Lady Pank symfonicznie w hali Ergo Arena (ZDJĘCIA)

Marcin Mindykowski
Sobotni koncert Lady Pank z Orkiestrą Symfoników Gdańskich w Ergo Arenie był dobrym podsumowaniem zbliżającego się 30-lecia zespołu. Nie zabrakło na nim bowiem niczego, czym przez lata wsławiła się grupa: wielkich przebojów, ale i skandalicznej otoczki.

Gdańska orkiestra (która po raz pierwszy wystąpiła z Lady Pank w 2008 roku) do szlagierów grupy podeszła twórczo i z pomysłem. Zaproponowała muzyczną grę skojarzeniami, w której utwory grupy przeplatały się z tematami filmowymi i repertuarem klasycznym. I choć trudno było odtworzyć kameralny nastrój Nocy Świętojańskiej sprzed dwóch lat (to także mankament za dużej na taki koncert hali), symfonicy znów dowiedli swojej klasy.

Koncert nie był jednak zwykłym powtórzeniem tego z 2008 roku - w repertuarze zadebiutowały wcześniej nieobecne utwory: "Tacy sami", "Na granicy" czy premierowe "Dziewczyny dzisiaj z byle kim nie tańczą". Przede wszystkim znów zabrzmiały jednak przeboje z początku lat 80. Bo mimo że od nagrania "Zamków na piasku", "Kryzysowej narzeczonej" czy "Mniej niż zero" minęło prawie 30 lat, to koncertowe samograje, zawsze odśpiewywane przez kilka pokoleń fanów.

Z tego samego powodu zespół stwarza jednak wrażenie pewnego swojej pozycji na tyle, że nie musi już o nią walczyć. Najjaskrawiej widać to na przykładzie lidera i gitarzysty Jana Borysewicza, któremu od dawna zdarza się nie pojawiać na koncertach swojej grupy. Tym razem co prawda się pojawił, ale próżno było szukać na jego twarzy skupienia, jakie miał, kiedy w 2008 roku na Targu Węglowym debiutował z orkiestrą. W sobotę bardziej niż graniem był zainteresowany znikaniem za kulisami, teatralnym błaznowaniem, niewybrednymi żartami czy rozstrzyganiem na scenie stanu swojej trzeźwości. Jego niedyspozycję nadrabiała więc reszta zespołu (w dobrej formie był wokalista Janusz Panasewicz, a wiele partii Borysewicza odegrał drugi gitarzysta Michał Sitarski).

Dla jednych postawa lidera będzie wyrazem rock'n'rollowego trybu życia, dla innych brakiem szacunku dla własnej publiczności. Ale mimo ekscesów popularność zespołu nie maleje. Jak pokazał koncert, dzieje się tak dzięki niesłabnącemu wsparciu fanów, których Lady Pank mógłby pozazdrościć niejeden artysta.

Trójmiejski koncert był pierwszym z Królewskiej Trasy Koncertowej 2011, składającej się tylko z czterech występów z orkiestrą w wielkich salach koncertowych. Wiosną zagrają jeszcze w Sali Kongresowej w Warszawie, a późną jesienią w katowickim Spodku i w Hali Stulecia we Wrocławiu.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krystian

...koniec sztuki więc wyp... do domu :)

p
pan_profesor

Niech żałują Ci co nie byli. "Jan Bo" zachował się jak prostak. Jest dobrym kompozytorem, napisał wiele świetnych piosenek ale jako człowiek jest burakiem. Szacun dla Orkiestry Symfoników Gdańskich.

r
r

Koniec prywatki - orkiestra wy**dalać !

Dodaj ogłoszenie