Lechia - był gol czy go nie było

Paweł Stankiewicz
Marcin Kaczmarek (z prawej) miał różne momenty, ale zaliczył asystę przy golu
Marcin Kaczmarek (z prawej) miał różne momenty, ale zaliczył asystę przy golu Tomasz Bołt
Lukjanovs czy Łabędzki trafił do siatki? Czy gol w meczu z Zagłębiem był prawidłowy? Lechia wreszcie się przełamała i zdobyła 3 punkty.

Lechia wreszcie się przełamała. W ostatnich trzech meczach gdańszczanie zdobyli tylko jeden punkt. Obok porażek z Wisłą Kraków i Legią Warszawa był remis ze Śląskiem Wrocław. Cieszyli się też kibice, którzy od pierwszej kolejki czekali na zwycięstwo swoich ulubieńców na stadionie w Gdańsku, czyli blisko dwa miesiące. Lechia wygrała bowiem na inaugurację sezonu z Arką Gdynia, a potem były już tylko porażki i remis. Piłkarze cały czas podkreślali, że chcą wreszcie wygrać u siebie i cel osiągnęli.

Składem Lechii fani nie mogli być zaskoczeni. Po słabszych wynikach Tomasz Kafarski, trener biało-zielonych, zapowiadał zmiany w składzie. I tak też się stało. Po raz pierwszy w tym sezonie Lechia rozpoczęła mecz dwoma napastnikami. Do grającego od początku sezonu Ivana Lukjanovsa dołączył Andrzej Rybski. Dla "Ryby" to był pierwszy występ od początku meczu w obecnych rozgrywkach. Gdańszczanie musieli wygrać to spotkanie, więc taka decyzja nie dziwi. Również można było się spodziewać, że na ławce rezerwowych usiądzie Paweł Nowak, który ostatnio grał słabiej.

- Na pewno się nie obrażę, jeśli trener podejmie taką decyzję. Jest rywalizacja o miejsce w składzie i trener ma prawo wyboru. Ja zrobię wszystko, aby zagrać - mówił przed meczem Nowak.
Piłkarz usiadł jednak na ławce rezerwowych, a na boisku pojawił się dopiero w drugiej połowie i trzeba przyznać, że wniósł ożywienie do gry Lechii.

Szkoleniowcy podjęli także decyzję o zmianie bramkarza. Broniący od początku sezonu Mateusz Bąk tym razem zajął miejsce na ławce rezerwowych, a po raz pierwszy w tym sezonie zagrał Paweł Kapsa.

- Mateusz miał różne interwencje. I to nie tylko w ostatnim meczu w Warszawie z Legią, ale także w poprzednich. Paweł bardzo ciężko pracował na treningach i zasłużył na to, aby otrzymać swoją szansę - wyjaśnił zamianę bramkarza trener Kafarski.

Sam mecz na pewno rozczarował. Kibice nieźle się wynudzili, bo sytuacji brakowych było jak na lekarstwo. Do tego musiała drażnić nieporadność i niedokładność z obu stron. Na pewno po grze Lechii bardziej było widać, że tej drużynie zależy na wygraniu tego meczu. Zagłębie z kolei do Gdańska przyjechało z nastawieniem na zdobycie jednego punktu i temu była podporządkowana cała gra. I trzeba przyznać, że podopieczni trenera Franciszka Smudy grali konsekwentnie, bardzo mądrze bronili dostępu do własnej bramki. W drugiej połowie lubinianie nawet strzelili gola, ale najpierw faulowany był Kapsa i sędzia Marcin Szulc z Warszawy słusznie tej bramki nie uznał.
A w samej końcówce szczęście uśmiechnęło się do biało-zielonych. To była 89. minuta spotkania.

Akcję rozpoczął z prawej strony Krzysztof Bąk, który zagrał na lewo do Marcina Kaczmarka, ten wrzucił piłkę przed bramkę, a wbiegający Ivans Lukjanovs wpadł na Michała Łabędzkiego, a piłka wylądowała w bramce gości. Wściekli gracze Zagłębia rzucili się w kierunku sędziego, domagając się faulu, a Łotysz cieszył się, że wreszcie zdobył pierwszego gola dla Lechii. Arbiter gola uznał.

- Nie rozumiem decyzji sędziego - mówił po meczu zdenerwowany Łabędzki. - Chciałem wybić piłkę i zawodnik Lechii wpadł na mnie z całym impetem. Faul był bezdyskusyjny i nie wiem, jak sędzia mógł tego nie widzieć. Nawet nie jestem w stanie stwierdzić, kto skierował piłkę do siatki. Wiem jednak, że ten gol nie powinien zostać uznany. Może Lechia była nieco lepsza, ale nam należał się remis w Gdańsku.
No właśnie. Ktoś strzelił gola? Powtórki wskazują, że Łabędzki samobója, ale innego zdania jest napastnik biało-zielonych.

- Jestem przekonany, że to ja ostatni dotknąłem piłki. I nie ważne, którą częścią ciała. Może był faul, ale sędzia uznał gola i cieszę się z pierwszego trafienia dla Lechii - przyznał szczęśliwy Lukjanovs.

Tomasz Kafarski, trener Lechii
- Mecz nie stał na wysokim poziomie. Na pewno denerwująca była nasza nieporadność w atakach. Wynikało to jednak z dobrej gry Zagłębia w środku pola oraz w defensywie. Zostaliśmy jednak nagrodzeni za cierpliwość. Do końca meczu dążyliśmy do strzelenia gola, a liczba dośrodkowań z naszej strony była naprawdę duża. Zresztą jedyną receptą była gra skrzydłami, gdzie mieliśmy więcej miejsca. Nie interesuje mnie historia strzelonej przez nas bramki. Sędziowie czasami popełniają błędy. Gdybym był na miejscu trenera Smudy, to na pewno czułbym się podobnie jak on. To nie oznacza, że teraz ma mi być przykro albo że nie mogę cieszyć się ze zwycięstwa.

Franciszek Smuda, trener Zagłębia
- To nie był mecz, który mógłby zachwycić kibiców. Poziom meczu nie był zbyt wysoki. Ja żałuję, że wynik tego spotkania wypaczył sędzia. My walczyliśmy w Gdańsku, aby zdobyć jakikolwiek punkt. Kiedy się jest na dnie tabeli, to każda zdobycz dla zespołu jest niezwykle cenna. I byliśmy bardzo blisko remisu z Lechią. Faul na Michale Łabędzkim przy golu dla Lechii był ewidentny. A do tego jeszcze Lukjanovs zagrał piłkę ręką. Byłem dobrze ustawiony i doskonale widziałem tę sytuację. Nie chcę za to oceniać sytuacji z czerwoną kartką dla Świerczewskiego, bo jej nie widziałem. Sędzia zadecydował tak, jak chciał.

Paweł Kapsa, bramkarz Lechii
- To był dla mnie świetny tydzień. Będę go wspominał bardzo dobrze. Najpierw urodziła mi się córeczka, potem wskoczyłem z powrotem do składu Lechii, wreszcie wygraliśmy mecz z Zagłębiem, a ja nie wpuściłem gola. Tylko się cieszyć. W sytuacji, w której sędzia nie uznał gola dla Zagłębia, byłem faulowany. Arbiter podjął słuszną decyzję. Najpierw obroniłem piłkę, a potem miałem już ją w rękach. Rywal trafił mnie w bark i tylko dlatego ją wypuściłem. Gol nie mógł być zatem uznany i sędzia zachował się jak najbardziej prawidłowo. Osobiście jestem zadowolony ze swojego występu i oceniam go pozytywnie. Choć faktycznie miałem w pierwszej połowie niezbyt udaną interwencję. Ja ten błąd zrzucam na brak ogrania. Ostatnio broniłem w poprzednim sezonie, w meczu z Piastem w Gliwicach.

Powrót na siłownię - na jakich zasadach?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tomil

Po meczu w Gdańsku rozgorzała spora awantura. Rozumiem Lubinian, ja też byłbym rozgoryczony po stracie wątpliwej bramki i to w samej końcówce. Ciekawe, że nawet sami piłkarze uczestniczący w akcji nie wiedzą kto zdobył tego gola, a powtórki telewizyjne nie rozwiązują problemu bo nic na nich nie widać. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że trener Smuda widział wszystko jak na dłoni. Najlepszą pozycję mieli kibice siedzący na "zegarze". I to oni wiedzą najlepiej co wtedy zaszło. Poza tym piłka nożna jest sportem kontaktowym, a to oznacza, że ciężko dociec prawdy w sytuacjach spornych. Sędzia jest tylko człowiekiem. Poza tym po raz kolejny sprawdza się przysłowie mówiące o tym, że ściany sprzyjają gospodarzom. Brawo Lechio!!!

Dodaj ogłoszenie