Laboratorium złego czasu

    Laboratorium złego czasu

    Gabriela Pewińska

    Dziennik Bałtycki

    Aktualizacja:

    Dziennik Bałtycki

    W pewnym centrum rozrywki w Tunezji właściciele tak skonstruowali zegary, by doba była dłuższa o godzinę. Żeby goście dłużej mogli się cieszyć życiem i spędzonym tam czasem. W ciągu godziny tak wiele może się zdarzyć.
    Nie wiem, jak technicznie rozegrano to przedsięwzięcie, ale pomysł chwycił. Czy ludzie byli szczęśliwsi dzięki tej darowanej godzinie? Być może. Ale ja przecież mam pisać o filmie "Ciekawy przypadek Benjamina Buttona". Skąd zatem ten tunezyjski wtręt? Ano stąd że historia Benjamina Buttona to prawdziwe laboratorium czasu.

    Benjamin, jak mówi, urodził się "w niezwykłych okolicznościach". Jakiś związek z jego narodzinami musiało mieć zapewne dzieło pewnego zegarmistrza.
    Zegarmistrz, który utracił na wojnie syna, skonstruował niezwykły zegar, pozwalający cofnąć czas. Powiesił go w holu nowoorleańskiego dworca i pchnął wskazówki. Wszystko wróciło. Także syn z wojny.

    Pomysł godny wielkich, samego Francisa Scotta Fitzgeralda. To na podstawie jego opowiadania, pod tym samym tytułem, David Fincher zrobił swój film. Ale tego zegara w opowiadaniu nie ma. Beniamin z opowiadania, a Benjamin z filmu to zupełnie inna historia. Łączy ich jedno. Rodzą się jako starcy i z roku na rok stają się coraz młodsi. Marzenie?

    "Bylibyśmy o wiele szczęśliwsi, gdybyśmy mogli rodzić się w wieku 80 lat i stopniowo młodnieć aż do 18 roku życia" - twierdził Mark Twain. Cytat zainspirował ponoć Francisa Scotta Fitzgeralda. W swoim literackim laboratorium czasu postanowił zbadać, jak by to było. Co by się stało? I czy Twain ma rację? Jego śladem poszedł Fincher.

    Wyniki eksperymentu? Okazuje się, że z Benjamina Buttona los zakpił sobie okrutnie. Wskazówki zegara biegły pod prąd tylko dla niego. Reszta, ci których kochał, żyła według własnych zegarów. On młodniał, im przybywało zmarszczek. On nabierał sił, oni umierali. I o dziwo, nawet miłość nie była w stanie zatrzymać perfidnie biegnącego czasu. Przez ten złośliwy czasu bieg Benjamin Button skazany był na samotność. Przepowiedziała mu ją pewna mieszkanka domu starców, gdzie spędzał swoje dzieciństwo (swoją starość?), gdzie od ludzi stojących nad grobem uczył się nie tyle życia, ile śmierci.
    1 »

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo