LATO'39: Filmy o pięknie polskiego Wybrzeża i Gdańsku. Morskie fale, z których wynurza się napis „KONIEC” [zdjęcia, wideo]

Gabriela PewińskaZaktualizowano 
Mieczysław Bilażewski podczas filmowania regat żeglarskich w Orłowie, sierpień 1939. „Szlakiem mew” kręcił własną, niewielką kamerą zwaną pieszczotliwie „klamotką” NAC
Film „Polska w Gdańsku” z 1939 roku, wraz z dwoma innymi polskimi obrazami, został wytypowany na pierwszy festiwal filmowy w Cannes. Miał odbyć się we wrześniu 1939 roku... Impreza nie doszła do skutku, z wiadomych względów. Teraz, po 80 latach zostanie reaktywowana - mówi Grzegorz Rogowski z Filmoteki Narodowej Instytutu Audiowizualnego.

Zacznijmy od filmu z lata 1938 roku. To [b]„Szlakiem mew”. Na ekranie gwiazdy przedwojennego kina: Elżbieta Barszczewska, Mieczysław Milecki, Stefan Hnydziński i słynne tancerki Alicja Halama i Ziuta Buczyńska. Jest i malarz Wojciech Kossak w swojej pracowni. Miejsce akcji: Pomorze, Orłowo, Gdynia, Jastarnia, Jurata, Hel, Rozewie, Jastrzębia Góra.
Kamera filmuje morze, łódki, nabrzeże portowe. W obiektywie piękne plażowiczki, muskularni plażowicze, dancing w porcie i kot, który siedzi przy nadmuchiwanym krokodylu. Dziewczyny grają w tenisa ziemnego, Kossak z fajką maluje obraz na sztaludze, a zjawiskowa tancerka wiruje na piasku. Obraz wieńczy widok na morskie fale, z których wynurza się napis: „KONIEC”.

Dokument ów był filmem typowo propagandowym, efektem zapoczątkowanej już po odzyskaniu niepodległości polityki, która miała sławić piękno polskiego Wybrzeża. Kąpiel w polskim Bałtyku była niemal patriotycznym obowiązkiem. Głosiła to prasa, opowiadało o tym kino. Wystarczy wspomnieć choćby słynny, fabularny „Zew morza” z 1927 roku, czy kolejny niemy obraz, kręcony w Gdyni, „Wiatr od morza” z gwiazdami Malicką, Bodo i Brodziszem. Potem powstało mnóstwo kolejnych, już dźwiękowych obrazów, „Rapsodia Bałtyku” czy „Sygnały” z 1938 roku.

KLIKNIJ I ZOBACZ FILM!
Wideo w Repozytorium Cyfrowym FINA

W „Sygnałach” niejaka Marta nie znajduje szczęścia w związku ze złodziejem o imieniu Filip. Zawiedziona postanawia od niego uciec, wsiada na płynący do Polski statek, który ulega katastrofie. Większość pasażerów ginie, a Martę ratuje gdyński latarnik. Romantyczne…

Propagandówka „Szlakiem mew” to inny nastrój. W filmie tym mamy wszystko to, co lubił jego twórca Mieczysław Bilażewski.

Co lubił?

Morze i to, co z morzem związane. Wcześniej nakręcił obraz „Port gdyński”, „Gdynię - Orłowo”, a w 1939 - na chwilę przed wybuchem wojny film „Polska w Gdańsku”. Wymowę tego obrazu może podsumować jedno ze zdań w finale: „Gdańsk był, jest i pozostanie związany z Polską”.

To jak odpowiedź na niemiecką krótkometrażówkę „Gdańsk; miasto z morza i sztormu” wytwórni Tobis.

To czas, gdy w wolnym mieście ostentacyjnie powiewały flagi ze swastykami i było oczywiste, w jakim celu Bilażewski kręci obraz o polskości Gdańska. Co ciekawe, film ten, wraz z dwoma innymi polskimi obrazami, został wytypowany na pierwszy festiwal filmowy do Cannes. Miał odbyć się we wrześniu 1939 roku... Impreza nie doszła do skutku, z wiadomych względów. Co jeszcze ciekawsze, po 80 latach, we wrześniu we francuskim Orleans, mieście pomysłodawcy festiwalu Jeana Zaya, zostanie odtworzony ten nigdy nie zaistniały festiwal sprzed wojny. Organizatorzy zamierzają pokazać wszystkie filmy, które wtedy nie mogły zostać zaprezentowane.

Co wiemy o Mieczysławie Bilażewskim?

Przed wojną miał w Warszawie swoje słynne atelier fotograficzne. Lubili tam bywać aktorzy. Robił im sesje, fotosy. W witrynie zakładu wisiały zdjęcia Hanki Ordonówny czy Eugeniusza Bodo. W środowisku gwiazd kina był osobą znaną i lubianą. Stąd tak liczny udział popularnych aktorów w filmie „Szlakiem mew”. Nie sadzę, by im za ten udział płacił, bo filmy krótkometrażowe miały bardzo skromny budżet. Na ekranie Tola Mankiewiczówna je lody, Alicja Halama buja się na huśtawce, a aktorka Elżbieta Barszczewska czyta książkę na plaży.

To zresztą książka Maxa Branda, amerykańskiego pisarza i dziennikarza, który w czasie drugiej wojny światowej był korespondentem wojennym we Włoszech. Tam zginął.

Swoją wojenną historię ma Elżbieta Barszczewska. W czasie okupacji pracowała jako kelnerka w kawiarni „U aktorek”, brała udział w konspiracyjnym życiu teatralnym. Do 1939 roku była gwiazdą kina, po wojnie nie trafiła już na ekran.

Brylujący na plaży w filmie „Szlakiem mew” Stefan Hnydziński we wrześniu 1939 roku zostaje ranny podczas bombardowania Teatru Narodowego. Wkrótce umiera. Z kolei prężący muskuły nad morzem Mieczysław Milecki w czasie wojny był żołnierzem Armii Krajowej, walczył w powstaniu warszawskim.

Przed wojną byli szalenie popularni. Podobnie jak reżyser tego filmu, a jednocześnie aktor o uzdolnieniach parodystycznych, które wykorzystywał w audycjach radiowych. Równie świetnie naśladował głosy zwierząt co timbre aktorów. W filmie „Szlakiem mew”, który kręcił własną, niewielką kamerą zwaną pieszczotliwie „klamotką”, wszystko robił sam. Był scenografem, autorem scenariusza, do tego w ścieżce dźwiękowej podkładał głos psu, który szaleje na plaży. Mówiło się o nim „polski Chaney”, a słynny Lon Chaney, przypomnijmy, to hollywoodzka gwiazda kina niemego zwany człowiekiem o tysiącu twarzach. Bilażewski słynął z wygłupów, miał też swój popisowy numer. Kiedy przemierzał ulice na rowerze, uwielbiał prowokować panie spacerujące z pieskami na smyczy. Podjeżdżał wtedy bliżej, udając skowyt rozjechanego psa, czym doprowadzał właścicielki czworonogów do szału. Złorzecząc biegały za nim po całej Warszawie.

Co robił Bilażewski w czasie wojny?

Utrzymał swoje fotograficzne atelier. Ale zarabiał też, będąc fotografem kontrolowanych przez władze niemieckie jawnych teatrów, dokumentował życie codzienne Warszawy, a także niemieckie uroczystości. Niedawno odkryto, że na zamówienie propagandy niemieckiej robił zdjęcia w warszawskim getcie. Dość drastyczne, kontrowersyjne to ujęcia.

Film „Szlakiem mew” emitowany jest na stronie Filmoteki Narodowej bez dźwięku.

Kopia dźwiękowa zachowała się, ale jeszcze nie została zdigitalizowana. Póki się to nie stanie, film pozbawiony jest, niestety, swojego ładunku komicznego. Tymczasem Bilażewski opowiadał, że zależało mu na kontrastach w tym filmie. Choćby w scenie wyborów miss gdyńskiej plaży. Tu laureatka tytułu triumfuje na ramionach panów, publika krzyczy: Niech żyje, niech żyje! I nagle stop-klatka, widzimy miss, która nie ukrywa, jak jest tym wszystkim umęczona, jak ma wszystkiego dosyć, a tu jeszcze musi pozować do kamery… Te kontrasty to też ukazanie, z jednej strony, plaż pełnych szczęśliwych turystów, z drugiej to nostalgiczne ujęcia morza w aureoli zachodzącego słońca, gdy to zmęczony letnikami Bałtyk wraca do natury. Co trzeba zaznaczyć, producent „Szlakiem mew”, prawdopodobnie brat reżysera Witold Bilażewski, tłumaczył, czemu służyły tamte kręcone pod koniec lat 30. krótkometrażówki. Podkreślał, że w Polsce, zwłaszcza nad morzem, nie brakuje pięknych miejsc, które można wykorzystać propagandowo. Toteż udostępniał je. Także za granicą. Wcześniejszy film pt. „W gdańskim porcie” był pokazywany w niemieckiej, francuskiej, a nawet węgierskiej wersji językowej. Zresztą wyświetlane w polskich kinach przed głównymi seansami propagandowe filmiki dla wielu rodaków były jedyną okazją, by zobaczyć naszą przedwojenną polską riwierę.

Wyruszały z niej, tuż przed wybuchem wojny, w wielki świat słynne polskie transatlantyki.

Na statku M/S Chrobry 29 lipca 1939 roku wypływa z Gdyni do Argentyny, wśród tysiąca innych pasażerów, Witold Gombrowicz. Towarzyszy mu przyjaciel, też literat Czesław Straszewicz. Ich obecność niejako nadawała rangę temu prestiżowemu rejsowi. Bo też pierwsze rejsy luksusowych transatlantyków były niezwykle spektakularne. Zapraszano gwiazdy i ludzi ze świata wielkiej polityki.

Pisze Gombrowicz w „Dzienniku”: A gdy na „Chrobrym” mijałem brzegi niemieckie, francuskie, angielskie, wszystkie te ziemie Europy zastygłe w lęku nieurodzonej jeszcze zbrodni, w klimacie duszącym oczekiwania, zdawały się krzyczeć: bądź lekkomyślny, nic nie znaczysz, nic nie zdziałasz, jedyne co ci pozostało to pijaństwo! Upijałem się przeto na swój sposób, to jest niekoniecznie alkoholem - ale płynąłem pijany, doszczętnie prawie zamroczony”.

Wiosną 1939 roku w bardzo drogi prestiżowy rejs nad Morze Śródziemne wypłynął z Gdyni M/S Piłsudski. Niby mało kogo było na taką podróż stać, ale kabiny były zapełnione. W jeden z ostatnich rejsów wycieczkowych tym statkiem, latem 1939 wyruszyła też Hanka Ordonówna, która ledwo co wróciła z tournée po Ameryce M/S Batorym, na którego pokładzie poznała oficera Jana Strzembosza. Zrodził się gorący romans. Oficer miał jednak żonę, a Ordonka była już od pewnego czasu panią Tyszkiewicz. To jednak nie przeszkodziło kontynuować przygody jeszcze w 1942 roku. Na transatlantykach tuż przed wybuchem wojny gęsto od gwiazd, ale nie wszystkie rejsy transatlantykami były horrendalnie drogie. Po listach pasażerów widać, że podróżowała nie tylko elita, ale i urzędnicy. I to wcale nie najwyższego szczebla.

Lato 1939 roku to dla wielu gwiazd polskiego filmu przedwojennego ostatni akt w karierze. Wojna zniszczyła wszystko. Większość z nich, jak wspomniana Elżbieta Barszczewska, nigdy już nie trafiło na polskie ekrany. Ani na ekrany w ogóle.

Polskie kino po 1945 roku zmieniło się wraz z ustrojem. Dla gwiazd rodem z przedwojennej Polski nie było w nim miejsca.

Po 1 września większość z nich wyjechała z kraju, by ostatecznie nigdy już tu nie wrócić.

Wojna przekreśliła wiele filmowych życiorysów na dobre. Po znanych przedwojennych aktorkach zaginął ślad. O losach kilku z nich udało mi się dowiedzieć, moje śledztwa spisałem w książce „Skazane na zapomnienie”. Renata Radojewska, występowała m.in. w „Zapomnianej melodii”, zmarła w Nowym Jorku, nie wiadomo gdzie jest pochowana; Nora Ney, fenomen polskiego kina przedwojennego, wystąpiła m.in. w filmach: „Gorączka złotego”, „Policmajster Tagiejew”, „Głos pustyni”, „Doktór Murek”, nigdy już w filmie nie zagrała, zmarła w 2003 roku w Encinitas w Kalifornii; Zofia Nakoneczna też nie miała szczęścia, zaginęły wszystkie filmy, w których wystąpiła, w USA przez pewien czas można było ją oglądać w Polskim Teatrze Artystów, zmarła w 1979 roku, nie została żadna pamiątka po utalentowanej aktorce i jej mężu, potentacie prasowym z Krakowa Mieczysławie Dobiji. Wreszcie Lena Żelichowska, zaliczana do największych gwiazd filmu i teatru wystąpiła m.in. w filmach: „Granica”, „Żołnierz królowej Madagaskaru”, „O czym marzą kobiety”, „Szpieg w masce”, żona malarza Stefana Norblina, zmarła w 1958 roku, mało kto wiedział, jaką była gwiazdą...

Co się stało z ostatnimi kręconymi przed wojną filmami?

Przedwojenny przemysł filmowy raczkował, ale rok 1939 miał być w tej kwestii przełomowy, miał przynieść olbrzymie zmiany. Planowano na przykład wybudować wielkie studio filmowe Kohorta, przedsięwzięcie na europejskim poziomie. Wojna zniweczyła plany. Rok 1939 to wiele rozpoczętych filmów, które utknęły na jakimś etapie realizacji. Mówi się, że zaprzestano produkcji już 1 września 1939, ale to nieprawda. Aktorka Tamara Wiszniewska wspominała, że na Warszawę leciały bomby, a ekipa dalej kręciła„Testament profesora Wilczura”. Obraz został ukończony już po rozpoczęciu wojny. Zresztą większość polskich produkcji Niemcy pozwolili dokończyć, choćby „Żołnierza królowej Madagaskaru”. W prasie okupacyjnej pojawiły się nawet recenzje, choć naznaczone nostalgią, że nad filmem pracowano jeszcze w wolnej Polsce...

----------------------------------------------
NASZ CYKL: LATO'39

Czytaj także

A lato było piękne tego roku...

Lato 1939. Wojna wisi w powietrzu, a na wypływających z Gdyni transatlantykach brylują gwiazdy kina i politycy.
Nie składają broni filmowcy. Mówi się, że wraz z wybuchem wojny zaprzestano produkcji, ale to nieprawda.
Jednak dla wielu znanych aktorów to definitywny koniec kariery.

Rozmowa o ostatnich polskich przedwojennych produkcjach, także tych kręconych na Wybrzeżu, to kolejna w nowym cyklu w Rejsach. Znajdziecie je w wydaniu papierowym, PDF na plus.dziennikbaltycki.pl i w naszym specjalnym serwisie.

Jak wyglądały ostatnie chwile przed wybuchem II wojny światowej na Wybrzeżu? Opowiedzą historycy, autorzy książek, kolekcjonerzy zdjęć, pamiątek, świadkowie.

----------------------------------------------

POLECAMY:
Przedwojenne kroniki, materiały PKF, filmy fabularne i animowane znajdziecie w repozytorium Filmoteki Narodowej – Instytutu Audiowizualnego

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3