Lechia Gdańsk zremisowała z Pogonią Szczecin! Najlepszy start w historii klubu! [ZDJĘCIA]

Paweł Stankiewicz
Piłkarze Lechii Gdańsk nie przegrali siódmego kolejnego meczu w tym sezonie w T-Mobile Ekstraklasie. To wyczyn historyczny dla biało-zielonych, bo dotychczas taka seria wynosiła sześć spotkań. Gdańszczanie zremisowali w Szczecinie z Pogonią 1:1, ale nie byli szczęśliwi po końcowym gwizdku sędziego. Nie dość, że nie wykorzystali rzutu karnego, to wyrównującego gola stracili w drugiej minucie doliczonego czasu gry. Ten remis był jak porażka dla Lechii i zwycięstwo dla Pogoni.

- Mamy swój plan na ten mecz - zapewniał Michał Probierz, trener Lechii.

Szkoleniowiec biało-zielonych przed wszystkim zaskoczył podstawowym ustawieniem. O ile można było spodziewać się tego, że Christopher Oualembo zastąpi Adama Pazio, a Piotr Grzelczak zagra za Przemysława Frankowskiego, to już posadzenie na ławce Marcina Pietrowskiego, a postawienie na Macieja Kostrzewę było niespodzianką.

Startujemy z naszym profilem na Twitterze. Czas rozruszać serwis i pokazać, że 140 znaków wystarczy, by oddać sportowe emocje.

— Sport DB (@baltyckisport) September 8, 2013

Widać było, że drużyna Lechii jest bardzo dobrze ustawiona na boisku, do tego grała agresywnie i mądrze. Pogoń wolą walki też nie ustępowała, więc sędzia często musiał sięgać po żółty kartonik. Mecz idealnie jednak ułożył się dla gdańskiego zespołu, bo po akcji Pawła Buzały z Piotrem Wiśniewskim i świetnym dośrodkowaniu tego drugiego Piotr Grzelczak strzałem z pierwszej piłki dał Lechii prowadzenie. To była idealna sytuacja, bo nasi piłkarze mogli kontrolować mecz, czekać na to co zrobią rywale i szukać okazji do kontr, aby podwyższyć prowadzenie. I była taka okazja, ale Buzała nie ograł obrońcy Pogoni, a mógł znaleźć się w sytuacji sam na sam z Radosławem Janukiewiczem. Pogoń też groźnie atakowała, ale bardzo pewnie spisywał się Sebastian Małkowski.

W drugiej połowie trener Dariusz Wdowczyk postawił wszystko na jedną kartę i Pogoń zagrała na dwóch napastników, bowiem do Marcina Robaka dołączył Donald Djousse zmieniając Bartosza Ławę. Taka roszada dawała oczywiście biało-zielonym jeszcze większe możliwości w grze z kontrataku. I Lechia szybko mogła dobić rywala, a na miano antybohatera zapracował Wiśniewski. Po faulu na Sebastianie Maderze sędzia podyktował rzut karny, ale słaby i sygnalizowany strzał "Wiśni" bez problemu obronił Radosław Janukiewicz.

- Trudno powiedzieć czy byśmy przegrali, gdyby Lechia wykorzystała rzut karny. Nie wiemy jak mecz dalej by wyglądał. Cieszę się jednak, że obroniłem i też dałem kolegom kopa, aby dalej walczyli o korzystny wynik. Przed meczem remis by nas nie ucieszył, a teraz inaczej podchodzimy do tego wyniku - przyznał Janukiewicz.

To nie był koniec złych chwil Wiśniewskiego. Kilkadziesiąt sekund później zmarnował wyśmienitą okazję, kiedy po podaniu Buzały znalazł się sam przed bramkarzem Pogoni, a potem sfrustrowany dostał żółtą kartkę i został zmieniony przez trenera Probierza. Lechia wyprowadzała kolejne kontry, ale zawodnikom brakowało precyzji pod bramką rywala. Pogoń atakowała coraz groźniej, ale świetnie bronił Małkowski. W doliczonym czasie gry jednak i on był bez szans, kiedy Takafumi Akahoshi zdobył gola, którym zabrał gdańszczanom jakże cenne dwa punkty, które były już na wyciągnięcie ręki. Biało-zieloni pretensje mogą mieć jednak tylko do siebie.

- Szkoda zmarnowanego karnego i potem kolejnej sytuacji Piotrka. Mogliśmy strzelić drugiego gola i wygrana byłaby blisko. A tak, to Pogoń poczuła krew. Szkoda straconych punktów, bo graliśmy dobrze i realizowaliśmy to wszystko, co sobie założyliśmy. Przed nami mecz z Zawiszą i musimy go wygrać - powiedział Jarosław Bieniuk, kapitan Lechii.

Wcąż trwa jednak świetna passa podopiecznych trenera Probierza. Lechia nie przegrała już siedmiu kolejnych meczów w T-Mobile Ekstraklasie, a ośmiu jeśli dodamy do tego jeszcze Puchar Polski. I w każdym z tych spotkań strzelała gola. Musi jednak koniecznie popracować nad koncentracją w końcówkach spotkań. Bo tak gdańszczanie stracili już cztery punkty w tym sezonie. Zwycięstwa w doliczonym czasie gry uciekły z Podbeskidziem i Pogonią. Swoje święto w Szczecinie mieli Grzelczak i Pietrowski, bo po raz setny zagrali w ekstraklasie. Ten pierwszy uczcił to golem. Smutny może być za to Paweł Dawidowicz, bo za kartki nie zagra z Zawiszą.

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gdańszczanin

Takiego frajerstwa dawno nie widziałem. Większość kopaczy Lechii ma naturę płochliwego zająca, zamiast lisa czy wilka. Skubnąć trochę soczystej koniczyny (strzelić gola) a później kryć się w norze wystawiając tylko uszy. Zamiast rzucić się jeszcze do ataków i dobić rywala, to od końcówki pierwszej połowy trwała obrona Częstochowy. Abstrahuję od postawy paralityka Wiśniewskiego, który rzut karny wykonał najgorzej jak można. Zamiast kropnąć z całej siły w górną część bramki, choćby nawet w sam środek, tak jak robi się to w Europie, pajac podał bramkarzowi piłkę leciutkim "strzałem" 1,5 metra od słupka. Techniczny wirtuoz się znalazł. Moja teściowa lepiej by tego karnego strzeliła. Później miał kolejną "setkę", z której nawet nie trafił w bramkę. Natomiast pozostała większość zespołu, oprócz Matsui, to takie typowe szaraki, bojące się poderwać do zdecydowanej walki wręcz, bez sportowej agresji, bez charakteru. Bojaźliwe, zakompleksione towarzystwo bez instynktu "sportowego zabójcy". Takie właśnie typowe, płochliwe zające. Jedynym wilkiem w tym zespole jest na razie trener Probierz, ale czy on jest w stanie przewartościować mentalność tych szaraków?

K
KibiC

Nie wykorzystane 3 setki , w tym karny, inwalidzi na lewej obronie, wybijanie piłki byle dalej od bramki, to dobrze nie rokuje.Do tego strach w oczach u niektórych piłkarzy.
Świetny bramkarz i para stoperów uratowała Lechię przed stratą 3-ch punktów.

Dodaj ogłoszenie