Krzysztof Klenczon znów jeździ po Gdańsku

Marcin Mindykowski
Na pierwszą przejażdżkę tramwajem przyjaciele Klenczona tłumnie stawili się z pamiątkami i w koszulkach z jego podobizną
Na pierwszą przejażdżkę tramwajem przyjaciele Klenczona tłumnie stawili się z pamiątkami i w koszulkach z jego podobizną Grzegorz Mehring
We wtorek zaczął w Gdańsku kursować tramwaj im. Krzysztofa Klenczona. - Będzie jeździł "trasą Klenczona" (Oliwa - Wrzeszcz - Hucisko) - a więc trasą, którą Krzysztof często pokonywał - mówi żona zmarłego artysty.

Z Alicją Klenczon-Coroną rozmawia Marcin Mindykowski

Od wtorku po gdańskich torach jeździ nowy tramwaj im. Krzysztofa Klenczona. Jak się Pani podoba taka forma upamiętnienia męża?
Dla mnie to ewenement. Mieszkam w Phoenix, dużo jeżdżę po świecie, ale z czymś takim się jeszcze nie spotkałam. To miły gest ze strony Gdańska, że tak honoruje swoich zasłużonych mieszkańców. W ochrzczonym imieniem mojego męża tramwaju jest gablotka z jego zdjęciami i krótkim życiorysem. To dobry sposób, żeby przybliżyć jego osobę młodym ludziom. Ale muszę panu powiedzieć, że nawet ci, którzy nie pamiętają tamtych czasów, reagują na nazwisko Klenczon. Albo na tytuły piosenek: "10 w skali Beauforta", "Historia jednej znajomości", "Biały miś"...

Gdańsk: Tramwaj imienia Krzysztofa Klenczona wyruszył w trasę

Przy takiej okazji trudno nie zapytać: czy Krzysztof Klenczon jeździł tramwajem?

Tak, tym bardziej że mieszkaliśmy w domu przy Wita Stwosza 40, a do przystanku było parę kroków. Nie mieliśmy samochodu, więc podróżowaliśmy autobusami, tramwajami, kolejką elektryczną. Ten nowy tramwaj będzie jeździł "trasą Klenczona" (Oliwa - Wrzeszcz - Hucisko) - a więc trasą, którą Krzysztof często pokonywał...

Które miejsca są wyjątkowe?
Choćby restauracja Cristal we Wrzeszczu, gdzie Czerwone Gitary podpisały swoją pierwszą umowę. Ale też kluby Ster i Kwadratowa, w których koncertowali. I oczywiście dawny Żak, na którym Krzysztof zobaczył baner Festiwalu Młodych Talentów. Wystąpił tam i tak zaczęła się jego kariera. Osobiste wspomnienia mam też z Sopotem: Non Stopem, molem, kinem Polonia i Algą, w której się poznaliśmy...

Jak to było?
Był styczeń '63 roku, w Grand Hotelu trwała zimowa edycja Non Stopu, której gwiazdą były Czerwone Gitary. Ja studiowałam historię sztuki na warszawskiej ASP, przyjechałam na rodzinne Wybrzeże. Lubiłam big-beat, ale nie byłam zwariowaną fanką, wolałam muzykę klasyczną. Przyznam, że nawet nie wiedziałam, że to Krzysztof Klenczon. Ale czasem ma pan wrażenie, że ktoś pana ściąga wzrokiem. I tak było w Aldze: Krzysztof, w tym swoim moherowym kożuszku, po prostu mnie wypatrzył.

Codziennie rano najważniejsze informacje z "Dziennika Bałtyckiego" prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie