Lekarki, lekarze, pielęgniarki, pielęgniarze, laborantki, laboranci - wszyscy pracownicy szpitali to pierwsza linia frontu

Gabriela Pewińska
Gabriela Pewińska
Przemysław Świderski
My, powstańcy, nie mieliśmy wystarczającej ilości broni. Dziś pracownicy ochrony zdrowia też nie mają wystarczających środków, by walczyć przeciw wirusowi - mówi Elżbieta Tatarkiewicz-Skrzyńska, uczestniczka Powstania Warszawskiego, Człowiek Roku Dziennika Bałtyckiego.

Emmanuel Macron powiedział w wygłoszonym w obliczu pandemii orędziu: „Jesteśmy na wojnie, wojnie o zdrowie. Nie walczymy przeciwko armii ani obcemu państwu, ale wróg jest tutaj niewidzialny i niedający się powstrzymać”... To dobre porównanie?

Prezydent Francji ma rację. To wojna. Życie wielu ludzi jest zagrożone. Jako „dziecko wojny” jestem dość upoważniona do zabrania głosu w tej sprawie. Byłam dwa lata w konspiracji, walczyłam w Powstaniu Warszawskim. Ale „mojej” wojnie towarzyszyło niebezpieczeństwo bezpośrednie, nieprzyjacielskie czołgi, bomby, pociski, strzały, mogliśmy walczyć z wrogiem wręcz, z wrogiem, który był widzialny. Na wyciągnięcie ręki.

Dziś przeciwnik jest trudniejszy?

W obu wojnach, jeśli już je porównywać, jest pewne podobieństwo. My, powstańcy, nie mieliśmy wystarczającej ilości broni i to mogło być nawet przyczyną klęski. Dziś pracownicy ochrony zdrowia też nie mają wystarczających środków, by walczyć przeciw wirusowi. Dobrze byłoby wyciągnąć wnioski z naszej historii i za wszelką cenę zabiegać o testy. To przecież od nich w głównej mierze zależy teraz, jak szybko uda się pokonać wirusa. Trzeba bezwzględnie inwestować dla zdrowia.

Ludzie są pełni obaw. Każde wyjście do byle sklepu to jak wkraczanie na pole minowe. Nie wiadomo, kiedy wirus nas dopadnie. Nie ma wystarczających środków ochrony. Jest lęk.

W czasie wojny lęk towarzyszył nam nieustannie. Ale ani kiedyś, ani dziś w żadnym wypadku nie może nas paraliżować. My w powstaniu nie odczuwaliśmy lęku. Byliśmy zdeterminowani. Dziś lęk występuje u niektórych w postaci nadmiernej ostrożności, nadmiernych zakupów, nadmiernych zabezpieczeń. Ten paraliżujący strach trzeba w sobie pokonać.

Ale jak to zrobić?

Trzeba wzmacniać psychikę. Przede wszystkim należy być ostrożnym, należy się stosować do obowiązujących zaleceń, separować od innych. My, przyznaję, 75 lat temu nie byliśmy ostrożni, narażaliśmy się bezpośrednio, a nawet z zapałem na niebezpieczeństwo, jakie niosło życie, ale to dlatego, że tak bardzo pragnęliśmy wolności. To, co dawało nam wewnętrzną siłę, to poczucie jedności, wręcz radość z tego, że byliśmy razem, na dobre i na złe. Dziś jestem wzruszona okazywaną mi troską, pomocą, zainteresowaniem. Mimo że wszyscy jesteśmy skazani na izolację, odosobnienie, obudziło się w społeczeństwie poczucie solidarności, chęć niesienia pomocy. Ta wspólnota może nas uleczyć w sensie moralnym i psychicznym, poczucie wspólnoty ma nieograniczoną moc. Kiedy myślę o tej powszechnie obowiązującej kwarantannie, w której przyszło nam teraz funkcjonować, to wspominam los ludności cywilnej w czasie powstania, 63 dni stłoczeni, w ciemnych, ciasnych piwnicach, bez światła i wody, głodni, przerażeni, a jednak cierpliwie znosili swój los. Warto sobie to dziś uświadomić. Przypomnieć trudne chwile z historii. Że jednak można przetrwać i najtrudniejszy czas. Takie myślenie wzmacnia psychikę. Jak się pozbyć lęku, pyta pani? To kwestia woli. Ona powinna zadziałać teraz ze wzmożoną siłą. Każdy z nas odczuwa niepokój, ale jednak jest różnica między lękiem a niepokojem. Niepokój pojawia się w obliczu realnego niebezpieczeństwa, mobilizuje do walki, czyni nas gotowym do działania, lęk wyzwala myślenie irracjonalne, niemoc, lęk paraliżuje.

W tych dniach towarzyszy nam też panika.

To jest stan mi zupełnie obcy. W czasie powstania mogliśmy się spodziewać, że mieszkańcy Warszawy ulegną panice. Nic takiego się nie stało. Ludność cywilna, mimo że poniosła tak ogromną ofiarę, stanęła na wysokości zadania. Czuli się zagubieni i przerażeni, nawet niektórzy buntowali się, ale o panice nie było mowy. Poza tym panika dezorganizuje, nie prowadzi do niczego dobrego. Nie dajmy się panice!

Każda wojna ma swoich bohaterów.

Dziś są nimi lekarki, lekarze, pielęgniarki, pielęgniarze, laborantki, laboranci, wszyscy pracownicy służby zdrowia. To pierwsza linia frontu. My musimy ich wspierać. Pracują w niesłychanie trudnych warunkach. Chylę czoła. Wielkie uznanie. To walka wręcz, w obliczu niewidzialnego wroga. Najtrudniejsza.

W czasie powstania ludność cywilna też ruszała do pomocy.

Odczuwaliśmy to wsparcie. Byliśmy wzruszeni. Teraz społeczeństwo niejako wskrzesza to bycie razem. Trzeba wzbudzać w sobie optymistyczne tendencje, choć sytuacja, ta która jest i ta która jeszcze przed nami, może niepokoić. Może nawet wprowadzać nas w stan depresyjny. Przed tym trzeba się absolutnie bronić. Musimy w sobie wypracowywać wewnętrzną dzielność, chęć niesienia pomocy, poczucie solidarności. I to w społeczeństwie dziś się dzieje. Doświadczam tego.

Dobrze by było, gdyby ta wspólnota przetrwała także w czasie, gdy wroga uda się już pokonać.

Po 75 latach od powstania, nasza, jego uczestników, wspólnota wciąż trwa. Przyjaźnimy się, troszczymy się o siebie, zwłaszcza że z roku na rok jest nas coraz mniej... Bardzo przeżywamy te rozstania... Oczywiście, żyjemy dziś w innych czasach. Ale pewne analogie jednak dostrzegam. Może młode pokolenie powinno się wzorować na naszej dzielności, trudzie życia, które z otwartym czołem pokonujemy. Często mówię młodym, by walczyli o dobrą przyszłość. A jest o co walczyć.

Jedność, która wciąż was, powstańców scala, trwa, bo budowaliście ją na doświadczeniach wojny. A to, jak kiedyś powiedziała pani, trwały fundament.

Jak każde trudne doświadczenie życia - wzmacnia. Dziś oceniam społeczeństwo pozytywnie. Są, oczywiście, ludzie, którzy nie wytrzymują, ulegają lękowi, prowokują niewłaściwe zachowania, ale, by przetrwać, musimy się zjednoczyć. Punkt ciężkości polega na tym, by ukierunkować pracę służby zdrowia w kierunku praktycznego zabezpieczenia przed rozwojem choroby. To punkt ciężkości tego czasu.

Czas, który przeżywamy, będzie, zapewne, przełomowy dla wielu ludzi.

Mówi się, że świat po tej zarazie się zmieni. Prawdopodobnie tak się stanie, bo zmienność jest nieodłącznym warunkiem trwania na tej planecie. Jak dalece i w jakim zakresie te zmiany nastąpią, trudno powiedzieć. Na pewno ludzie nauczą się przyjaźnie do siebie uśmiechać. Ale i... często myć ręce. I generalnie dbać o higienę i odporność fizyczną. A siła fizyczna dobrze wpływa na psychikę. Siła psychiczna z kolei sprawia, że łatwiej jednoczyć się w poczuciu wspólnoty. Z całym światem. Bo dziś cały świat jest chory. Podniesienie się po takich przeżyciach będzie trudne i długotrwale, ale podnieść się trzeba. I jakiekolwiek warunki nastaną, musimy się do nich przystosować. Przystosować się, jednocześnie zachowując swój indywidualizm, swoje marzenia. Z tego nigdy nie można rezygnować. Tak jak nigdy nie można tracić nadziei. Nigdy.

Kwarantanna narodowa, na którą tak wielu narzeka, to chyba też szansa. Lekcja, podczas której - wbrew pozorom - można nauczyć się bliskości w kontaktach z innymi, ale i bycia z samym sobą.

To szalenie ważne. Jak czuć się dobrze z sobą? To trzeba w sobie wypracować zawczasu, to inwestycja na przyszłość. Nawet w kontaktach z innymi wciąż, nawet w najcięższych chwilach, należy siebie ubogacać. Ubogacać w wartości nieprzemijalne, czułości, troski wobec ludzi, dobra, prawdy. Bez względu na to w jakim świecie będziemy żyli, one są nieśmiertelne.

Śpimy coraz gorzej. Dieta pomoże?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Nie byłoby już epidemii gdyby rządy zamknęły na miesiąc kraje. nie byłoby tego wszystkiego co się dzieje we Włoszech, Hiszpanii ... Ważniejszy jest biznes, mimo że ekonomiści jasno się wypowiedzieli - szybkie zduszenie epidemii to małe straty i szybki ponowny start gospodarek. Ale to co robią rzządy jest chyba na zamówienie bandyckich korporacji które dysponując nieograniczoną kasą i poza prawnymi możliwościami wykupują teraz resztę świata a potem przejmą wszystko łącznie z władzą nad całą Planetą.

Dodaj ogłoszenie