Kto jest bardziej skuteczny - Komorowski czy Tusk? [ROZMOWA]

Dariusz SzreterZaktualizowano 
Aleksander Hall
Aleksander Hall G.Mehring/Archiwum DB
Choć Komorowski doszedł do prezydentury z bardzo istotnym poparciem machiny politycznej PO, stworzył w swojej kancelarii niezależny ośrodek - z Aleksandrem Hallem, historykiem i politologiem, rozmawia Dariusz Szreter

Gdyby za podstawę oceny dwóch lat urzędowania prezydenta Komorowskiego przyjąć 70-procentowy poziom zaufania, jakim się cieszy - można by mówić o sukcesie. Ale w polityce miarą sukcesu jest wpływ na bieg spraw, czyli krótko mówiąc skuteczność. Jak z tej perspektywy ocenia Pan te dwa lata?
W tej ocenie trzeba przede wszystkim odnieść się do rozwiązań konstytucyjnych. W polskim systemie politycznym prezydent to nie funkcja malowana, nie tylko "żyrandol", jak to powiedział kiedyś Donald Tusk, ale też nie jest on zaangażowany w bieżącą politykę, która jest domeną rządu. Trudno więc jego skuteczność porównywać ze skutecznością premiera czy jakiegokolwiek ministra. Skuteczność Komorowskiego polega przede wszystkim na tym, że jego sposób sprawowania urzędu, wypowiadania się na temat spraw publicznych, Polski, buduje dosyć wyraźną większość oceniającą pozytywnie jego działania. W tym sensie te 70 proc. aprobaty to fakt nie do pogardzenia. To tworzy kapitał, który może być bardzo przydatny, zwłaszcza w sytuacji kryzysowej, z którą na szczęście w tej chwili nie mamy do czynienia.

Po co nam taki prezydent? Nie mówię o Komorowskim, tylko systemie, gdzie uruchamia się ogromne emocje polityczne, by wybrać w wyborach powszechnych kogoś, kto ma - jeśli nie marginalne - to w każdym razie nieproporcjonalnie małe możliwości działania.
Trzeba by o to zapytać twórców konstytucji z 1997 roku. To usytuowanie nie jest klasyczne dla systemu parlamentarno-gabinetowego, gdzie prezydent ma nieporównanie mniejsze możliwości działania niż prezydent Polski, który po pierwsze - ma prawo weta, które nie tak łatwo jest przełamać. Po drugie ma prawo inicjatywy ustawodawczej. Po trzecie - od niego zależy bardzo wiele nominacji. Wreszcie prezydent ma możliwość, poprzez kancelarię czy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, inicjowania ważnych debat politycznych, jak i tworzenia płaszczyzny dialogu między siłami politycznymi. Myślę, że prezydent Komorowski w znacznej mierze te możliwości wykorzystuje. Choć trzeba przyznać, że jest obóz mniejszościowy, skupiony wokół PiS, który niemal kontestuje prawowitość prezydenta, choć dziś już nie robi tego w tak drastyczny sposób jak kilkanaście miesięcy temu.

Jak ocenia Pan dotychczasowe inicjatywy ustawodawcze prezydenta? Ta o zgromadzeniach publicznych była dość powszechnie krytykowana, choć ja akurat nie rozumiem, dlaczego możliwość odbywania dwóch przeciwstawnych demonstracji w tym samym miejscu i czasie ma być probierzem wolności. To raczej zachęta do ulicznej bójki.
Też nie zgadzam się z tą krytyką. Przebieg demonstracji 11 listopada w Warszawie pokazał, że dotychczasowe rozwiązania nie były dobre. Warto też zwrócić uwagę, że choć Bronisław Komorowski doszedł do prezydentury z bardzo istotnym poparcie machiny politycznej PO, stworzył w swojej kancelarii niezależny ośrodek, gdzie pracuje na jego rzecz dość szerokie spektrum ludzi o różnorodnych poglądach.

Niektórzy mówią, że to nie żadne szerokie spektrum, tylko niedobitki dawnej Unii Demokratycznej.
Oczywiście osoby z dawnej UD czy UW tam przeważają, choć nie przyszłoby mi do głowy, żeby np. o Tadeuszu Mazowieckim powiedzieć, że jest "niedobitkiem". Są to osoby, które już zapisały się w polskiej historii. Ale jest tam też kilku ekspertów, takich jak generał Koziej czy profesor Roman Kuźniar, którego oceny i recepty nieraz szły pod prąd powszechnie obowiązującym koncepcjom. Mamy tam też człowieka, który przyszedł ze środowiska o zdecydowanie lewicowych konotacjach, prof. Nałęcza. Tak więc to gremium szerokie i w niewielkim stopniu partyjne. To ośrodek niezależny, który nie jest nastawiony na konfrontację z rządem, ale też daleki od oczekiwania stamtąd na instrukcje.

Zwrócił Pan uwagę na jakieś znaczące działania prezydenta w zakresie polityki zagranicznej? Jego poprzednik, Lech Kaczyński, był tu dość aktywny.
Prezydent Komorowski też jest aktywny. Tyle, że w latach 2007-10 mieliśmy do czynienia z istotną różnicą koncepcji między prezydentem a rządem, dotyczącą zarówno naszej polityki względem głównych państw Unii i naszej roli w UE w ogóle, jak i w kwestii polityki wschodniej. Ten spór kompetencyjny zaowocował gorszącymi scenami. Przy czym wcale nie uważam, że wina leży tylko po jednej stronie. Najbardziej skandaliczne słowa padły z ust premiera Tuska, który odmawiając Lechowi Kaczyńskiemu miejsca w samolocie do Brukseli powiedział "prezydent tu w niczym nie jest mi potrzebny". Te słowa nigdy nie powinny paść. Teraz natomiast występuje zasadnicza zbieżność polityki rządu i prezydenta.

Część komentatorów w niektórych działaniach prezydenta dopatruje się zaangażowania w wewnątrzpartyjną grę na osłabienie pozycji Donalda Tuska?
Jestem zbyt daleko od bieżącej polityki, by znać kulisy, ale dla obserwatora z zewnątrz tego aspektu nie widać.

Może się zdarzyć tak, że PO wystawi innego kandydata za trzy lata?
W polityce nigdy nie można powiedzieć "na pewno", więc oczywiście można sobie wyobrazić tak dramatyczne załamanie notowań prezydenta albo tak ostrą konfrontację między nim a Platformą, że PO będzie zmuszona szukać kogoś innego. Ale to niezwykle mało prawdopodobne. Bronisław Komorowski jest zbyt wytrawnym politykiem, by popsuć swój wizerunek. Myślę więc, że jeśli tylko zechce kandydować drugi raz - Platforma go poprze.

Rozmawiał Dariusz Szreter

Możesz wiedzieć więcej! Kliknij, zarejestruj się i w sierpniu korzystaj za darmo: www.dziennikbaltycki.pl/piano

polecane: FLESZ: Podział Mandatów po wyborach parlamentarnych

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 19

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

P
POLAK MAŁY

TUSK DO BERLINA(I CAŁE JEGO KLIKA ZDRAJCÓW) TAM CZEKA RODZINA!!!!!!!! A KOMORUSKI, KTO WIE,MOŻE GDZIEŚ POleci, BILET W JEDNA STRONĘ DLA BANDY DESTRUKTORÓW,OPRAWCÓW POLSKI,!!!!!!!!!!!!

G
Gość

PODPISUJE WSZYSTKIE SZKODLIWE DLA POLSKI "REFORMY" TUSKA, PÓŹNIEJ ODDAJE JE DO TRYBUNAŁU,BY CHRONIĆ WŁASNA DUPSKO!!

l
logik

Rosjanin Hall -- poszukaj w Googlu

b
b. PO (Przepraszamy!!!)

ALE BEŁKOT!

.........................

Rosjanin Hall doradza....

R
Restaurator

KACZKĘ PO SMOLEŃSKU I ZIMNEGO LECHA NA POPITKĘ

R
Restaurator

KACZKĘ PO SMOLEŃSKU I ZIMNEGO LECHA NA POPITKĘ

o
ocena

dwa rozne urzedy o roznych zadaniach. Porownywanie tych urzedow nie jest wlasciwym.
Oceniac mozna tylko prezydenta i premiera oddzielnie ,bo to sa rozne stanowiska urzedowe.
Jeden rzadzi a drugi stoi na strazy prawidliwosci konstytucjonalnej tego rzadu.

p
pr

Propaganda PR tow.Halla o Komoruskim i Donaldino powiem krotko Pierogi Ruskie !

T
TRENER

Na następne igrzyska zapewne coś zdobędą przecież oni są najlepsi we wszystkim

s
smutny

Dziękujemy naszemu kochanemu Donaldinio za załatwienie tak wielkiej ilości
kibiców którzy od wielu lat czekali na igrzyska w Angli.
To prawdziwy sukces.
A że sportowcy trochę zawodzą to nie szkodzi.Startują prawie wszędzie weterani za sobą nie mają nikogo kto może ich zastąpić.
Na następnych igrzyskach nie będzie kto miał zdobywać minimum olimpijskie
a i kibiców będzie mniej.
Brawo panie premierze,brawo panie prezydencie.

k
krzysztof

To moze papa Rydzyk i ty bedziecie zbierac pieniazki?

.........................

Dajcie se spokoj z tym Rosjaninem, niech doradza putinowi. // KLAUN Turowski na niezależna.pl

G
Gość

Czy wiesz, że 60% zebranych pieniedzy przez orkiestrę Owsiaka idzie na jego utrzymanie? Dla porownania Caritas, ktory zbiera 10 x wiecej, na administracje wydaje tylko 1%.

O
OcarO

Jednak powinno być inaczej i akurat odwrotnie, bo... Otóż, niby dlaczego czytelnicy mają bulić za czytanie propagandystów rodem z PRL, a teraz zatrudnionych w PO. Dlaczego czytelnicy mają bulić za infantylne i propagandowe wymysły co niektórych marnych dziennikarzy... To właśnie owi propagandyści, czyli jedni i drudzy, powinni zwracać kasę redakcji Times za wywiad czy artykuł którego nikt nie chce czytać, ani komentować. Albowiem, czy sprzedawca jaj zwraca gospodyni pieniądze za te śmierdzące, które przechowywała u siebie za długo w zamrażarce...

Dodaj ogłoszenie