reklama

Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin 1:0 (0:0). Emocje na trybunach

Paweł StankiewiczZaktualizowano 
Franciszek Smuda to doskonały taktyk i motywator
Franciszek Smuda to doskonały taktyk i motywator Piotr Krzyżanowski
Szczęście sprzyja lepszym. Lechia wreszcie zdobyła trzy punkty na własnym stadionie wygrywając z Zagłębiem Lubin 1:0 (0:0). Zwycięski gol dla biało-zielonych padł w 89. minucie spotkania, po samobójczym strzale głową Michała Łabędzkiego, byłego piłkarza Arki Gdynia. To druga wygrana gdańszczan w tym sezonie przed własną publicznością.

Kibice Lechii Gdańsk i Zagłębia Lubin poparli apel Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszenia Kibiców, aby w pierwszej połowie na wszystkich stadionach ekstraklasy i pierwszej ligi nie było dopingu. Tak też było w Gdańsku. A do tego nie zabrakło flag. Kibice biało-zielonych wywiesili transparenty z hasłami m.in. "Miłość do ojczyzny naszym prawem", "5000 zł cena patriotyzmu" czy już z dobrze znanym "17.09.1939 - czwarty rozbiór Polski". W drugiej połowie zaczął się już normalny doping.

Trener Tomasz Kafarski już w tygodniu zapowiadał zmiany w składzie. I słowa dotrzymał. Najpierw w kadrze meczowej Jakuba Zabłockiego zastąpił Paweł Buzała. A jeśli chodzi o podstawowy skład to zmian było już więcej. Zgodnie z przewidywaniami miejsce na ławce rezerwowych Paweł Nowak, a jego miejsce na boisku zajął Andrzej Rybski. Ten piłkarz zagrał jednak jako napastnik, obok Ivansa Lukjanovsa. Tym samym po raz pierwszy w tym sezonie trener Kafarski zdecydował się na grę dwoma napastnikami od początku spotkania. Druga zmiana dotyczyła bramkarza. Za Mateusza Bąka tym razem zagrał Paweł Kapsa.

- Mateusz bronił raz lepiej, raz gorzej. Nie tylko w ostatnim spotkaniu w Warszawie przytrafiały mu się błędy. A Paweł bardzo solidnie i ciężko pracuje na treningach i postanowiłem dać mu szansę - mówił przed meczem trener Kafarski.

Pierwsza połowa meczu była bardzo słaba. Oba zespoły prześcigały się w popełnianiu błędów. Było bardzo dużo niedokładności, tempo gry było spacerowe, a sytuacji bramkowych brakowało. Lechia praktycznie nie miała okazji bramkowej, nie licząc niecelnego strzału głową Andrzeja Rybskiego. Zagłębie mogło objąć prowadzenie przy asyście Kapsy. Z rzutu wolnego strzelał Costa Nhamoinesu i błąd popełnił bramkarz biało-zielonych, któremu piłka wypadła z rąk i na szczęście dla Lechii wyleciała obok słupka na rzut rożny. Całe szczęście, że to nie było na środku bramki, bo z całą pewnością piłka wylądowałaby w bramce gdańskiego zespołu.

W drugiej połowie Lechia zaczęła grać lepiej i bardziej zdecydowanie ruszyła do ataku. Gdańszczanie szukali swoich szans, ale mieli problemy ze stworzeniem zagrożenia pod bramką Zagłębia. Brakowało dokładności i ostatniego podania. Lechia mała sporo stałych fragmentów gry, z których jednak nic nie wynikało. Wreszcie w 89. minucie szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy. Wreszcie dobrze dośrodkował Marcin Kaczmarek, a naciskający Ivans Lukjanovs zmusił do błędu Michała Łabędzkiego, głową wpakował piłkę do własnej bramki. Gracze Zagłębia sygnalizowali faul gdańskiego napastnika, ale sędzie uznał gola. Nerwy udzieliły się doświadczonemu piłkarzowi z Lubina Piotrowi Świerczewskiemu, który kilkadziesiąt sekund później dostał czerwoną kartkę za uderzenie łokciem Lukjanvsa. A gol samobójczy Łabędzkiego to bramka zdobyta przez Lechię po 304. minutach zastoju strzeleckiego.

Gdańszczanie po meczu odetchnęli z ulgą. Zawsze cieszy wygrana, kiedy gra nie układa się najlepiej.

- Zasłużyliśmy na tego gola. W drugiej połowie atakowaliśmy i szukaliśmy swoich szans na zwycięstwo w tym spotkaniu. Najważniejsze, że ta upragniona bramka padła i zdobyliśmy trzy punkty. Zdaję sobie sprawę, że z dokładnością było różnie, ale najważniejsze, że to jedno dobre dośrodkowanie przyniosło nam zwycięskiego gola - powiedział Marcin Kaczmarek.

- Nie rozumiem jak sędzia mógł uznać tę bramkę. Chciałem wybić piłkę, a napastnik Lechii wpadł na mnie z całym impetem. Może gospodarze byli lepsi w tym meczu, ale jednak ten remis należał nam się w Gdańsku - stwierdził z kolei Łabędzki.

Lechia Gdańsk - Zagłębie Lubin 1:0 (0:0)

Bramki: 1:0 Michał Łabędzki (89-samobójcza).

Lechia: Kapsa - K. Bąk, Manuszewski, Wołąkiewicz, Mysona - Rogalski, Surma (72 Nowak), Bajić (83 Pietrowski), Kaczmarek - Rybski (60 Buzała), Lukjanovs.

Zagłębie: Ptak - Kapias I, Jasiński, Łabędzki, Costa - M. Bartczak (90 Plizga), Świerczewski I 90 min., Ekwueme - Hanzel (88 Jackiewicz), Micanski - Traore.

Żółta kartka: Kapias (Zagłębie).

Czerwona kartka: Świerczewski (Zagłębie, 90) - za uderzenie bez piłki.

Sędziował: Marcin Szulc (Warszawa).

Widzów: 9000.

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie