Kucharze naszego dzieciństwa [FELIETON]

Gabriela Pewińska
Rodzice - kucharze naszego dzieciństwa.
Świąteczny felieton kulinarny Gabrieli Pewińskiej.

W książce Sandora Marai „W podróży” jest pewien niezwykły fragment. Nosi tytuł „Kucharze”: „Kilka minut przed północą na ciemnym placyku zabaw dla dzieci pojawił się hotelowy kucharz w białej czapce, szef, jeden z kuchcików i cukiernik. Usiedli na huśtawkach i zaczęli się huśtać, czynili to z wielka rutyną i rozmachem. Nie mówili ani słowa. Świecił księżyc. Goście już spali albo tańczyli w barze oświetlonym czerwonymi lampionami.
Siedziałem niedaleko na ławce i paliłem papierosa. Myślałem o tym, że świat jest niewytłumaczalny i trzeba by żyć wiecznie, żeby się czegoś dowiedzieć o rzeczywistości. Ptaki odlatują jesienią. Dzieci idą we wrześniu do szkoły. Jupiter ma cztery księżyce. Kucharze huśtają się w nocy”.

Czytałam to sobie w jednej bardzo zatłoczonej kawiarni w sobotnie popołudnie. Gdyby nie kawiarnia, pewnie, jak Marai, zapaliłabym papierosa. Czy ja też widziałam kiedyś huśtających się kucharzy? - myślałam sobie. W jednym bardzo znanym mieście świata, o którym jeszcze dziś będzie mowa, obserwowałam co prawda, huśtającego się w futrynie restauracyjnych drzwi znudzonego kelnera. Ale to nie to samo.

Moje wspomnienia o kucharzach są inne. Oba bardzo podobne, jakby, co dziwne, dotyczyły tej samej osoby. Pierwsze biegnie do opowieści pewnego choreografa. Pochodził z rodziny rzeźników, masaży i kucharzy. Cała rodzina ze strony ojca zajmowała się zwykle obróbką mięs. Ojciec w wieku 13 lat z małej podkrakowskiej miejscowości wyemigrował do Wrocławia, gdzie trafił pod skrzydła lwowskich mistrzów kucharskich i szybko stał się najważniejszym kucharzem w tym mieście. Miał niesamowitą frajdę w zapraszaniu pięcioletniego wówczas syna do swojej restauracji. Chłopiec, siadał za stołem, który stał pośrodku pełnej gości sali. Jego nogi nawet nie sięgały podłogi, a wokół krążyło dostojnie, acz żwawo, kilku kelnerów dopytując na co ma ochotę. Na oczach dziecka rozgrywał się teatr!

Co jakiś czas malec zerkał w stronę ojca, który obserwował to widowisko przez szparę w drzwiach i pękał ze śmiechu. A potem na stół wjeżdżały dania. Cała ta oprawa i duma, że jest się w centrum, wśród eleganckich ludzi, ta atmosfera bycia obsługiwanym z pewną dawką ironii w tle, została w pamięci tego człowieka do dziś. Do dziś ma w zwyczaju wszystkie posiłki jadać w restauracjach.
***
Historia choreografa przywołała inną opowieść. Bardzo podobną. Też dotyczy chłopca i jego ojca kucharza. Chłopiec, dziś już sędziwy mężczyzna opowiedział mi ją przed laty w małym paryskim bistro z widokiem na Place Blanche. Jego ojciec, kiedyś kucharz w pewnym mieście na południu Francji też miał zwyczaj zapraszać syna do swojej restauracji.

Słynął z tego, że lubił bawić się gotowaniem. Gościom przybliżał smaki, które królowały w jego rodzinnym domu przed wiekami. Dawne receptury nabierały charakteru, fantazji właściwej tylko komuś takiemu jak on. Człowiekowi, który, jak zapewniał mnie tamtego dnia jego syn, był czarodziejem.

Pamiętał na przykład przygotowywany przez ojca mocny, pachnący wiśniami napar, w którym pływały kryształki lodu. Albo lemoniadę z kolorową pianą, słodką i puszystą... Za każdym haustem lemoniada zmieniała kolor, raz była zielona, raz malinowa, innym razem mieniła się srebrem, to znów złotem, ale czy to efekt wybujałej, dziecięcej wyobraźni, czy maestria uzdolnionego ojca, tego – w dniu gdy się spotkaliśmy na Place Blanche – nie był w stanie dowieść. Pamięta za to dobrze, gdy kelner cierpliwie czekał, aż chłopiec wysączy ostatnią kroplę lemoniady, by za chwilę przynieść danie główne. Tym wnoszeniom i wynoszeniom talerzy towarzyszyła uwertura szelestów kelnerskiego fartucha.

- Ów dźwięk brzmi we mnie do dziś – wyznał mi ów człowiek. - I dziś czekając na danie w restauracji uważnie nasłuchuję. O! Czy pani też słyszy tę nostalgiczną muzykę?

Jednym z dań, które przygotowywał dlań ojciec był słodki puszysty krem z czegoś, czego nie wolno było chłopcu próbować w domu. Trudno dziś odtworzyć tamten smak. Recepturę na krem ze słodkiego wina zabrał ojciec ze sobą do grobu.
A jeszcze tort!

- Niosło go, na kryształowej paterze, dwóch kelnerów – snuł siwowłosy człowiek swoją opowieść.- Miał smak wszystkiego, co było wtedy dziecku do szczęścia potrzebne, a o czym wiedział tylko on, genialny kucharz, mistrz smaków niewypowiedzianych, alchemik smakowych doznań nieznanych do tej pory duszy małego chłopca - mój ojciec.

Nie wie o czym, objadając się do niemożliwości, myślał sobie wtedy. To, co pamiętał, kolory, struktury, receptury, było raczej summą wspomnień matki i ciotek, które po śmierci ojca próbowały mu przybliżyć pamięć o nim. Nie mógł wiedzieć nic poza ich wspomnieniami. Wtedy liczył się dlań tylko ów spektakl, spektakl do muzyki fartuchów z reżyserem – ojcem za drzwiami kuchni, który na koniec uśmiechając się zwycięsko, wychodził do publiczności wycierając dłonie w biały ręcznik.

Pamiętał jeszcze coś z tamtego czasu. Staromodną tabliczkę na drzwiach kuchni. Napis: La cuisine. To francuskie słowo oznaczające "kuchnię" rzadko, ale widywał potem na drzwiach kuchennych innych restauracji. Często mu się przyglądał. Z zaciekawieniem? Z nadzieją? Czasem drzwi otwierały się z hukiem i jakiś kelner dziarsko wyskoczył z tacą parujących talerzy.

A czasem drzwi lekko uchylały się się, drgnęły, mignął biały fartuch, czekał, wypatrywał, ale nikt nie wychodził. Tabliczka niespokojnie błyszczała, bo pod kątem mocniej oświetlał ją kryształowy żyrandol, duma paryskich restauracji.
I gdy raz obserwował te ruchome drzwi jak zawsze czekając na coś, choć nie do końca wiadomo na co, pomyślał, że te drzwi z napisem "La cuisine" to jest dziś już jego jedyna droga do ojca.

Droga, która wiedzie przez kuchnię.

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie