Kulisy wypadku motocyklisty

    Kulisy wypadku motocyklisty

    Paweł Janusiewicz

    Dziennik Bałtycki

    Dziennik Bałtycki

    - Jestem gotów spotkać się z rodziną zmarłego Mateusza i wyjaśnić im przebieg akcji ratunkowej - twierdzi Piotr Gumowski, ratownik z lęborskiego pogotowia. Wraz z lekarzem, pielęgniarką i kierowcą karetki uczestniczył w akcji ratunkowej po wypadku, do którego doszło 11 sierpnia w Lęborku. Zginął w nim 21-letni motocyklista, Mateusz Zieliński.
    Rodzina tragicznie zmarłego chłopaka, powołując się na świadków zdarzenia, twierdzi, że bezpośrednią przyczyną śmierci Mateusza miał być uraz głowy, wywołany upadkiem z noszy podczas udzielania mu pomocy przez zespół z lęborskiego pogotowia. Oprócz tego rodzina uważa, że członkowie brygady ratunkowej podczas akcji mogli być pod wpływem alkoholu. Rodzina powiadomiła o tym prokuraturę, która zajęła się sprawą.


    - To poważne pomówienie ze strony rodziny chłopaka - mówi Gumowski. - Poza tym są całkowicie bezpodstawne. Mieli oni oczywiście prawo wyrazić swoje obawy naszym przełożonym tuż po wypadku. Ci zaś mogliby od razu zrobić całemu zespołowi stosowne badania na obecność alkoholu bądź nawet narkotyków w organizmach. Ręczę, że wszyscy byli czyści, jednak teraz jest za późno, by to udowodnić.
    Co do nieszczęśliwego upadku z noszy ciężko rannego motocyklisty, sanitariusz twierdzi, że była to wina sprzętu ratowniczego.

    - Prawdopodobnie nie zaskoczyła jedna z zapadek w rozkładanych noszach, a chłopak nie spadł, tylko zsunął się z nich, zatrzymując się na moich nogach. Trzeba się liczyć z ryzykiem występowania tego typu sytuacji. Sprzętu podczas akcji używamy setki razy, na noszach lądują osoby ważące zarówno 20 kg jak i 120 kg. Poza tym nie doszło do żadnego upadku, a tym bardziej rzekomych konwulsji u ofiary - zaprzecza ratownik. - Potwierdzają to przeprowadzone po nieszczęśliwym wypadku motocyklisty badania na tomografie komputerowym. Przyczyną śmierci 21-latka były liczne obrażenia wewnętrzne, w dokumentacji nie ma mowy o żadnym urazie głowy.

    Pracownik lęborskiego pogotowia dodaje również, że kiedy karetka dojechała na miejsce wypadku, tłum gapiów wolał zajmować się robieniem zdjęć zdarzeniu, podczas gdy tylko jedna osoba zajmowała się udzielaniem ofiarom pierwszej pomocy.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo