Laserowe zabiegi leczą blizny po oparzeniach

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Przemek Świderski
Chirurdzy dziecięcy z Pomorskiego Centrum Traumatologii nie tylko ratują życie maluchom z oparzeniami, ale robią wszystko, by ślady po nich były jak najmniejsze - pisze Jolanta Gromadzka-Anzelewicz.

Wystarczył moment nieuwagi dorosłych, by półtoraroczny Oliwier, spokojnie bawiący się na podłodze autkami, nagle się znalazł w zasięgu ognia, który buchnął z pieca. Chłopczyk doznał oparzeń, w ciężkim stanie trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Pomorskim Centrum Traumatologii w Gdańsku. Zajęli się nim lekarze z Kliniki Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży. Chłopczyk półtora miesiąca przeleżał na OIOM, następnie w klinice oraz na oddziale rehabilitacji w szpitalu w Kościerzynie. I choć teoretycznie wrócił już do domu, nadal jest pacjentem chirurgów dziecięcych. Do kliniki przyjeżdża teraz na zabiegi laserowe, które mają zatrzeć ślady tamtej tragedii i ułatwić mu start w normalnym życiu.

Nie tylko Oliwier

Oliwier nie jest jedynym ich pacjentem oszpeconym bliznami po oparzeniach. Takich dzieci jest i będzie coraz więcej. W gdańskiej klinice powstaje właśnie Centrum Laserowe, które ma służyć pomocą małym pacjentom z całej Polski. Klinika jest najlepiej wyposażonym w tego typu urządzenia ośrodkiem w kraju. Dysponuje też kadrą najwyższej klasy fachowców, u których od dawna już szukają pomocy rodzice z całej Polski mające dzieci z anomaliami naczyniowymi.
Dramat małego Oliwiera i jego rodziny rozpoczął się 1 lutego tego roku.

- Z relacji jego najbliższych wynika, że podczas rozpalania pieca zastosowano płynną podpałkę - relacjonuje dr Dariusz Wyrzykowski, specjalista w zakresie chirurgii dziecięcej i plastycznej z Pomorskiego Centrum Traumatologii. - Płomień, który z niego buchnął, spowodował oparzenia najważniejszych okolic - głowy, całej twarzy, szyi, dekoltu oraz rąk trzeciego stopnia.
Na szczęście powieki pozostały nienaruszone i chłopiec normalnie widzi. - W trakcie pobytu na OIOM zmienialiśmy mu opatrunki w narkozie, Oliwier przeszedł kilkadziesiąt przeszczepów skóry - tłumaczy chirurg. - Staraliśmy się ocalić jak najwięcej własnej skóry, bo własna skóra jest najlepsza.

Zwykle do przeszczepów pobiera się ją z głowy, jednak ze względu na to że główka Oliwiera była oparzona, pobierano ją z nóżek. Dziecko jest jeszcze bardzo oszpecone, przeszczepy są przebarwione, brązowożółte, chłopczyk cierpi z powodu przykurczy. Ma także założoną tracheostomię ze względu na zwężenie jamy ustnej, które również jest konsekwencją oparzenia. Nie może z tego powodu szeroko otworzyć buzi. W tym stanie bez tracheostomii nie dałoby się go zaintubować podczas znieczulania do zabiegów laserowych, które się przeprowadza w warunkach sali operacyjnej. Oliwier poddawany jest im co cztery tygodnie. Jego stan się wyraźnie poprawia. Chłopczyk dostał taką szansę, bo klinice udało się zdobyć kilka tego rodzaju urządzeń.

Lasery w akcji

Do leczenia blizn u Oliwiera i innych oparzonych dzieci gdańscy chirurdzy wykorzystują lasery wysokoenergetyczne - laser pulsacyjno-barwnikowy lub tzw. laser CO2 frakcyjny. W sumie laserów w Klinice Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży jest pięć, z czego właśnie laser pulsacyjno-barwnikowy działa na powierzchownie położone zmiany czerwone. - Maksymalny punkt wychwytu promieniowania to kolor czerwony, czyli hemoglobina - wyjaśnia dr Wyrzykowski. - Z tego powodu laser ten stosowany jest do leczenia anomalii naczyniowych, jak również zmian przekrwionych, a więc świeżych blizn.

Jego zakup sfinansowało Ministerstwo Zdrowia. Kolejny laser, tzw. holmowo-jagowy, służy do kruszenia kamieni, wykorzystują go dziecięcy urolodzy. Dla odmiany laser neodymowo-jagowy oraz diodowy służą do leczenia anomalii naczyniowych (pierwszy z nich do zmian położonych głębiej), a laser CO2 ma w sobie zarówno opcję ablacyjną (a więc może służyć do usuwania zmian poprzez ich odparowywanie), jak i opcję frakcyjną. Ta ostatnia wykorzystywana jest w medycynie estetycznej oraz do leczenia blizn. Z jednej strony - niweluje on nierówności w bliznach, z drugiej - zmniejsza przykurcze. Z tego rodzaju zabiegów Oliwier korzystał będzie jeszcze przez kilkanaście miesięcy. Kolejnych kilkanaście lat pozostanie pod opieką przyszpitalnej poradni kliniki chirurgii dziecięcej.

NFZ płaci za mało

Problem w tym, że zapłata z NFZ za laserowe zabiegi u dzieci w żadnym razie nie pokrywa ich kosztów. Za jeden zabieg fundusz płaci 250 zł, bo nie uwzględnia kosztów sprzętu, pracy personelu, tego, że każdy zabieg u dziecka trzeba wykonać na sali operacyjnej i w pełnym znieczuleniu. Inaczej mały pacjent by go nie wytrzymał.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie