reklama

Letnia redakcja "Dziennika Bałtyckiego". Michał Targowski: W 2015 roku na pewno będą lwy

Michał Kołkowski
Deszczowego przedpołudnia namiot letniej redakcji Dziennika Bałtyckiego odwiedził dyrektor oliwskiego ZOO, Michał Targowski. Kiedy rozentuzjazmowany tłum bawił się z przyprowadzonym przez niego pytonem królewskim, zgodził się na chwilę rozmowy.

Dzisiaj aura niespecjalnie nadaje się do zwiedzania starówki. Jaka jest natomiast najlepsza pogoda na wizytę w ZOO?

Latem używamy takiego cynicznego określenia – zoologiczna pogoda, czyli kiedy nie ma upału i ludzie wolą przyjść do nas niż na plażę, która jest naszym największym konkurentem. W tym roku szczęście nam sprzyja, kilka upalnych dni nie osłabiło frekwencji i zapowiada się rekordowy sezon, na koniec lipca notujemy wynik lepszy o 40 tysięcy osób niż w roku ubiegłym. Dla zwierząt i dla nas najlepsza jest pogoda umiarkowana, około 20 stopni i trochę chmurek. Zwierzęta też to lubią, nawet te afrykańskie, jak antylopy, słonie czy małpy - szukają cienia, ochłody i źle się czują gdy słońce niemiłosiernie pali.

Frekwencja dużo lepsza niż w zeszłym roku pewnie także dlatego, że Euro 2012 nieco pozbawiło ZOO klientów?

Bardzo. Ubiegłoroczny czerwiec był chyba najgorszym w całej historii naszego ogrodu i tych strat nie byliśmy już w stanie odrobić. Frekwencja w sezonie 2012 roku była znacznie gorsza niż średnia z ostatnich pięciu lat. Właściwie już od godziny 14 nie było nikogo, bo wszyscy szykowali się do transmisji, Gdańsk żył na ulicy Długiej, gdzieś w centrum, w pubach. Mieliśmy jednak jakąś rekompensatę, bo tuż za miedzą w hotelu Dwór Oliwski mieszkała kadra Niemiec. Bardzo często gościliśmy piłkarzy tej drużyny wraz z rodzinami, odwiedził nas Miroslav Klose, Mario Gomez, Mesut Ozil czy trener Joachim Loew. Mam nawet fajne zdjęcie z Klose, wszyscy byli bardzo naturalni i skromni. Zwiedzali ogród jak każdy inny gość i uznaję to za jedyną rekompensatę z tego fatalnego czerwca, w sumie warto było jednak taką cenę zapłacić.

Co uważa pan za największy atut gdańskiego ogrodu? Ogromną powierzchnię?

Na pewno. Mamy przecież teren nie tylko wielki, ale też bardzo urozmaicony. Jest otwarty, parkowy, leśny – te trzy godziny trzeba poświęcić, żeby go dokładnie zwiedzić. Jest to jeden z największych ogrodów zoologicznych w Europie i żeby wszystko zobaczyć naprawdę trzeba mieć kondycję. Tu jest pod górkę, tam po schodach i z góry. Myślę, że właśnie to jest największa siła ogrodu – naturalny krajobraz, wybiegi wkomponowane bardzo korzystnie w kompleksy parkowe i leśne.

Szykujecie jakieś nowości?

W przyszłym roku ZOO będzie obchodziło 60-lecie. Miasto Gdańsk chce nam, jako jednostce budżetowej, bardzo pomóc. W związku z tym powstaje nowy, około dwuhektarowy wybieg z pawilonem i to będzie prawdopodobnie największy hit w historii naszego ogrodu. Już pod koniec 2014 roku, a na pewno w sezonie 2015 będą tam biegały lwy. Będzie to zupełnie nowy teren, kompletnie inna trasa zwiedzania, poszerzona powierzchnia ogrodu. Wybieg właściwie jest już gotowy, czekamy tylko na przetarg pozwalający na rozpoczęcie budowy pawilonu. Kiedy ta inwestycja trafi do użytku spodziewamy się rekordowej frekwencji, nawet przeszło półmilionowej.

Czy przygotowania i wydatki miasta związane z Euro 2012 wyhamowały rozwój ogrodu?

Inwestycyjny rozwój na pewno. Polityka miasta była jasna – głównie Euro i inwestycje z dofinansowaniem europejskim. My staraliśmy się o dofinansowanie z miastem Kaliningrad, skąd mamy mnóstwo gości. Stworzyliśmy wspólny projekt miast transgranicznych, który niestety nie przeszedł ostatniego etapu i pieniądze nie zostały przyznane. Z tego projektu chcieliśmy właśnie budować wybieg dla lwów. Ale ZOO jest w dobrej kondycji. Chociaż wstrzymano inwestycje, to koszty utrzymania ogrodu nie ucierpiały. Drobne remonty były robione na bieżąco, a choćby w tym roku powstały już dwie nowe woliery i bardzo ładny domek dla gibonów, które zamieszkują własną wyspę. To nie jest tak, że nic się nie robiło i nic się nie robi, ale ostatnia inwestycja z wielkim rozmachem to była żyrafiarnia. Tuż po tym, kiedy ją otworzyliśmy gruchnęła wiadomość, że Polska otrzymała prawa do organizacji Mistrzostw i wszystkie pieniądze skierowano tam. Gdyby nie Euro pewnie lwy już dawno by były i realizowalibyśmy już kolejną inwestycję.

Jak wygląda współpraca między ogrodami w Polsce?

Jest bardzo dobra. Utworzyliśmy stowarzyszenie, mam zaszczyt już od 20 lat być w jego zarządzie. Współpraca jest bardzo ścisła i elitarna. W naszej organizacji jest raptem 13 ogrodów, a w Polsce jest ich dużo więcej. Nie współpracujemy ze wszystkimi – to delikatne sprawy, związane głównie z faktem, czy mają odpowiednie certyfikaty zgodnie z ustawą o ogrodach zoologicznych. Chociaż każdy prowadzi swoją politykę hodowlaną, remontową czy inwestycyjną to pewne rzeczy wspólne dla nas wszystkich też staramy się ustalać i niektóre problemy próbujemy rozwiązywać tak samo. Zachodzi wymiana pracowników, wymiana myśli hodowlanej, żywieniowej czy weterynaryjnej. Co roku odbywają się bardzo żywe spotkania.

Podobnie jest na niwie europejskiej. Co roku odbywają się w różnych miastach tygodniowe zjazdy Europejskiego Stowarzyszenia Ogrodów Zoologicznych, to jest niejako podsumowanie działalności hodowlanej wszystkich członków, omawia się praktycznie wszystkie gatunki, określa się perspektywy, profile hodowli. To są gigantyczne możliwości pozyskiwania ważnych, bezpośrednio wdrażanych przez nas informacji. Przede wszystkim oferuje nam to dostęp do zwierząt, za które nie płacimy. W ramach programów europejskich otrzymujemy do hodowli i opłacamy tylko transport. Być w tej elicie europejskich ogrodów to niebagatelna korzyść, bo nie sądzę aby z budżetu miasta można było kupić choćby żyrafę, wycenianą na około 30 tysięcy euro. To jest kwota niewyobrażalna przy tym głodzie budżetowym.

Na czym właściwie polega praca dyrektora ogrodu zoologicznego? Ma to jeszcze związek z hodowlą, czy raczej są to zadania czysto urzędnicze?

Choćby na obecności w Letniej Redakcji. (śmiech) Jest to po trosze praca urzędnicza, ja muszę przede wszystkim dbać o realizację budżetu. To są bardzo rygorystyczna sprawy, są przepisy, które w taki a nie inny sposób regulują wydawanie środków publicznych. Jednak ja wywodzę się z hodowli, zatem staram się codziennie chociaż trochę czasu poświęcić problemom hodowlanym. Wyszedłem z hodowli i te sprawy są wciąż najbliższe mojemu sercu. Są spotkania, są dziennikarze, staramy się przekazywać różne ciekawostki z naszego ogrodu. Na pewno się nie nudzę.

Skoro wciąż znajduje pan czas na sprawy hodowlane, to czy ma pan swoich ulubieńców w ZOO?

Ulubieńcy z czasem się zmieniają. W tej chwili na pewno najbardziej dostojne, majestatyczne i piękne są żyrafy. Z tym, że są mało przyjazne i trudne w hodowli. My i tak potrafiliśmy je wspaniale ustawić, podają nam łapy co jak dla żyraf jest wielką rzeczą. Kiedy lekarz musi pobrać im krew to na rozkaz nadstawiają szyję czy łapę. Jeśli chodzi o kontakty pieszczotliwe to bezkonkurencyjne są tapiry. Potraktowane ręką czy szczotką ryżową potrafią rozłożyć kończyny i świetnie się bawić. Niestety trzeba mieć świadomość, że później śmierdzi się cały dzień, bo zapachy od tych zwierząt są naprawdę piorunujące.

JARMARK ŚW. DOMINIKA 2013 - wszystko na ten temat!

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie