Lara Gessler: "Czekałam na święta, które będę mogła spędzić z dzieckiem". Restauratorka opowiada o Bożym Narodzeniu i miłości do... orzechów

Monika Jankowska
Monika Jankowska

Wideo

Zobacz galerię (11 zdjęć)
Lara Gessler - miłośniczka gotowania nie mniej słynna i nie mniej utalentowana od swojej mamy Magdy Gessler - opowiada o tym, jakie potrawy goszczą na jej stole w święta, dlaczego według niej Boże Narodzenie bez dzieci nie ma sensu i o tym, dlaczego zdecydowała się poświęcić całą książkę... orzechom i pestkom.

Masz talent nie tylko kulinarny, ale też pisarski, pod koniec września ukazała się Twoja książka „Orzechy i pestki”. Zacznijmy więc rozmowę od tego – dosyć oryginalnego tematu. Dlaczego postanowiłaś napisać książkę właśnie o orzechach? I ile czasu trwała Twoja praca? Ciekawi mnie to, bo do rąk dostajemy porządnie wydaną i bogato ilustrowaną lekturę.

Wszystko trwało trzy lata, więc faktycznie trochę czasu trzeba było tej książce poświęcić. Przy czym samo pisanie zajęło mi 10 miesięcy. Jestem wielką fanką orzechów, od zawsze byłam i jest to moja największa kulinarna pasja obok serów. Nie mogłam uwierzyć, że nikt wcześniej takiej książki nie wydał! Zawsze, zanim coś napiszę, sprawdzam, czy już nie ma tego rynku, ponieważ bardzo nie lubię zajmować się czymś, nad czymś ktoś inny już wcześniej pracował. Z szacunku do konsumenta wolę tego nie robić. Tak więc miałam fascynację orzechami od zawsze i zawsze bardzo je lubiłam, czułam duży respekt przed nimi, wydawało mi się, że jest w nich jakaś nieprawdopodobna moc.

Czytaj także

Mamy grudzień, a więc czas szukanie gwiazdkowych prezentów. Jak myślisz, komu Twoja książka znaleziona pod choinką sprawiłaby największą radość? Czy kulinarnemu mistrzowi, który opanował już wszystkie techniki gotowania, czy może również laikowi, który na co dzień ma z kuchnią niewiele wspólnego?

Wydaje mi się, że ta książka jest czymś wartościowym dla wszystkich tych, którzy interesują się światem, historią świata, antropologią, historią jedzenia, roślinami – chciałabym tak myśleć.

Kupując tę książkę, wcale nie trzeba z niej gotować, co jest siłą samą w sobie. Dla mnie ważne jest też jednak to, żeby ludziom chodziło o moje przepisy, tak naprawdę to jest dla mnie najważniejsze, ponieważ wychodzę z założenia, że buduję z moimi odbiorcami jakąś relację i chcę, żeby oni mi ufali. Wiem, że jeżeli coś im wyjdzie, to wtedy będą do mnie wracać. Będą wiedzieli, że te przepisy są w jakimś sensie niezawodne. Dlatego staram się oddać te przepisy jak najdokładniej.

Celowo zaprosiłam kilkoro moich współpracowników, którzy nie gotują, dałam im te przepisy, i sprawdzaliśmy, co im z tego wyszło. Okazało się, że osobom bez kulinarnego zaplecza te dania świetnie się udały, efekt był taki, jaki miał być. Myślę, że nawet osoby, które na co dzień nie gotują, świetnie sobie poradzą z przepisami w tej książce.

We wstępie do książki napisałaś: „chcę pisać po to, żebyśmy lepiej gotowali, jedli i podróżowali”. Jak, Twoim zdaniem, jadają Polacy? Potrafimy cieszyć się jedzeniem?

Statystycznie większość z nas jada w domu, choć jedzenie „na mieście” bardzo się upowszechniło, zwłaszcza wśród młodych osób. To dobrze, bo poznajemy nowe smaki, pozwalamy sobie na tę kulinarną ciekawość, do której ja bardo zachęcam. Coraz więcej próbujemy, coraz więcej jeździmy, rozszerzamy nasze horyzonty i jest to naszą bardzo dobrą cechą. Myślę nawet, że zatoczyliśmy koło i z powrotem uważamy, że nasza kuchnia też jest ok. Wyleczyliśmy się z kompleksów i już nie uważamy, że to co japońskie czy meksykańskie jest lepsze, tylko, że to co nasze, też jest dobre. To świadczy o naszej pewnej dojrzałości. Trochę już się objedliśmy i wreszcie mamy odwagę przyznać, że kotlety mielone wcale nie są gorsze.

Czytaj także

Pandemia zmieniła nasz stosunek do gotowania i jedzenia? Ostatnie miesiące, które wielu z nas spędziło w domach, wykorzystaliśmy także na poszerzenie kulinarnych umiejętności i celebrację posiłków?

Pandemia spowodowała, że więcej gotujemy. Bardzo mocno zaobserwowałam nawet w kontaktach z moimi odbiorcami na Instagramie – ludzie zaczęli dużo więcej gotować i mnie to bardzo cieszy, także w kontekście świąt. Nagle się okazuje, że nie przychodzimy na gotowe. Czasem nawet nie zobaczymy się z rodziną, która normalnie nam gotuje, musimy więc sobie sami coś przygotować. To jest wspaniałe w tym sensie, że możemy docenić to, co zwykle traktowaliśmy jako coś, co się nam należy.

Nagle widzimy, jaki ogrom pracy w przygotowanie świątecznych dań wkładały nasze mamy czy babcie. Mamy też wyjątkową okazję do nawiązania rodzinnych relacji – każdej mamie zrobi się miło, kiedy zadzwoni do niej dziecko i zapyta o przepis na uszka. To pretekst do ciekawej, międzypokoleniowej dyskusji!

A kiedy już nabierzemy trochę odwagi i skonfrontujemy się z tym, że chcemy sami coś zrobić na te święta, to potem będziemy więcej gotować dla innych i może na następne Boże Narodzenie odciążymy mamę i przyniesiemy własną sałatkę jarzynową, po to, żeby ona nie musiała jej robić. Podsumowując: pandemia sprawiła, że odważniej podchodzimy do gotowania. Cieszę się, że ludzie wrócili do tego, żeby coś robić rękoma, bo moim zdaniem jest tego za mało. Wielu ludzi poza gotowaniem zaczęło się uczyć robić na drutach czy malować – zaczęli robić różne rzeczy i ewidentnie są to dobre strony tej sytuacji.

Skoro o posiłkach mowa, nie mogę nie zapytać o to, co pojawi się w święta na Twoim rodzinnym stole. Czy będą to raczej potrawy tradycyjne, czy może zagoszczą jakieś nowoczesne przepisy?

Jeszcze nie wiem, wszystko zależy od tego, czy uda nam się wylecieć, gdyż mamy plan wyjechać na te święta. Jeśli się uda, to mam nadzieję, że będziemy jeść tylko ryby i nic poza tym. To wyjątkowo będą święta mało polskie. Zazwyczaj jest u nas bardzo tradycyjnie. Jest ryba po grecku, piernik, kutia – którą ja wprowadziłam, bo wcześniej nie było u nas takiej tradycji, barszcz, śledzie w każdej postaci, uszka i wigilijna kapusta korzenna na słodko.

To będzie Twoja pierwsza Gwiazdka w nowej roli – w roli mamy. Jest stres, czy podołasz wszystkiemu? Jak myślisz, jakie będzie Twoje pierwsze Boże Narodzenie z córeczką?

Święta bez dzieci są bez sensu. Jak się jest dorosłym człowiekiem i nie ma w rodzinie dzieci to gdzieś ta magia świat ulatuje, więc ja bardzo czekałam na święta z dzieckiem. Zupełnie zmienia się optyka przeżywania świąt, kiedy ma się dziecko. Nena jest mała i wydaje mi się, że nie zrozumie, co te święta znaczą, ale myślę, że odczuje samą magię wydarzenia.

Świąteczne zwyczaje i symbole, które warto znać! Co kiedyś o...

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie