Kult i MTV - artystyczne ryzyko, które się opłaciło

Marcin Mindykowski
Efektowna gra świateł dorównała tej znanej z DVD "Unplugged". Gorsza była jedynie akustyka
Efektowna gra świateł dorównała tej znanej z DVD "Unplugged". Gorsza była jedynie akustyka Grzegorz Pachla
O tym, jak trwale w świadomość fanów zdążyła już wrosnąć wydana w grudniu płyta "MTV Unplugged" Kultu, najlepiej świadczył fakt, że podczas wtorkowego koncertu w Filharmonii Bałtyckiej fani cytowali nawet fragmenty... konferansjerki Kazika.

O sukcesie albumu zadecydowało na pewno to, że MTV trafiło w dobry moment dla zespołu. Co prawda propozycja akustycznego wydawnictwa koncertowego padła jeszcze w 2008 roku, ale Kult postawił wtedy warunek, że po odejściu waltornisty Krzysztofa "Banana" Banasika najpierw chce udowodnić swój twórczy potencjał autorskim materiałem.

Nagrana wkrótce płyta "Hurra!" została okrzyknięta przez grupę nowym otwarciem i uskrzydliła muzyków w przygotowaniach do koncertu unplugged. Błyskotliwie przearanżowali oni swoje utwory, na pierwszy, "melodyczny" plan wysuwając rozbudowaną sekcję dętą, a gitarom każąc przejść do roli motorycznego, rytmicznego akompaniamentu.

Mając świadomość dobrego materiału wyjściowego, podczas jego kolejnych koncertowych odsłon Kult trzyma się sprawdzonego programu, odgrywając ut-wory w tej samej kolejności, z tylko jedną niespodzianką repertuarową (w Gdańsku było to "Hej, czy nie wiecie"). Lepiej wypadła za to bisowa, "przebojowa" część ("Baranek", "Celina", "Polska"): przed rejestrowanym, warszawskim występem w ogóle niećwiczona, tu - już wyraźnie okrzepła.

Koncert pokazał jeszcze jedną rzecz: Kult ze wszystkich dotychczasowych polskich gwiazd cyklu "MTV Unplugged" (Kayah, Hey i Wilki) ryzykował najwięcej i proponował swojej publiczności przeskok na nowe tory. Oto bowiem przyzwyczajeni do zadymionych klubów młodzi, bojowo ubrani ludzie musieli nagle zająć miejsca w aksamitnych fotelach filharmonii i zaakceptować oszczędniejsze, szlachetniejsze wersje utworów.

W jakimś też sensie Kult - będący zawsze w kontrze do oficjalnego nurtu - narażał swoją punkową reputację (kto wyobrażał sobie, że bezkompromisowy w latach 80. i 90. Kazik podpisze kiedyś kontrakt z komercyjnym gigantem MTV?).
Biorąc jednak pod uwagę wsparcie publiczności i artystyczny sukces płyty, zespół wyszedł z tej próby w wielkim stylu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie