List funkcjonariusza Straży Miejskiej w Gdyni. W formacji dzieje się bardzo źle

Maciej Naskręt
Maciej Naskręt
Fot. Straż Miejska w Gdyni
Udostępnij:
Publikujemy w całości list strażnika miejskiego z Gdyni, który uskarża się na m.in. fatalne zarządzanie. List przesłaliśmy do gdyńskiego magistratu. Urzędnicy odnieśli się do niego. Obszerne stanowisko przedstawimy już w sobotę.

Treść listu od strażnika

Gdyńska Straż Miejska jest w stanie agonii. Wielka zmiana okazała się wielkim bublem, który widzą chyba wszyscy mieszkańcy Gdyni i pracownicy Straży Miejskiej, tylko nie przełożeni Andrzeja Bienia. Za nami pierwsza rocznica objęcia Straży przez byłego radnego Samorządności i warto zadać pytanie, czy nie był to pierwszy rok i krok do grobu formacji w naszym mieście.

W ciągu roku gdyński komendant SM "zabłysnął" m.in. podróżami trolejbusami (wraz ze swoim błękitnym, nieregulaminowym plecaczkiem) spacerami po mieście i wyprawami rowerowymi w mundurze. Początkowo budziło to uśmiech, który bardzo szybko zmienił się w wyraz zażenowania. Widać było, że komendant, którego głównym zajęciem było prowadzenie biura nieruchomości, zupełnie nie zna się na prowadzeniu jednostki – bądź co bądź – mundurowej.

Mało kto wie, że prawdziwą przygodę z gdyńską SM komendant rozpoczął od kolizji, gdy poruszał się radiowozem, nie mając do tego pełnych uprawnień. Na szczęście nie była to kolizja z jego winy, ale niesmak w związku z poruszaniem się radiowozem bez tzw. wkładki na pojazdy uprzywilejowane pozostał. Późniejsze przygody pana Bienia były jeszcze zabawniejsze – o wyjeździe do Krakowa słyszało chyba całe miasto.

Komendant Bień realizował kurs podstawowy strażnika gminnego w Krakowie, mimo że dotychczas korzystano z usług studium w Sobieszewie. Próbowano uzasadnić to terminami, ale prawdą jest, że komendant Bień bez przeszkód mógł ukończyć kurs w Gdańsku. Byłoby to tańsze i można było zapewnić lepsze funkcjonowanie jednostki (w sytuacji pilnej bądź nietypowej powrót z Sobieszewa to chwila, porównując to z powrotem z Krakowa). Czy prawdziwym powodem krakowskich wycieczek był strach przed „oblaniem” przez osoby, które jeszcze jakiś czas temu współpracowały z byłym komendantem SM? – to tajemnica poliszynela.

Przygody komendanta Bienia wystarczyłyby na niejedną Książeczkę Gdynianeczkę. Zarządzanie jednostką woła o pomstę do nieba. Komendant słynie z wypowiedzi dotyczących np. „pasków na jezdni (zapewne chodzi o powierzchnię wyłączoną z ruchu, znak P-21), karania po 500 zł (gdzie taryfikator przewiduje np. jedną możliwość mandatu w kwocie 100 zł), wystawiania wyższych mandatów osobom posiadającym droższe auta lub reagowanie „na ten znak z krzyżykiem” (tutaj zapewne miał na myśli znak B-36 to jest zakaz zatrzymywania się). Realizowane są comiesięczne odprawy o niczym, podczas których kierownictwo referatów rozliczane jest z nieistniejących interwencji wygenerowanych przypadkowo przez system informatyczny, omawiane są problemy (od blisko roku te same), których nigdy nie da się naprawić. Jak widać, spotkanie np. z Zarządem Dróg i Zieleni lub innymi wydziałami czy jednostkami Urzędu Miasta i następnie wdrożenie wypracowanych wniosków stanowi wyzwanie dla wieloletniego radnego.

Zabezpieczanie urzędu i braki w etatach

Straż Miejska robi wszystko i nic. Strażnicy za kadencji pana Bienia zabezpieczali Centrum Obsługi Mieszkańca, wzmacniali zabezpieczenie Urzędu Miasta, pilnowali punkt szczepień powszechnych, obstawiali punkty informacyjne dla osób przybyłych z Ukrainy. Robią to mimo faktu, że nie zostały z nich ściągnięte inne zadania. Zastanawiacie się Państwo dlaczego patrol jedzie na interwencję 3 godziny? Bo zapewne dostarcza korespondencję z jednej filii urzędu do drugiej, albo może jest jedynym patrolem interwencyjnym w mieście i po prostu nie nadąża z realizacją interwencji.

Nie wiecie Państwo dlaczego, mimo zgłoszonego śmierdzącego dymu, patrol dzielnicowych nie pojawił się pod wskazanym adresem? Zapewne dlatego, że obecnie skupia się na wsparciu obsady Urzędu Miasta (ktoś przecież musi pilnować, aby nikt nie wszedł na I piętro UM!) albo zabezpiecza Centrum Obsługi Mieszkańca lub wykonuje stos innych niby ważnych zadań. Patrol szkolny nie przeprowadził zajęć dla dzieci dotyczących bezpiecznych ferii, bo realizuje interwencje zgłoszone do SM drogą e-mail (wyznaczony do tego zespół po prostu się nie wyrabia i musi być wspierany przez inne zespoły), a ekopatrol nie jest w stanie skutecznie przeprowadzić wszystkich interwencji, bo danego dnia w patrolu EKO jest tylko jedna osoba, która musi odpisać na pisma, realizować interwencje i uczestniczyć w spotkaniach.

Strażnicy miejscy zwalniają się w tempie o wiele szybszym niż przebiega nabór do formacji. Pod koniec 2021 roku zatrudniono dwie osoby, ale to kropla w morzu potrzeb wywołanym odejściami wieloletnich pracowników. Warto też podkreślić, że odejścia to nie wszystko – w jednostce wciąż są nieobsadzone etaty. Do niedawna było ich około 25, o czym informował poprzedni komendant, a ostatnie informacje prasowe zawierały komunikat o 5. Jest to jednak po prostu efekt obcięcia etatów, a nie wielkich przyjęć. Pierwszy nabór w 2022 roku zakończył się brakiem wyboru nowych strażników.

Co z tym faktem robi Urząd Miasta? Odpowiedź zapewne nie zdziwi nikogo, ponieważ łatwo zgadnąć, że urząd nie robi z tym nic. Kolejnym osobom, które złożyły wypowiedzenie, są proponowane stanowiska zastępcy zastępcy kierownika (nie jest to przypadkowe powtórzenie) lub obiecywane są gruszki na wierzbie (z wypłatą na poziomie 3300 zł brutto + dodatek 120 zł brutto za kierowanie pojazdem służbowym).

Rozczarowujące auto dla służby

Oczywiście, prezentowany jest wspaniały obraz Straży Miejskiej (np. otwarcie posterunku przy ul. Necla i przekazanie jednego radiowozu elektrycznego). Każdy świadomy mieszkaniec wie, że jest to tylko przekaz promocyjny. Posterunek przy ul. Necla w zasadzie stoi pusty, pracuje w nim niewielka liczba strażników (około 10 osób, ale na jednej zmianie jest to około 6 osób) i po prostu nie ma kogo do niego przenieść. Wolne pomieszczenia zajmują obecnie pracownicy Gdyńskiego Centrum Kontaktu, dzięki czemu przy Necla przynajmniej nie hula wiatr. Strażnicy pracujący w II Referacie Dzielnicowym otrzymali w związku z otwarciem posterunku nowy radiowóz jakim jest Dacia Spring.

To jeden z najtańszych, najgorzej wyposażonych i najmniej wygodnych pojazdów elektrycznych jakie powstały. Ważne jednak, że jest nowy i spełnia swoją rolę promocyjną. Jeśli jeździliście Państwo maluchem, wiecie jak jeździ się Dacią Spring. W tym samym czasie gdy wydano około miliona zł na posterunek znajdujący się w dzielnicy Kamienna Góra, patrol EKO porusza się zdezelowanym Mistubishi L200 z roku 2009, a patrole interwencyjne całkiem niedawno przeniosły w rezerwę auta z 2006 i 2007 roku produkcji.

Straże Miejskie chyba nigdy nie cieszyły się dobrą opinią, co może być nawet zrozumiałe. Brak jasno określonych zadań, niepełne uprawnienia, niski stan osobowy, realizowanie dużej liczby w zasadzie zbędnych interwencji czy po prostu wystawianie mandatów nie ułatwiają zyskania sympatii mieszkańców. Mimo to, jeśli formacja jest zarządzana z pomysłem to ma szansę być użyteczna dla społeczeństwa. Gdyńscy strażnicy choćby bardzo się starali po prostu nie mają szansy pełnić służebnej roli. Mają stać się zabawkami do wystawiania mandatów drogowych, które to zabawki obsługują w jeden, góra dwa patrole całe miasto, poruszają się zdezelowanym radiowozem i przy okazji zrobią kilkadziesiąt innych zadań, które w normalnej firmie podzielone zostałyby na szerszy zespół lub podmioty zewnętrzne. Tylko w Straży Miejskiej w Gdyni zespołu nie ma i chyba już nie będzie, a na podmioty zewnętrzne miasta nie stać.

Dziwne wydatki

Czy naczelnik Wydziału Kadr i Szkoleń i komendant Bień działają tak, jakby planowali zaoszczędzić na odprawach poprzez zmuszenie strażników do samodzielnego zwalniania się? Nawet jeśli nie mieli takiego pomysłu, to i tak właśnie go realizują. Naczelnik Kadr i Szkoleń uważa się za alfę i omegę, znawcę wszystkich przepisów i aktów prawnych, powodując przez to destabilizację pracy Straży. Zupełnie nie ma pojęcia o funkcjonowaniu, ustawie na mocy której pracują strażnicy. Podważa opinie prawne, które są w sprzeczności z jego wymysłami. Kiedy trzeba, strażnik jest urzędnikiem, a kiedy trzeba jest strażnikiem ale już nie urzędnikiem. Za czasów ŚP dyrektora Zająca, funkcjonariusze Straży Miejskiej zawsze mogli liczyć na płatne nadgodziny lub dzień wolny równoważny z dniem przepracowanym ponad wymiar.

Dziś słyszymy wiecznie, że nie ma na nic pieniędzy, a kierownicy mają dosłownie orać pracownikami tak żeby zapewnić ciągłość pracy. Wg. Naczelnika Kadr i Szkoleń, kierownik może w nieskończoność aktualizować grafik, co jest niezgodne z obowiązującymi przepisami kodeksu pracy, zupełnie nie obawiając się kontroli Państwowej Inspekcji Pracy. Awanse, podwyżki, na to również nie ma pieniędzy, gdzie dochodzą słuchy z Urzędu Miasta o awansach i podwyżkach pracowników innych wydziałów w ciągu roku, albo remontach gabinetów dyrektora urzędu i prezydenta Szczurka, wydatkach na Openera, tabliczkach i skwerach upamiętniających obecną sytuację na Ukrainie itp.

Na to pieniądze są, dla strażników nie ma, strażnik to ten gorszy sort urzędniczy, od wszystkiego i do niczego.

Straż Miejska w Gdyni będąc wydziałem Urzędu Miasta ma odrębny regulamin płac i awansów zupełnie różniący się od regulaminu Urzędu Miasta reszty wydziałów. Nie wspominając już o tym, że wypłaty dodatków zatwierdzone w formie regulaminu wypłat nie są wypłacane zgodnie z terminem, tj. do 10ego każdego miesiąca, zawsze są opóźnione.

Te wielkie słowa, podczas zwołanej komisji, która miała na celu jedynie pozbyć się poprzedniego komendanta, zupełnie się nie potwierdziły. Zamiast być lepiej, sięgnęliśmy bruku. Żenującym jest to, że dyrektor urzędu nie ma zamiaru przejść się po referatach i porozmawiać z pracownikami o problemach w jednostce, lekceważy swoich pracowników. Zupełnie nie zwraca uwagi na to, że wybrany m.in. przez niego komendant nie ma bladego pojęcia o prowadzeniu jednostki mundurowej, nie zna się na obowiązujących przepisach, mało to, swoją polityką zarządczą doprowadza do masowych zwolnień.

Panie dyrektorze, czy zamysłem waszym, było pozbycie się Andrzeja Bienia z Rady Miasta tylko po to aby mieć spokój i wrzuciliście go do kierowania Strażą Miejską wiedząc, że nie się nadaje, ważne, że z dala od Urzędu? Gdzie jest koncepcja p. Bienia, która była podstawą przystąpienia do konkursu. Panie dyrektorze, czy może pan w końcu przestać słuchać pana Wentlanda i wsłuchać się głos pracowników? Nie widzi pan, że polityka naczelnika kadr doprowadza do agonii tej formacji? Czy nie słyszy pan głosu mieszkańców, którzy sami zauważają źle funkcjonującą jednostkę, źle opłacaną co za tym idzie niewydolną aby pomóc swoim mieszkańcom. Za czasów komendanta Wiśniewskiego i Śp. dyrektora Zająca to była dobrze funkcjonująca formacja, którą zniszczyliście w przeciągu roku.

Główne problemy jednostki:

  • Brak realnego i kompetentnego zarządu formacją
  • Brak sprzętu i środków na nowy sprzęt (wysłużone radiowozy, brak dostępu do dobrej jakości umundurowania, umundurowanie letnie przychodzi do magazynu jesienią itp.)
  • Brak planu działania jednostki
  • Niski stan liczebny (nieobsadzone rejony w dzielnicach, brak odpowiedniej liczby patroli interwencyjnych, konieczność ciągłego przerzucania pracowników i uzupełnianie ad-hoc powstających luk)
  • Skupienie się na sprawach najmniej priorytetowych, ignorowanie prawdziwych wyzwań, jedna osoba zgłaszająca wykroczenia drogą e-mail jest w stanie sparaliżować pracę blisko 10 strażników
  • Zerowa (już nie niska, tylko zerowa) motywacja pracowników zasypywanych zadaniami i pomysłami komendanta-laika
  • Niskie wypłaty, możliwość awansu średnio co 4 lata (podwyżka o 100 zł/brutto co 4 lata)
  • Brak rozróżnienia pensji w zależności od złożoności wykonywanych zadań i liczby obowiązków, a jedynie ze względu na staż pracy
  • Bałagan organizacyjny, realizowanie interwencji po kilku, czasem kilkunastu godzinach od zgłoszenia
  • Brak wsparcia ze strony Wydziału Kadr i Szkoleń UM, poczucie jakby SM miała być przeznaczona do likwidacji i obecnie trwa przedłużanie żywota „byle do końca wakacji”
  • Przerzucanie obowiązków innych wydziałów Urzędu Miasta na Straż Miejską (prowadzenie kontroli, dostarczanie korespondencji, obsługa zgłoszeń przesłanych do innych wydziałów)

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #2

Reserved

Reserved - Góra od bikini - Różowy

Góra od bikini

37,00 zł19,99 zł-46%
miejsce #3

Reserved

Reserved - Góra od bikini - Brązowy

Góra od bikini

34,00 zł19,99 zł-41%
miejsce #4

Reserved

Reserved - Góra od bikini - Czarny

Góra od bikini

34,00 zł19,99 zł-41%
Materiały promocyjne partnera

Kolejny krok krok do reparacji dla Polski - video flesz

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
PracownikUM
Sytuacja wygląda podobnie Wydziałem Informatyki. Rozmontowano jednostkę, nazwano ją Gdyńskim Centrum Informatyki kłamiąc w żywe oczy że to dla dobra wydziału, um i pracowników wydziału. Mieli zarabiać więcej a tymczasem mają wstrzymaną premię. Grzegorz Bondos zatrudniony na stanowisku nowego naczelnija czyt. dyrektora GCI jest kompletnie niekompetentny znany z tego że był przenoszony jako znajomek Wentlanda między wydziałami i tak też trafił do GCI, po wielu skargach. Pracownicy nowego tworu i byłego wydziału informatyki odchodzą jeden po drugim. Pan Wentland w połączeniu z Panem Klajnertem to czysty obraz nepotyzmu i niekompetencji. A Pan prezydent zamiast działać to rememontuje salę którą będą musieli obsłużyć Pracownicy GCI. Patrząc na krzesła za 10tys będą mogli jedynie pomarzyć o obiecywanych podwyżkach i premiach.
G
Gość
Przecież to tylko jeden z wielu pachołków siwego, zaraz po kucyku, który ma za zadanie jak najdłużej utrzymać układy siwego z jego kumplami deweloperami
Więcej informacji na stronie głównej Dziennik Bałtycki
Dodaj ogłoszenie