab szkoleniowy woleliby spuścić zasłonę milczenia na wspomnienie o meczu z AZS Częstochowa, ale wobec takiej klęski, wobec tak kiepskiej postawy, nie można przejść obojętnie. Nie po to przecież sprowadzano do klubu lepszych siatkarzy, aby ponownie doznawać takich porażek.

Tymczasem siatkarze Lotosu Trefla grają albo beznadziejnie (i to wcale nie z drużynami o większym potencjale), albo nieźle. Tyle że zwycięstwa odnosili dotychczas w starciach ze słabymi rywalami - Transferem Bydgoszcz i BBTS Bielsko-Biała.

- Dramat to delikatne określenie. Można poszukać synonimów dla tego słowa - kompromitacja, żenada - powiedział po meczu załamany Wojciech Żaliński, przyjmujący żółto-czarnych.

Rzeczywiście, to była kompromitacja. Już druga w tym sezonie, bo przecież wcześniej Lotos Trefl przegrał w Kielcach z Effectorem też 0:3.

- Myślę, że chyba jednak zagraliśmy gorzej. W meczu z AZS udało nam się jedynie przegrać dwa wygrane sety. Co drugi mecz udowadnia nam, że przed nami jeszcze mnóstwo pracy. Może potrzebujemy dostać kilka razy w policzek, aby grać z większą agresją - stwierdził Żaliński.

Naszej drużynie brakowało nie tylko agresywności. Znowu gdańszczanie popełnili mnóstwo błędów, w tym wiele rażących, zupełnie niewymuszonych (na przykład przekroczenia linii). Jeśli chce się wejść na wyższy poziom, to nie można grać jak zdezorientowany nowicjusz. A tak właśnie chyba wyglądał Lotos Trefl w starciu z częstochowskim zespołem.

Nadal nie możemy wypracować dobrego przyjęcia, a w ataku żółto-czarni zagrali wręcz na oślep - byle spróbować, bez pomysłu. Zresztą wciąż jak lider nie gra Jakub Jarosz, który - zamiast pociągnąć zespół w trudnym momencie - zniżył się do poziomu reszty.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie