reklama

Lechia Gdańsk nie dała szans Górnikowi Zabrze na zakończenie roku. Fajerwerki, Egy debiutuje i lider w Gdańsku [zdjęcia, wynik, relacja]

Paweł Stankiewicz
Lechia Gdańsk - Górnik Zabrze Fot. Piotr Hukało
Lechia Gdańsk rozbiła Górnika Zabrze 4:0 i zimę spędzi w fotelu lidera Lotto Ekstraklasy z trzema punktami przewagi nad Legią Warszawa i aż dziewięcioma nad Lechem Poznań i Jagiellonią Białystok. Biało-zieloni pozostają niepokonani od 28 września i zagrali czwarty kolejny mecz bez straconego gola. Bilans ostatnich 12 meczów w Lotto Ekstraklasie i Pucharze Polski to dziewięć zwycięstw i trzy remisy.

Piłkarze Lechii wychodząc na boisko wiedzieli, że Legia Warszawa wygrała w Sosnowcu z Zagłębiem i i wyszła na prowadzenie w tabeli Lotto Ekstraklasy. Biało-zieloni jednak nie mieli zamiaru oddawać pozycji lidera mistrzom Polski. Tym bardziej, że grając u siebie z Górnikiem mieli wszystko w swoich rękach. Przed meczem można było się zastanawiać jedynie, kto zastąpi pauzującego za żółte kartki Daniela Łukasika. Wydawało się, że to będzie Patryk Lipski. Jednak trener Piotr Stokowiec wybrał inny wariant przesuwając na skrzydło Flavio Paixao, do środka pomocy Rafała Wolskiego, a w ataku pojawił się Artur Sobiech. Jak się okazało, to były trafione decyzje szkoleniowca gdańskiego zespołu.

Lechia od początku spotkania dość zdecydowanie zaatakowała i dążyła do strzelenia gola. Już pierwsza akcja Lukasa Haraslina mogła zakończyć się golem, ale do piłki nie doszedł Artur Sobiech. Później w dobrej sytuacji znalazł się w polu karnym Filip Mladenović, ale zamiast podać na środek pola karnego oddał bardzo niecelny strzał. Koledzy z drużyny mieli do Serba sporo pretensji za tę akcję. W 14 minucie biało-zieloni zasłużenie objęli prowadzenie. Haraslin oddał strzał, Tomasz Loska odbił piłkę, ale piłkę do siatki posłał Sobiech. Dla Artura to czwarty ligowy gol w tym sezonie, a wcześniej popisał się hat-trickiem trzy miesiące temu w spotkaniu z Zagłębiem Lubin. Sobiech do tego dorobku dołożył jeszcze trafienie w Pucharze Polski z Resovią. Gdańszczanie mieli jeszcze kilka akcji w pierwszej połowie, ale grali zbyt indywidualnie, a przez to przepadły szanse na zdobycie bramki. Tak było chociażby po akcjach Mladenovicia czy Flavio Paixao.

W drugiej połowie Lechia zagrała już bardziej zespołowo i szybko rozstrzygnęła to spotkanie. W 51 minucie Adam Wolniewicz tak wybił futbolówkę głową, że trafiła pod nogi Rafała Wolskiego, a ten strzałem z pierwszej piłki pokonał Loskę. Cztery minuty później biało-zieloni wyszli ze świetną kontrą, a tym razem podającym był Sobiech, a akcję pewnym strzałem w długi róg wykończył Mladenović. Serb także strzelił swojego pierwszego gola w tym sezonie. W 70 minucie świetną okazję dla Górnika miał Igor Angulo, ale nie trafił w bramkę. Trzy minuty później Lechia dobiła rywali. O piłkę w pojedynkach główkowych powalczyli Joao Nunes i Konrad Michalak, a ostatecznie - także głową - piłkę do siatki skierował Flavio Paixao. Kapitan Lechii strzelił 12 gola w sezonie i jest współliderem klasyfikacji strzelców Lotto Ekstraklasy, wraz z Angulo.

Zaraz po tym golu sędzia Bartosz Frankowski musiał przerwać mecz na kilka minut. Wszystko przez fajerwerki, którymi popisywali się kibice biało-zielonych. Frankowski odesłał piłkarzy do szatni, ale po interwencjach Dusana Kuciaka, Paixao i Haraslina sytuacja na trybunach się uspokoiła i sędzia wznowił mecz.

W 82 minucie na boisku pojawił się Egy Maulana Vikri. Indonezyjczyk doczekał się debiutu w pierwszym zespole Lechii, bo dotąd grał tylko w rezerwach. Dwukrotnie starał się pokazać w ofensywie, ale raz jego dośrodkowanie nie zakończyło się strzałem, a potem przegrał pojedynek z obrońcą Górnika.

FIFA planuje znacząco zredukować liczbę piłkarzy, którzy mogą zostać wypożyczeni
Press Focus

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie