Kubuś Walkowiak uczy się żyć tylko z jedną rączką

Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
Choć od lata minęło wiele miesięcy, Kubuś do dziś wspomina tygodniowe wakacje, które wraz z dwójką braci spędził w Sopocie na zaproszenie Ewy Kozłowskiej, żony byłego europosła Jana Kozłowskiego.
Choć od lata minęło wiele miesięcy, Kubuś do dziś wspomina tygodniowe wakacje, które wraz z dwójką braci spędził w Sopocie na zaproszenie Ewy Kozłowskiej, żony byłego europosła Jana Kozłowskiego. Archiwum prywatne
Minął rok, od kiedy gdańscy chirurdzy dziecięcy musieli wykonać Kubie Walkowiakowi okaleczającą operację. To jeszcze nie koniec leczenia - uprzedzają lekarze. - Potrzebne będą kolejne zabiegi.

Przeniesie sam kubek z kuchni do pokoju i talerzyk z kanapkami, które szykuje mu Dorota, sympatia jego taty. Sam nałoży skarpetki i spodnie. Bluzki jednak jedną rączką nie da rady, trzeba mu w tym pomóc.

Historia Kubusia Walkowiaka, małego chłopca, któremu w połowie listopada ubiegłego roku lekarze z gdańskiej kliniki musieli amputować całą rączkę, poruszyła serca naszych Czytelników i skłoniła ich do udzielenia mu pomocy. Minął rok i znów otrzymujemy od Państwa maile z pytaniem, co teraz dzieje się z Kubusiem, jak się ma, co robi i co sprawiłoby mu największą radość? Numer telefonu taty Kuby wciąż zapisany jest w komórce, wystarczy więc wystukać kilka cyfr.

Powrót do domu

Do Krzyża Wielkopolskiego, niewielkiej miejscowości pod Poznaniem, Kubuś z tatą wrócili pod koniec stycznia. Radości było co niemiara, bo chłopiec bardzo tęsknił za dwoma starszymi braćmi. Zaczęły się odwiedziny kolegów, znajomych i rodziny. Od nauczycieli miejscowej szkoły w nagrodę za dzielność Kuba dostał laptop.

Uczy się żyć z jedną rączką. Tej amputowanej nigdy nie da się zastąpić protezą, bo po prostu nie ma jej do czego przyczepić. O powrocie do szkoły nie ma jednak mowy.

Gdańsk: NFZ zapłaci tylko połowę za leczenia Kubusia Walkowiaka. Dlaczego?

- Zgłosiliśmy się do przychodni, potem był wywiad środowiskowy, wizyty u psychologa i komisja - relacjonuje jego tata Jarosław. - Przyznano synowi indywidualne nauczanie - do czerwca przyszłego roku. Nauczyciele przychodzą do naszego domu. Kuba przerabia program drugiej klasy szkoły podstawowej. Uczy się angielskiego i religii. 18 maja przyszłego roku przystąpi do komunii świętej.

W pokoju Kuby stoi biurko, komputer, tam ma swoje królestwo.

W marcu przeżył wraz z braćmi wspaniałą przygodę. W trójkę pojechali do Piły - na zaproszenie tamtejszej Komendy Powiatowej Policji. Przyglądali się, jak policjanci ćwiczą strzelanie, obejrzeli główną centralę monitorującą sytuację w powiecie. Pokazano im radiowóz, mogli się też nim przejechać. Kubie najbardziej podobało się szkolenie psów policyjnych. Od tamtego dnia miał tylko jedno marzenie - dostać psa - owczarka niemieckiego. Pamiętał, że gdy jeszcze żyła jego mama Ania, w domu był pies. Potem trzeba było go uśpić, bo chorował ze starości.

Jakiś czas po wizycie w komendzie w Pile policjanci podarowali mu szczeniaka. Wabi się Sonia. Suczka nie odstępuje Kuby na krok. Czasem chłopczyk podchodzi z Sonią do okna, a widząc gwiazdkę na niebie, tłumaczy - to patrzy mama.

Życie przed operacją

Za sobą ma wiele bolesnych doświadczeń. Zbyt wiele jak na tak małe dziecko. Okaleczającej chłopca operacji specjaliści z Gdańska starali się oszczędzić mu przez kilka lat.

- Synek ważył przy urodzeniu blisko 4 kg, tylko lewą rączkę miał chudszą od prawej - wspomina Jarosław Walkowiak. Jak się potem okazało - z powodu malformacji naczyniowej, czyli splotu nieprawidłowych naczyń krwionośnych.

Jeździli po lekarzach. Z Poznania skierowano ich do Gdańska, gdzie są najlepsi specjaliści od tego rodzaju zmian. - Gdy Kuba miał trzy latka, naczyniak zaczął się gwałtownie rozrastać, od szyi po palce dłoni, objął całą rękę - wspomina Jarosław. Skóra na niej była napięta, łatwo pękała i bardzo krwawiła. Kubuś całe dnie spędzał w domu. Przez okno patrzył, jak dzieci grają w piłkę, w chowanego. Nie mógł chodzić na basen. Panie z przedszkola odwiedzały go w domu. Na dwór wychodził tylko z tatą, po jego powrocie z pracy.

- Coraz cięższą i bezwładną rączkę nosił na temblaku. Spać mógł tylko w jednej pozycji, na wznak. Główkę układał na chorym ramieniu. Jego mama - Ania - już w tym czasie ciężko chorowała. Umarła dwa lata temu.

Gdańsk: Kubuś Walkowiak po czterech miesiącach opuścił szpital [ZDJĘCIA]

Amputacji lewej rączki nie udało się uniknąć. Kuba ważył 22 kg, a jego lewa ręka blisko 4 kg. Jego serce zaopatrywało ją w krew, pompowało 16 litrów na minutę. To cztery razy więcej niż było w stanie. Robiło się coraz słabsze, niewydolne. Gdyby nie amputacja, Kuba by umarł.

Operacja odbyła się w Klinice Chirurgii i Urologii Dzieci i Młodzieży w szpitalu Copernicus. Trwała 22 godziny. Doktor Dariusz Wyrzykowski, który przez ten czas praktycznie nie odchodził od stołu operacyjnego, przyznaje - były obawy, że chłopczyk może jej nie przeżyć. Kubie spadało ciśnienie, musieli robić przerwy, przetoczono mu aż 16 jednostek krwi. Zabieg był bardzo rozległy - z powodu rzadko występującej tzw. malformacji tętniczo-żylnej trzeba było chłopcu amputować nie tylko całą lewą rękę, ale również obręcz barkową, obojczyk, łopatkę oraz mięśnie klatki piersiowej.

- Kubuś nie jest jeszcze do końca wyleczony - zastrzega dr Wyrzykowski. - Część zmiany naczyniowej jeszcze pozostała, może okazać się groźna, więc wymaga tzw. embolizacji. Tata Kuby powinien więc chłopca znów przywieźć do Gdańska. Tym bardziej że przeżyli już jedną, dramatyczną sytuację. Tuż przed 1 września kikut po amputowanej ręce zaczął krwawić. W szpitalu w Gorzowie przetaczano mu krew. Z trudem udało się zatamować krwotok. Lekarze z Gdańska deklarują, że w każdej chwili przyjmą Kubę na dalsze leczenie.

***

Kuba ma komputer, laptop, gry, zabawki, pluszowe zwierzaki. Większość to prezenty od naszych Czytelników, którymi został obdarowany w ubiegłym roku.
Teraz najbardziej on i jego dwaj starsi bracia - Dawid i Kamil - potrzebują podstawowych rzeczy - przede wszystkim artykułów żywnościowych i środków czystości. Żyją bardzo skromnie, tata Jarek ma rentę, opiekuje się chorym synkiem i jego rodzeństwem, sprząta, gotuje. Dorota - jego partnerka - zatrudniona jest na pół etatu w sklepie Rossmann w Drezdenku. Umowę ma do końca grudnia.

A Na prośbę Czytelników podajemy adres Kuby:
Jakub Walkowiak
64-761 Krzyż Wielkopolski
ul. Mickiewicza 5/2

Treści, za które warto zapłacić!
REPORTAŻE, WYWIADY, CIEKAWOSTKI


Zobacz nasze Magazyny: REJSY, HISTORIA, NA WEEKEND

Wideo

Materiał oryginalny: Kubuś Walkowiak uczy się żyć tylko z jedną rączką - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie