Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów 0:0

Paweł StankiewiczZaktualizowano 
A. Arent- Mendyk
Lechia grała nieźle, miała kilka okazji bramkowych, całkowicie zdominowała zespół Ruchu, ale gola nie strzeliła. Widoczny jest brak wzmocnień w formacjach ofensywnych i strzelanie bramek to wciąż problem biało-zielonych. Za styl punktów nikt nie przyznaje, a gdańszczanie tylko zremisowali z zespołem z Chorzowa 0:0.

Kibice Lechii zapowiadali protest przeciwko działaniom zarządu klubu i słowa dotrzymali. Fani wywiesili dwie flagi i przez początkowy kwadrans prowadzili znakomity doping. W 12 minucie rzucili serpentyny na boisko i sędzia Radosław Trochimiuk z Ciechnowa musiał przerwać mecz na kilkadziesiąt sekund. Po kwadransie kibice biało-zielonych zdjęli flagi i całkowicie zaprzestali dopingu. Wywiesili jedynie dobrze już znany transparent "Szanuj kibica swego, bo nie będziesz miał innego".
Tomasz Kafarski, trener Lechii, zapowiadał, że drużyna wyjdzie na boisko w składzie bardzo zbliżonym do tego, w jakim zagrała przeciwko Villarreal.

- Możemy zagrać dokładnie w takim samym składzie. Wołąkiewicz? Może usiąść na ławce, bo Sergejs Kożans i Krzysztof Bąk zagrali bardzo dobrze z hiszpańskim zespołem - zapowiadał przed meczem Kafarski.

I Lechia zagrała dokładnie w takim samym składzie jak z Villarreal. Na ławce rezerwowych obok Wołąkiewicza usiedli m.in. Jakub Zejglic, Jakub Popielarz i Rafał Janicki, którzy mieli szansę na debiut w ekstraklasie. I Zejglic na boisku pojawił się w 81 minucie spotkania.

A Ruch? Pomimo zapowiedzi trenera Waldemara Fornalika wyszedł na boisko w zestawieniu bardzo zbliżonym do tego z czwartkowego spotkania z Austrią w Wiedniu. Na boisku pojawiło się też dwóch piłkarzy dobrze znanych w Gdańsku. W bramce stał Krzysztof Pilarz, niegdyś zawodnik Lechii, a na prawej obronie zagrał Ariel Jakubowski, wychowanek Polonii Gdańsk. Jakubowski długo jednak nie pograł. W 21 minucie źle stanął, doznał kontuzji więzadeł krzyżowych i zastąpił go Krzysztof Nykiel.
Drużyny Lechii i Ruchu wyszły na boisko w kolorowych koszulkach. To symbol, że piłka nożna jest kolorowa, bez względu na wyznanie i kolor skóry. Od początku spotkania to biało-zieloni zdecydowanie dominowali na boisku. Gdańszczanie pokazali kilka fajnych akcji, ale brakowało ich wykończenia.

Bardzo dobrze w zespół wkomponowali się nowi zawodnicy - Brazylijczyk Deleu oraz Litwin Vytautas Andriuskevicius. Obaj pewnie grali na bokach obrony i nie pozwalali zawodnikom Ruchu na stwarzanie zagrożenia pod bramką Pawła Kapsy. Bardzo aktywny był Brazylijczyk, który włączał się do akcji ofensywnych, a w obronie skutecznie przerywał wszystkie zapędy Marcina Zająca. Już na samym początku Tomasz Dawidowski był bliski przejęcia piłki w polu karnym Ruchu i stworzenia zagrożenia pod bramką gości. Po kolejnych trzech minutach na strzał z dystansu zdecydował się Deleu i Pilarz końcami palców przeniósł nad bramkę piłkę, która idealnie zmierzała pod poprzeczkę bramki chorzowskiego zespołu.

Kolejne dwie szanse miał Wiśniewski. Boczny napastnik biało-zielonych zabrał piłkę Gaborowi Strace, ale jego uderzenie obronił Pilarz. Później "Wiśnia" próbował szczęścia strzałem z rzutu wolnego i bramkarz Ruchu odbił piłkę na róg. Ruch nie istniał. Podopieczni trenera Fornalika schowani na własnej połowie tylko bronili dostępu do bramki i nawet nie próbowali odważniej zaatakować. Widać było, że bezbramkowy remis w Gdańsku w pełni ich satysfakcjonował.

W pierwszej połowie Lechia przeprowadziła jeszcze dwie dobre akcje, z których mógł paść gol. W 35 minucie Dawidowski świetnie zwiódł obrońców rywali i kapitalnie podał do Pawła Nowaka, ale dośrodkowanie tego piłkarza zostało zablokowane. Trzy minuty później Deleu zagrał piłkę do Lukja- novsa, ten podał wzdłuż bramki, ale futbolówki nie sięgnął wchodzący wślizgiem Dawidowski. W pierwszej połowie goli nie było, ale biało-zieloni prezentowali się naprawdę korzystnie.

Po przerwie obraz gry nie uległ zmianie i wciąż to gdańszczanie byli stroną dominującą, choć z minuty na minutę coraz bardziej schodziło powietrze z biało-zielonych. Szans na zdobycie upragnionego gola jednak nie brakowało. W 51. minucie dynamiczną akcję przeprowadził Lukjanovs, ale żaden z zawodników nie doszedł do jego podania wzdłuż bramki gości. Pięć minut później piłkę zagrywał Nowak, a w polu karnym ręką zagrał ją Zając. Sędzia nie wskazał jednak na rzut karny, a na rzut rożny. Między 73 i 80 minutą biało-zieloni przeprowadzili aż trzy akcje, ale żadnej z nich nie potrafili zamienić na zwycięskiego gola. Najpierw Wiśniewski źle przyjął piłkę w polu karnym i obrońcy Ruchu zdążyli go zablokować. Jeszcze lepszą szansę miał Marko Bajić. Wiśniewski idealnie wrzucił mu piłkę z rogu, a Serb mając miejsce i czas posłał piłkę głową wprost w ręce Pilarza. A w 80 minucie Deleu znalazł się z piłką w polu karnym Ruchu i trafił w boczną siatkę.

Jeszcze w doliczonym czasie gry Dawidowski strzelił głową nad wychodzącym z bramki Pilarzem, ale też nad poprzeczką. Ruch ograniczył się do strzałów z dystansu Sebastiana Olszara i Michała Pulkowskiego, po których piłkę złapał jednak Kapsa.

Zdaniem trenerów
Tomasz Kafarski, trener Lechii Gdańsk
Nie takiego początku się spodziewaliśmy. Byliśmy nastawieni na grę ofensywną i widać było, że od raz zaatakowaliśmy zespół Ruchu. Były sytuacje i żal, że zabrakło nam skuteczności. Mogliśmy wygrać to spotkanie. Z drugiej strony cieszę się, że wyciągnęliśmy wnioski. W poprzednim sezonie przegraliśmy u siebie z Odrą, bo mieliśmy też przewagę i zapomnieliśmy o obronie. Teraz nie daliśmy się uśpić. To dopiero początek sezonu, a ten jeden punkt biorę jako dobrą monetę przed naszymi kolejnymi meczami ligowymi.
Waldemar Fornalik, trener Ruchu Chorzów
Nie będę oceniał po meczu, bo wszyscy doskonale widzieli, jak wyglądał. Lechia atakowała i liczyła na trzy punkty, ale nie daliśmy się pokonać. Ten remis, to dla nas cenny wynik. Nie byliśmy w tym spotkaniu w najlepszej dyspozycji. Każdy chce dobrze zacząć sezon i to również było naszym celem. Musieliśmy jednak uważać cały czas, bo gdańszczanie prezentowali się naprawdę dobrze i w każdej chwili mogli strzelić gola. Lechia jeszcze nie jednej drużynie krwi napsuje. Jestem zadowolony z gry zawodników, którzy u nas debiutowali.

Powiedzieli po meczu
Łukasz Surma, pomocnik Lechii Gdańsk
Tyle sytuacji i nic nie wpadło. Ten mecz to kserko choćby spotkania z poprzedniego sezonu z Polonią Bytom. Tam też sytuacji nie brakowało, a nie wygraliśmy. Żal straconych punktów. Może następnym razem powinniśmy trochę wciągnąć rywala na naszą połowę, a nie tak atakować, że cofnie się w swoją bramkę. Trzeba mieć technikę na poziomie ligi hiszpańskiej, żeby coś zrobić, a jeszcze nam do tego trochę brakuje. Ruch w ofensywie nie był w stanie dojść do sytuacji strzeleckiej. Mam nadzieję, że szybko skończy się protest kibiców, bo meczem powinien żyć cały Gdańsk.
Sebastian Olszar, napastnik Ruchu Chorzów

Lechia była zdecydowanie lepsza, widać że gdańszczanie byli dobrze dysponowani w tym meczu. Ten remis to wszystko, co mogliśmy zrobić w Gdańsku. Nie próbowaliśmy specjalnie atakować, bo widzieliśmy jak prezentują się gospodarze. Udało nam się utrzymać remis i cieszymy się z tego punktu. Pamiętajmy, że w czwartek graliśmy w Wiedniu, choć mieliśmy dobre warunki podróży, bo do Gdańska przylecieliśmy samolotem. Po odejściu Sobiecha i Niedzielana nie czuję na sobie presji. To są świetni napastnicy, ale każdy piłkarz jest inny.

Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów 0:0
Lechia: Kapsa - Deleu, Bąk, Kożans, Andriuskevicius - Bajić, Surma, Nowak (65 Buzała) - Wiśniewski (87 Pietrowski), Dawidowski, Lukjanovs (81 Zejglic).
Ruch: Pilarz - Jakubowski (24 Nykiel), Grodzicki, Sadlok, Bronowicki - Grzyb, Straka, Malinowski, Pulkowski (90 Lisowski), Zając - Olszar (66 Janoszka).
Żółte kartki: Bąk, Nowak, Dawidowski (Lechia) oraz Bronowicki, Straka (Ruch).
Sędziował: Radosław Trochimiuk (Ciechanów).
Widzów: 5500.

Więcej w poniedziałkowym wydaniu "Dziennika Bałtyckiego".

polecane: Wyniki wyborów parlamentarnych 2019

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie