Lechia Gdańsk się odbudowuje. Jaki jest cel trenera Thomasa von Heesena?

Paweł Stankiewicz
Anatol Chomicz
Lechia zaczęła sezon od dwóch porażek - u siebie z Cracovią i w Poznaniu z Lechem. Potem był remis z Pogonią Szczecin i wielkie rozczarowanie. Drużyna, która dysponuje silną kadrą na papierze i miała należeć do czołówki ligi, była z jednym punktem na koncie po trzech kolejkach.

W Lechii polską myśl szkoleniową zastąpiła niemiecka, a nowym trenerem został Thomas von Heesen, który wcześniej doradzał Franzowi Josefowi Wernze. Początki były trudne, a nowy szkoleniowiec musiał lepiej poznać piłkarzy. Lechia nie mogła sobie poradzić z Koroną Kielce, a potem doznała porażek w lidze z Piastem Gliwice i w Pucharze Polski z Legią Warszawa.

Gra zespołu nadal wyglądała źle, była i bez wyrazu, i bez pomysłu. Problemem było przeprowadzanie składnych akcji, a jak były już sytuacje, to szwankowała skuteczność. Zresztą ten problem ciągnął się od dłuższego czasu.

Niemiecki szkoleniowiec biało-zielonych był zaskoczony formą fizyczną niektórych swoich podopiecznych. Nie załamywał jednak rąk i wierzył, że ta drużyna będzie grała coraz lepiej. To samo powtarzali sami piłkarze, choć widać było, że nie byli w najlepszej kondycji psychicznej po kolejnych nieudanych meczach.

Ostatnio jednak wreszcie coś drgnęło. Nadal Lechia nie gra idealnie, ale widać poprawę i światełko w tunelu.

- W tej drużynie wciąż są duże rezerwy. Dziś gramy może na 30 procent naszych możliwości - mówił von Heesen po meczu w Białymstoku.

Biało-zieloni pokazali w drugich połowach meczów z Zagłębiem Lubin i Jagiellonią, że potrafią grać w piłkę, tworzyć zgrany zespół i strzelać gole. W tych dwóch połowach trafili aż sześć razy do bramki rywala, a to przyniosło dwa cenne zwycięstwa, które pozwoliły drużynie odbić się w środkowe rejony tabeli. Trener von Heesen chce, żeby Lechia grała odpowiedzialnie taktycznie, ale też ofensywnie, żeby kreowała sytuacje bramkowe i dążyła do strzelania goli.

Szkoleniowiec biało-zielonych czeka na powrót do swojej dyspozycji Sławomira Peszki, Gersona, Sebastiana Mili i Milosa Krasicia, a wówczas gra zespołu powinna wyglądać jeszcze korzystniej. A przecież w odwodzie pozostaje Michał Chrapek, który w rezerwach pracuje nad tym, żeby się odbudować.

Więcej na ten temat przeczytasz we wtorkowym, papierowym wydaniu Dziennika Bałtyckiego z dnia 6.10.2015 r. albo kupując e-wydanie gazety.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
zico

TVH jeśli pokaże zawodnikom za co biorą pieniądze to stworzy drużynę. Jeśli nie będzie druga amica poznań.

K
KibiC

I tak metodą prób i błędów pan Mandziara wreszcie postawił na człowieka który dał nam trochę / na dziś/ uzasadnionej nadziei.
Czy nie czas na piekarzy w beretach, bo oni nowemu trenerowi są niepotrzebni a mogą szkodzić.

Dodaj ogłoszenie