Listy rozpaczy: Smutne wyznania Teodory Gulgowskiej,...

    Listy rozpaczy: Smutne wyznania Teodory Gulgowskiej, założycielki skansenu we Wdzydzach

    Dorota Abramowicz

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Teodora Gulgowska poświęciła życie ratowaniu kultury kaszubskiej
    1/3

    Przejdź do
    galerii zdjęć

    Żyję czasami tylko kartoflami i solą, głodu nie mogę zaspokoić - błagała wojewodę o pomoc 86-letnia Teodora Gulgowska. O dramatycznych listach sędziwej założycielki skansenu we Wdzydzach, które pojawiły się na gdyńskiej giełdzie kolekcjonerskiej - pisze Dorota Abramowicz
    Dziwne to uczucie czytać korespondencję sprzed prawie 70 lat. Papier zdążył już pożółknąć, ale zawarte w nim emocje wcale nie przygasły. Autorka pisze o głodzie i chłodzie. O tym, że ma apetyt, ale do talerza nie ma co włożyć. O nękających ją bólach głowy i braku pieniędzy na zakup leków. Listy wysyła do 54-letniego Franciszka Sędzickiego, kaszubskiego poety i pisarza. Prosi go o pośrednictwo - przekazanie dramatycznej prośby o pomoc wicewojewodzie gdańskiemu.

    To była miłość niezwykła


    Jest 1946 rok, współzałożycielka pierwszego polskiego muzeum na wolnym powietrzu, Teodora Gulgowska dawno już przekroczyła osiemdziesiątkę. Stara, schorowana, samotna mieszka we Wdzydzach.

    Oryginały dwóch z trzech listów Teodory pojawiły się na ostatniej gdyńskiej giełdzie kolekcjonerskiej, organizowanej w każdą drugą sobotę miesiąca w siedzibie Muzeum Miasta Gdyni. Kupił je od chcącego zachować anonimowość kolekcjonera z Oliwy znany entuzjasta historii Pomorza, prezes Gdyńskiego Klubu Kolekcjonerów, Marek Seyda.

    - Teodora Gulgowska była wyjątkową postacią, znaczącą dla Pomorza i Kaszub - mówi Marek Seyda. - O ciężkiej sytuacji, w jakiej znalazła się już po wojnie, pisał przed kilkudziesięcioma laty profesor Leon Roppel, popularyzator kultury kaszubskiej. Cytował m.in. listy wysyłane przez Gulgowską do Sędzickiego. Jednak dopiero teraz trzymam w ręku ich oryginały.

    Agata Teodora Fethke, jak brzmiało panieńskie nazwisko Gulgowskiej, była kobietą mądrą, samodzielną, wykształconą. Urodziła się w 1860 r. w Małych Chełmach, pochodziła z rodziny nauczycielskiej. Uczęszczała do szkoły Lettego w Berlinie, gdzie poznała nowe kierunki malarstwa oraz współczesną sztukę stosowaną, w tym grafikę użytkową, zdobnictwo i hafciarstwo. Musiała przebierać w kandydatach, bo za mąż wyszła dopiero w wieku 39 lat. Przekazy rodzinne mówią, że podczas pobytu Agaty Teodory u brata, proboszcza w Wielu, doszło do romantycznego spotkania. Płynący łódką student seminarium nauczycielskiego, Izydor Gulgowski, zauważył piękną kobietę, malującą Jezioro Wdzydzkie. Podpłynął bliżej i usłyszał: "Chcesz, namaluję ci miłość".

    On był młodszy o 14 lat, ona miała wracać do Berlina, ale gwałtowne uczucie, mimo protestów jej rodziny (pokonanej przez Teodorę kilkudniową głodówką!) doprowadziło do zawarcia w maju 1899 r. małżeństwa. Młodzi zamieszkali we Wdzydzach Kiszewskich, gdzie Izydor podjął pracę nauczyciela w wiejskiej szkole. Siedem lat później Gulgowscy założyli w tychże Wdzydzach, w odkupionej od gospodarza Michała Hinca XVIII-wiecznej chałupie, pierwsze na ziemiach polskich muzeum na wolnym powietrzu. Zbierali sprzęty domowe i gospodarskie, a Teodora szukała w kaszubskich chatach haftowanych czepców, obrazów, wyrobów ceramicznych. Jej zasługą jest wskrzeszenie charakterystycznego haftu kaszubskiego. Przygotowała wzory, pierwsze kompozycje haftów, wykształciła ponad setkę zawodowych hafciarek.

    W odrodzonej Polsce Izydor utworzył w Kościerzynie Szkołę Gospodarczo-Przemysłową. Jego karierę przerwała jednak śmiertelna choroba. Mając zaledwie 52 lata Gulgowski zmarł na białaczkę. Teodora pochowała go we Wdzydzach, a na kamieniu, leżącym na grobie ukochanego, namalowała kolorowe kwiaty.

    Przez następne lata walczyła o utrzymanie muzeum, przekazanego państwu w 1929 r. Była kustoszem, a po pożarze, który w 1932 r. pochłonął wiele budynków i zbiorów, postanowiła odbudować dzieło życia. Znów szukała mebli, sprzętów, haftowanych czepców. Ledwo zdążyła urządzić wnętrze odbudowanej chaty, gdy nadeszła wojna. Doszło do kolejnych dewastacji...

    Powojenna nędza


    Gdy nadeszło wyzwolenie, Teodora była w skrajnej biedzie. Aby przeżyć, musiała prosić o pomoc.
    - Pierwszy list do Sędzickiego nawet nie ma znaczka, widocznie nie było jej na to stać - mówi Marek Seyda. - List przekazała przez znajomego.

    Sędzicki nie zostawił Gulgowskiej w potrzebie. Po jego staraniach w październiku 1946 r. założycielce wdzydzkiego skansenu przyznano 500 złotych zapomogi. Była to jednak jednorazowa wpłata, która tylko doraźnie poprawiła sytuację starszej pani. Dopiero dwa lata później Aleksander Arendt, starosta kościerski, przyznał Gulgowskiej rentę specjalną. Jak pisał Leon Roppel w wydanej w 1975 r. pracy "Izydor i Teodora Gulgowscy i ich dzieło we Wdzydzach", nie była to kwota zbyt wysoka...
    Teodora Gulgowska dożyła 91 lat, zmarła 21 maja 1951 r., niemalże w 52 rocznicę ślubu z Izydorem. Została pochowana obok męża w grobie we Wdzydzach.

    Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!


    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo