Książka, która wstrząsnęła Polską

    Książka, która wstrząsnęła Polską

    Wiktor Świetlik

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    IPN: Lech Wałęsa to TW Bolek. Za pieniądze donosił na kolegów. Będąc prezydentem, niszczył tajne dokumenty. Wałęsa : Nie współpracowałem z bezpieką. Te dokumenty zostały podrobione. Książka IPN jest niewiarygodna.

    Dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii" to najbardziej kontrowersyjna książka dotycząca polskiej historii. Odrodziła linie podziałów politycznych i spór o lustrację. Dlatego bano jej się nawet w samym IPN.

    Bomba eksplodowała przed czasem. Publikacja miała ujrzeć światło dzienne kilka dni później. Ale w poniedziałek wszystko nabrało błyskawicznego tempa.
    Nadawała je Maria Dmochowska, wiceprezes IPN i dawna polityk Unii Wolności. Dmochowska napisała dwa listy, do Lecha Wałęsy i do szefa IPN Janusza Kurtyki. Odcięła się w nich od książki, jej publikację uznała za błąd i element nagonki na byłego prezydenta. Pod wpływem protestu Dmochowskiej na drugi dzień "Rzeczpospolita" rozpoczęła cykl publikacji, w których Sławomir Cenckiewicz z Piotrem Gontarczykiem opowiadają historię TW Bolka na bazie swojej książki.

    Z książki historyków IPN wynika to, o czym spekulowano już wcześniej. Najważniejszym zarzutem wobec Lecha Wałęsy, jaki stawia byłemu prezydentowi praca Gontarczyka i Cenckiewicza, jest nie współpraca z SB w latach 1970-1976, a próba zatuszowania tego faktu podjęta w okresie, kiedy Wałęsa był prezydentem.

    W świetle publikowanych przez nich materiałów legendarny przywódca Solidarności miał wcześniej, w latach 1970-1976 figurować jako tajny współpracownik SB o kryptonimie Bolek. Najbardziej wartościowym okresem jego współpracy miały być pierwsze dwa lata. Cytowany przez historyków dokument stwierdzał, że "Bolek" "przekazywał szereg cennych informacji dotyczących destrukcyjnej działalności niektórych pracowników". Agent za przekazane informacje miał odebrać w sumie 13 100 zł. Nie tylko wskazywał na osoby szczególnie zaangażowane w działania opozycyjne, ale też proponował gotowe rozwiązania, by uśmierzyć nastroje w stoczni, jak choćby kłamliwie obiecywać robotnikom podwyżki, do których później i tak miałoby nie dojść.
    Ale później współpraca podobno zaczęła się psuć. "Bolek" miał się od niej migać. Co więcej, inni esbecy raportowali, że Wałęsa się radykalizuje i nie pozostawia na władzy ludowej suchej nitki. Mówił o potrzebie usunięcia "czerwonych pająków" pasących się na zagranicznych wczasach, przewidywał konieczność wielkiego strajku. To wszystko doprowadziło do zerwania współpracy z agentem.

    Zdaniem Cenckiewicza i Gontarczyka 16 lat później Lech Wałęsa już jako prezydent próbował wyczyścić niechlubną kartę ze swojej przeszłości. Najpierw miał zamówić swoje akta do Belwederu i przetrzebić teczkę. Wyrwać z niej między innymi kopie doniesień i pokwitowań oraz inne fragmenty dowodzące, że to on był "Bolkiem" . "W miejscach, gdzie wcześniej znajdowały się doniesienia «Bolka», sterczały teraz fragmenty powyrywanych kartek" - twierdzą autorzy książki. Później - tuż po wyborczym zwycięstwie SLD - Wałęsa miał znowu wypożyczyć akta i usuwać ślady poprzedniej ingerencji. Z książki miało zniknąć niemal 200 kart.

    To zdaniem historyków nie koniec. Lech Wałęsa miał celowo wymienić władze gdańskiego UOP. Usunął pułkownika Adama Hodysza, byłego funkcjonariusza SB, który współpracował z Solidarnością, a szefostwo powierzył dwóm innym byłym esbekom. Oni także mieli czyścić akta Wałęsy - co więcej, na ich miejsce podkładać nowe dokumenty.

    We wtorek do kontrataku przystąpił Lech Wałęsa. Potwierdził, że wypożyczał dokumenty, ale zaprzeczył, jakoby cokolwiek z nich usuwał. Co więcej, jego zdaniem to ktoś inny miał to zrobić, by winą obarczyć właśnie jego.

    W IPN wrze. Do niedawna niewydana jeszcze książka była strzeżona niczym rezerwy złota. W tajemnicy ukrywano miejsce, w którym jest drukowana. Część władz instytutu chciała, by spór o Lecha Wałęsa maksymalnie oddzielić od polityki. Publikację książki przesuwano. Rozważano wielkość nakładu. Ostatecznie ma się ukazać tylko limitowana seria około 2-4 tys. sztuk, z czego zaledwie kilkaset trafi do księgarń. Ale później zapewne będą dodruki.

    To wszystko tylko podgrzało atmosferę. Książka stała się głównym tematem debat politycznych na długo przed swoją publikacją. Na jej autorów od kilku tygodni spadają wszelkie możliwe kalumnie.

    - Dla kapłanów religii lustracyjnej odgrzewane zarzuty wobec Lecha Wałęsy są, obok otwarcie literackiej fikcji, czymś jak rezerwowa data końca świata dająca ostatnią szansę, żeby ktoś zwrócił uwagę na ich gasnącą religię i rozpadającą się sektę - grzmiał na naszych łamach Jacek Żakowski. Atmosfera stała się tak napięta, że jednemu z historyków wypominano przeszłość dziadka i wysmarowano samochód trudno zmywalną substancją.

    Ale powstało też pokaźne grono ich obrońców. "Moim zdaniem utwierdzanie społeczeństwa w nieprawdzie nie służy Polsce. Odwaga cywilna Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka - tak" - pisał także na naszych łamach profesor Andrzej Zybertowicz. W spór włączył się nawet Lech Kaczyński, który stwierdził, że jest przekonany, że Wałęsa był konfidentem. Były prezydent zapowiedział proces.

    W tym zapiekłym sporze jest już chyba coraz mniej miejsca na chłodną analizę publikacji Gontarczyka i Cenckiewicza oraz prawdę historyczną. Obie strony w debacie na temat tej książki, jeszcze przed jej przeczytaniem, zagalopowały się tak daleko, że niemożliwe już będzie zejście z barykad.

    Kim są autorzy książki o Wałęsie


    Sławomir Cenckiewicz, 37-letni historyk i doktor.

    Pracuje w IPN w Gdańsku, w Trójmieście skończył studia. Postrzegany jako katolicki tradycjonalista, autor ponad 100 naukowych opracowań. Za rządów PiS Cenckiewicz zaangażował się w prace komisji likwidacyjnej WSI, doradzał Antoniemu Macierewiczowi. Był też członkiem rady nadzorczej jednej z państwowych spółek paliwowych.

    Piotr Gontarczyk, również historyk związany z IPN.
    38-letni absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1998-2005 pracował w Biurze Rzecznika Interesu Publicznego. Był najbliższym współpracownikiem sędziego Bogusława Nizieńskiego. Obecnie pełni obowiązki wicedyrektora biura lustracyjnego IPN.

    Czytaj treści premium w Dzienniku Bałtyckim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo