Letnica. Ostatnia wioska przed Szwecją

Dagmara Olesińska
Stadion - znak rozpoznawczy Letnicy. Zmieniła się dzielnica, ale nie zmienili się mieszkający w niej ludzie
Stadion - znak rozpoznawczy Letnicy. Zmieniła się dzielnica, ale nie zmienili się mieszkający w niej ludzie Tomasz Bołt
Tam czas płynie inaczej i ludzie też są inni. Na ubiegłotygodniowym I Zjeździe Letnicy spotkali się jej rodowici mieszkańcy, by jeszcze lepiej się poznać i zacieśnić sąsiedzkie więzi.

Kiedyś, jak mówiłem, że mieszkam w Letnicy, to ludzie patrzyli na mnie pytającym wzrokiem "gdzie to jest?" - mówi Bartłomiej Dratkowski z Gdańskiego Archipelagu Kultury, pomysłodawca Zjazdu. - Ale wybudowali nam stadion i teraz każdy wie, gdzie jest Letnica. Wiele się tutaj zmieniło w ostatnim czasie i wydaje mi się, że na lepsze. Jednak te metamorfozy dzielnicy nadszarpnęły międzyludzkie więzi, dlatego zjazd nie jest tylko pomysłem, ale realizacją konkretnej potrzeby.

Różne sprawy i rzeczy trzymają gdańszczan w Letnicy. Dla jednych najważniejsza jest lokalizacja - blisko i na plażę, i do centrum miasta. Drudzy mówią, że nie wyprowadzą się, bo mają tutaj pochowaną rodzinę. A jeszcze inni twierdzą, że ... - Jak już się tutaj wejdzie, to trudno wyjść - przyznaje Marzena Dramińska z GAK. - Jest tu jakiś taki magnetyzm. To miejsce z duszą i duchem. Wszyscy się też dobrze znamy.

ZOBACZ TAKŻE: Gdańsk: Letnica czeka na kibiców [ZDJĘCIA]

Letnica to taki punkt na mapie Gdańska, który żyje własnym życiem, w swoim tempie i na własnych zasadach. Tutaj nawet okoliczni alkoholicy są częścią społeczności - kłaniają się letniczankom i nie zaczepiają niepotrzebnie.

- Jest paru pijaczków, jak wszędzie zresztą, ale siedzą sobie spokojnie na ławkach, każdemu mówią "dzień dobry" i nikomu nie przeszkadzają - przyznaje Małgorzata Kornaś, a Ewa Dratkowska dodaje: - Nikt mnie tutaj nigdy nie skrzywdził. Uważam, że jeżeli człowiek będzie człowiekiem, to ludzie też będą ludźmi.

Franciszek Tabaka urodził się w Letnicy - w domu rodzinnym w 1954 r. Jakiś czas mieszkał z żoną na Oruni Górnej, ale długo tam nie wytrzymał, musiał wrócić do swoich stron.

- Tutaj jest mój ukochany dom, do którego zawsze mnie ciągnie - mówi. - Jak chodzę po mieszkaniu, po ogródku... to dosłownie czuję duchy mojej rodziny. Poza tym żyją tutaj inni ludzie - prawdziwi. Tacy, którzy ze sobą rozmawiają i nawet nieraz powiedzą sobie coś dosadnie, ale myślę, że lepsze jest to niż życie w zakłamanym społeczeństwie, gdzie wszyscy udają, że nic nie widzą.
Zdaniem pana Tabaki, społeczność mieszkająca w Letnicy to ludzie żyjący wedle dawnego wychowania.
Pan Franciszek ceni sobie takie chwile, gdy przychodzi do domu, całuje żonę, głaszcze dzieci i wychodzi do ogródka, gdzie hoduje pomidory, a dzieci mogą bawić się w piaskownicy.
- Kiedyś to było tak, że w jednym bloku mieszkało 10 rodzin i wszystkie się znały, a teraz w tych wielkich, zurbanizowanych dzielnicach to jest tak, że człowiek boi się jeden do drugiego odezwać - mówi ze smutkiem.

OBEJRZYJ TEŻ: Stadion w Letnicy w trójwymiarze

Uczestniczący w I Zjeździe Letniczan podkreślają, że różne rzeczy mówi się o tej dzielnicy, ale każda z nich to absurd.
- Zaczynam czuć się spokojna dopiero z chwilą, kiedy wysiadam u nas z tramwaju - komentuje Irena Wójcicka, a Bartłomiej Dratkowski dodaje: - Letnica źle się kojarzy, a tak naprawdę jest tutaj wielu dobrych i szlachetnych ludzi, którzy coś w życiu osiągnęli. Mój świętej pamięci brat śmiał się, że to "ostatnia wioska przed Szwecją" i chyba jest w tym jakaś prawda. Czas tutaj płynie troszkę wolniej - z tygodnia na tydzień, a może dla niektórych nawet z miesiąca na miesiąc.

Podczas zjazdu mieszkańcy mogli obejrzeć specjalną wystawę z dokumentacją fotograficzną tego, jak Letnica zmieniała się przez ostatnie lata.

- Wielu domów już nie ma, ale jak spojrzę na zdjęcie, to od razu sobie przypominam, gdzie stał ten czy tamten budynek, a nawet kto w nim mieszkał - mówi Irena Wójcicka. - My tutaj jesteśmy taką wielką rodziną, mimo tych wszystkich zmian. Nie wyobrażam sobie życia poza Letnicą. Wszystko tutaj kocham - moje drzewa, moją ulicę, mój chodnik. Jak wytną jakiś krzak, to nie ujdzie to mojej uwadze. Nawet jak w nocy trzeba gdzieś pójść, to można poruszać się na pamięć. Trudno to wszystko wytłumaczyć, trzeba to przywiązanie do ludzi i miejsc po prostu poczuć.

Każdy najmniejszy, najdrobniejszy punkt swojej dzielnicy znają lepiej niż własną kieszeń. Tu spędzili najlepsze lata swojego dzieciństwa. Bawili się na łąkach i plaży, biegali po bunkrach i śmietnikach.

- Mam ze sobą zdjęcia - pokazuje pan Franciszek. - Dokładnie tutaj, gdzie dziś jest GAK, 55 lat temu występowałem w jasełkach - grałem św. Piotra - dodaje z dumą i opowiada, jak to kiedyś dzieciaki robiły co chciały, a szczęśliwie się wychowały i nie poginęły. Pan Franciszek wspomina, jak z kolegami wybudował łódkę, którą pływali po jeziorze, którego już dziś nie ma, jak zrobili sobie boisko, na którym całe dnie grali w piłkę i jak biegali po łąkach.

Nie można jednak nie zauważyć, że Letnica bardzo się zmieniła. Nie ma już tych pól i jezior, które mieszkańcy z tak wielkim sentymentem wspominają.

- Na Starowiejskiej nie ma już pięknych drzew, które były takim zadaszeniem dla ulicy - wspomina Dratkowski. - Szczególnie wiosną i jesienią ich brakuje. Kiedyś światło słońca przebijało się przez liście delikatnie jak przez witraże i pięknie mieniło na bruku, a to wszystko w otoczeniu starych kamieniczek. Klimat tutaj był wyjątkowy.

Jedni uważają, że zmiany w dzielnicy nie do końca są "na lepsze", że stadion zaburzył pewną harmonię i odebrał mieszkańcom ich intymność. Inni podkreślają, że to, co się stało, było niezbędne, żeby Letnica nie zniknęła z mapy Gdańska.
- To tak jak z organizmem człowieka - wyjaśnia pan Bartłomiej. - Najlepsze jest cięcie chirurga - szybko się goi i pozostawia mały ślad. Dzięki tym wszystkim przeobrażeniom letniczanie uświadomili sobie też, że stanowią pewną konkretną społeczność, że są dla siebie ważni i chcą dbać o swoje relacje, dlatego zjazd odbywać się będzie co roku - zapowiada.

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij, zarejestruj się i korzystaj za darmo: www.dziennikbaltycki.pl/piano

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antoni Jazgarz Butrykowski

Pięknie napisane, Pani Dagmaro. Chapeau bas. Czuje się w tym opisie ten unikalny klimat dzielnicy. Choć daleko od mojego ukochanego Włocławka, ale klimat, genius loci mojej dzielnicy jakże podobny. Oddała Pani to wszystko doskonale, mieszkańcy dawnej, ale i obecnej Letnicy, tej w cieniu stadionu, mogą być z siebie dumni. A może, wzorem sopockich prekursorów z Monciaka zacząć organizować festyny NGO-sów na Letnicy? Poddaję ten pomysł organizatorom Zjazdu pod rozwagę. Pozdrawiam.

Dodaj ogłoszenie