Leksztoń: człowiek, który miał imperium

    Leksztoń: człowiek, który miał imperium

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    Przed laty Janusz Leksztoń był gwiazdą polskiego biznesu. Nazywano go królem Trójmiasta. Dzisiaj nawet nie jest ważny w swojej celi, którą dzieli z innymi więźniami - pisze Ryszarda Wojciechowska
    Zakład karny na gdańskiej Przeróbce. Janusz Leksztoń wchodzi do pokoju rzecznika. Okrągły, ze sporą nadwagą. Potem powie, że ostatnio schudł. Z dawnego luksusu, o którym tyle plotkowano, został mu pasek z klamerką Versace. Jedyny powiew bogatego świata za tymi murami. Niegdyś właściciel największej willi w Trójmieście. Dzisiaj lokator dziesięcioosobowej celi, o której mówi z humorem:

    - "Sheraton", jak pani widzi, to nie jest....

    Dobre samopoczucie nie opuszcza go. Nie wygląda na człowieka złamanego. Nie czuje się przegrany. Potrafi się przystosować.

    - Życie w więzieniu toczy się tak, jak w koszarach wojskowych. To nie jest wieczny wyrok.
    Wcześniej czy później się skończy. Dużo pracuję. Nawet bardziej, niż by warunki na to pozwalały. Skromnie jest, to fakt. Ludzie jak zwykle bajki opowiadają, że Leksztoń ma tu wszystko opłacone. Że w celi jest komputer. A co jest, pani widzi - jeden telewizor, jeden czajnik i jeden kibel, wspólny dla wszystkich. I niestety, trzeba się dopasować - tłumaczy.

    Od sierpnia ubiegłego roku odbywa karę pozbawienia wolności. Został skazany na trzy lata, za "kierowanie wyłudzeniem kredytu". Funkcjonuje tutaj w systemie półotwartym. Czyli od apelu porannego do wieczornego może się poruszać między celami.

    Przed dwudziesty laty był pionierem polskiego kapitalizmu. Właścicielem Elgazu, który na początku lat dziewięćdziesiątych rozwijał się jak burza. W 1991 roku Leksztoń zajął piąte miejsce na liście stu najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost". Na jego imperium składały się m.in. firmy produkujące piece gazowe, plastikowe okna i drzwi, kopiarnia kaset wideo. Miał też prywatną telewizję, terminal na lotnisku w Rębiechowie i własną linię lotniczą. Przymierzał się nawet do otwarcia banku.

    Na początku lat dziewięćdziesiątych był też niezwykle kolorową postacią. Człowiekiem z bajeru - jak głosił tytuł książki, którą napisał o nim jego były rzecznik prasowy - Jerzy Mazur.

    Bo bajer Leksztoń rzeczywiście miał. Ale też bajeranckie życie, jak mówiono.

    Willa na Kamiennej Górze


    Zwłaszcza rezydencja, jak na tamte czasy, budziła emocje. Mieściła się w samym sercu Gdyni, na Kamiennej Górze. Na dwóch i pół tysiącach metrów kwadratowych znajdował się basen z egzotycznymi roślinami, sala gimnastyczna, strzelnica, a także prywatny klub nocny z prawdziwym barem i podświetlaną podłogą.
    1 3 4 5 ... 8 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo