Krzysztof Piasecki: My, Polacy potrafimy w trudnych chwilach odreagować żartem [ROZMOWA]

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Nie traćmy poczucia humoru. Śmiejąc się, nabieramy dystansu do siebie i zagrożenia. Nie lekceważymy niczego, ale lżej oddychamy i lepiej żyjemy - mówi satyryk Krzysztof Piasecki.

- Pana nie opuszcza poczucie humoru?​​
- Mnie? W żadnym razie. Przecież to, co się teraz dzieje, nie zależy ode mnie. Nie mam na to wpływu. Zresztą dlaczego miałoby mnie opuścić coś, co jest ze mną niemal od zawsze? Mam to po ojcu, który nawet w ostatnich chwilach swego życia żartował. I mam nadzieję, że dla mnie nie są to właśnie te chwile. Ale myślę, że z poczuciem humoru będzie mi już zawsze po drodze. ​​

Krzysztof Piasecki: My, Polacy potrafimy w trudnych chwilach...

- A jest się z czego teraz śmiać?​​
- Zawsze jest się z czego śmiać. My Polacy potrafimy w trudnych chwilach odreagować żartem. Widać to teraz najlepiej w internecie. Sypią się zabawne memy, komentujące z humorem to, co nas dotyka. Co dotyka cały świat. Można nawet powiedzieć, że jeszcze nigdy nie czuliśmy się tak bardzo obywatelami świata jak teraz. Bo wirus nie wybiera. I wszyscy jedziemy na tym samym wózku, napędzanym przez niego.​​

Koronawirus i maseczki. Memy pozwalają internautom przetrwać...

- Pana ulubione memy albo żarty z ostatnich dni? Są takie?​​
- Bardzo ubawił mnie filmik, na którym widzimy kobietę szykującą się do wyjścia z domu. Wkłada elegancką suknię. Z pietyzmem maluje usta, oczy, spryskuje się perfumami, które wyglądają na drogie. W końcu wkłada na stopy czerwone szpilki i wychodzi. Wychodzi z domu i… wyrzuca śmieci. Koniec wyjścia. Sam czasem pozwalam sobie na żarty z naszej nowej sytuacji.

- Na przykład?
- Dlaczego w czasie, kiedy zamknięte są prawie wszystkie sklepy poza spożywczymi, otwarte są markety budowlane? Bo żeby „ zostać w domu, trzeba go najpierw wybudować”. Czasem łączyłem politykę z koronawirusem . Na przykład tak: W związku z podejrzeniami, że koronawirus pochodzi od nietoperzy na wszelki wypadek zwolniono Annę Gacek z radiowej Trójki. ​

- Słyszałam też hasło: - Zabij go śmiechem. Mowa o koronawirusie. ​​
- W tym szaleństwie jest metoda. Koronawirus może nie mieć poczucia humoru. To jak z człowiekiem nie rozumiejącym żartów, który znalazł się w towarzystwie sypiącym dowcipami jak z rękawa. I ten człowiek czuje się w takim gronie strasznie ogłupiony. A ogłupienie może prowadzić do stresu. Może i wirus pomyśli sobie: - Tutaj nie ujadę, oni sobie robią ze mnie żarty. Nic tu po mnie...

- Dobrze byłoby. Ale patrząc na polityczne manewry, nie chce mi się śmiać. No, chyba, że oglądam... uroczyste powitanie na lotnisku maseczek przez premiera. ​​
- Mam swój kanał na You Tube i pozwalam sobie na żarty z polityki, bo inaczej się nie da. Ostatnio komentowałem wjazd prezesa Jarosława limuzyną na Cmentarz Powązkowski. Zastanawiałem się, czy wjechał na zimowych czy letnich oponach? Bo za wymianę opon, jak wiadomo, grozi mandat. Ale nie jest łatwo żartować z czegoś tak idiotycznego, jak głosowanie korespondencyjne. Bo to, co robi obecna władza, jest zwyczajnie krzyczącą niesprawiedliwością. Z jednej strony obostrzenia tej władzy w związku z koronawirusem zamknęły wszystkich kontrkandydatów w jednym koszyku. Przez co nawet w niewielkim stopniu nie mogą prowadzić kampanii wyborczej. A z drugiej - mamy prezydenta, który jak ojciec narodu, pokazuje się w tym trudnym dla nas czasie niemal każdego dnia w telewizorze. Koronawirus zamyka wszystkim usta. Ale każdy, kto ma co najmniej cztery komórki w mózgu, musi czuć, że coś tutaj nie gra. ​​

​- A zachowania przy składaniu wieńców pod pomnikiem katastrofy smoleńskiej są do obśmiania?** ​​
- Jak obśmiać coś tak żałosnego, jak składanie gromadnie w czasach zarazy wieńców pod pomnikiem ofiar tego nieszczęścia, które się wydarzyło 10 lat temu? Jak obśmiać prezesa Jarosława, który wraz z z pięćdziesięcioma innymi osobami idzie niemal ramię w ramię... bez maseczek. A jeden, który przyszedł w maseczce, ostentacyjnie ją ściągnął, widząc piorunujące spojrzenie prezesa. Myślę, że takim zachowaniem prezes sam sobie strzela w kolano. ​​

- Ale TVP wzięła go w obronę. ​​
- Oglądam TVP od czasu do czasu, żeby zobaczyć jaki przekaz płynie stamtąd do tak zwanego suwerena. I tam rzeczywiście jest inaczej. ​​

- Czyli jak?​​
- Moją ulubienicą jest pani Danuta Holecka. Lubię na nią patrzeć. Bo kiedy czyta smutną informację, to sama jest smutna jak kondukt w deszczu pod wiatr. A jak przekonuje, że rząd odnosi sukcesy, to aż podskakuje przy tym pulpicie ze szczęścia. To jest sygnał dla tych, którzy chyba nie mają dźwięku w telewizorze, żeby wiedzieli, jaka informacja jest właśnie przekazywana. Ale generalnie jest tam taktyka „oswajania” koronawirusa. Oczywiście , informuje się o nim, o jego skutkach, ale za chwilę pojawia się materiał np. o tym, jak to harcerze pomagają. Jak ruszają w lud. Przez to koronawirus nie wydaje się już taki straszny. I niesie jasny przekaz, że skoro harcerze roznoszą maseczki, to w maju mogą się odbyć wybory. ​​

- Pan jako satyryk znajduje jakąś pożywkę w TVP ?​​
- Jakiś czas temu w TVP nagle wygrzebano, nie wiedzieć czemu, sprawę właściciela willi w Kazimierzu. Pozwoliłem sobie na poniższy wierszyk: Mariusza wciąż porusza. Sprawa nierozwiązana. Mariusz poradź się Mariana!

- Autor ma na myśli willę w Kazimierzu. Czy należy, czy nie do państwa Kwaśniewskich?
- Od 13 lat nie da się tego stwierdzić. A przecież prezes NIK jest specjalistą od nieruchomości... Później pozwoliłem sobie na taką notkę : „Podobno partia rządząca porozumiała się z opozycją. Znaleźli kompromis. Chcecie mieć stan wyjątkowy? O.K. Po wyborach. Do odwołania” ​

- Gdzie można znaleźć jeszcze jakieś pokłady śmiechu?​​
- Bawią mnie, słusznie zresztą wprowadzone, godziny dla seniorów w sklepach. Sam jestem w grupie osób 65 plus. Poszedłem w wyznaczonych godzinach do wielkopowierzchniowego obiektu handlowego, w którym przy wejściu stały dwie urocze panie. I usłyszałem od nich: - Pan nie wejdzie. Pytam: - A dlaczego? Bo to są teraz godziny dla osób, które skończyły 65 lat. Ale ja już jestem w tej grupie - przekonywałem. - Akurat, chciałby pan - usłyszałem. Pomyślałem, jakie to fantastyczne rozwiązanie, żeby wszystkim kobietom, które wchodzą w tych godzinach do sklepu, powiedzieć to samo ,co mnie. Przecież taka kobieta, uskrzydlona wręcz wybiegnie z tego sklepu, nie robiąc nawet zakupów. Będzie tam chodzić codziennie, żeby jej tak mówili. Jest sporo w tym zabawy. Podobnie jak w maseczkach. Idę ulicą i ktoś mi mówi: Dzień dobry. Kto? Myślę. I dopiero po chwili odpowiadam: Och, przepraszam, nie poznałem. Rzeczywiście to dodatkowa atrakcja. ​​

- Polityka pana nie drażni, nie ma pan uczucia wściekłości?​​
- Nie wolno się denerwować, bo to nic nie zmieni. Gdyby mi ktoś przed czterema laty powiedział, że tak będzie w polityce, to bym się popukał w głowę. Ale teraz ja się spodziewam po tej ekipie absolutnie wszystkiego i to najgorszego. Tego na przykład, że koperty z listami wyborczymi będą nam dostarczać gołębie pocztowe, żeby listonoszy nie narażać. I tego, że jeśli ktoś nie ma skrzynki pocztowej, to będzie musiał zapłacić wysoki mandat. Być może wynika to z tego, że ja żyłem w czasach komuny i widziałem już takie absurdy. I wiem, że władza jak chce i jeśli ma sto procent władzy, a tu mamy taki przypadek, to wszystko może zrobić. Największe kretyństwo uskutecznić. Już nie mówię o tym, jak można sfałszować takie wybory. Ale poczta to jedyne miejsce w Polsce, gdzie kolejki zawsze były i nadal są. To znaczy, że jest to organizacja niewydolna. I takiej instytucji rząd chce powierzyć wybory? To czysty, żywy idiotyzm. ​​

- A może się coś w tej instytucji zmieniło, odkąd szefem został były wiceminister obrony narodowej?
- Zmiana na takim stanowisku na pewno pocztę usprawni. Listonosze będą mieli zielone mundury i będzie im groził ZOK ( zakaz opuszczania koszar ) za niedostarczenie przesyłki do miejsca przeznaczenia w określonym czasie. Patrzę na te kolejki przy poczcie, bo teraz trzeba stać jeszcze w pewnej odległości i myślę, że przy takim tempie pracy tej instytucji, wybory będą trwały u nas tydzień. Ale ja pamiętam, że za komuny było tak, że głosowało 98 procent uprawnionych do głosowania, a wyniki wyborcze były już znane najpóźniej następnego dnia. Teraz najprościej będzie, jeśli rząd poda wyniki przed wyborami, a potem niech sobie ci listonosze chodzą i roznoszą te listy. ​​

- Jest i strasznie i śmiesznie.​​
- Najlepsze sztuki teatralne to te, w których jest pełna amplituda uczuć. Ludzie nadęci nie mają poczucia humoru. A ta ekipa wyraźnie go nie ma. Oczywiście oni twierdzą, że mają. Tylko pewnie tak zakamuflowane, żeby się nikt nie zorientował. Politycy boją się obśmiania. Tak samo jak władza w komunie bała się żartów na swój temat. Dlatego stosowała cenzurę. Podobnie jest teraz, choć to nie jest jeszcze cenzura absolutna. Dlatego nie traćmy poczucia humoru. Śmiejąc się, nabieramy dystansu do siebie i zagrożenia. Nie lekceważymy niczego, ale lżej oddychamy i lepiej żyjemy. ​

Szczepionka Johnson&Jonshon w Polsce wcześniej niż zakładano

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie