reklama

Krzysztof Juras: Futbol to gra zespołowa. Temu twierdzeniu Lukas Haraslin chciał zaprzeczyć [komentarz]

Krzysztof Juras
Krzysztof Juras
Zaktualizowano 
Lukas Haraslin w meczu z Górnikiem Zabrze zagrał bardzo samolubnie
Lukas Haraslin w meczu z Górnikiem Zabrze zagrał bardzo samolubnie Przemyslaw Swiderski
W ubiegłym tygodniu w gdańskiej Lechii pożegnano się z dyrektorem sportowym, Januszem Melaniukiem. Po korytarzach klubu poszła fama, że jest to autorska decyzja wiceprezesa Roberta Krupskiego. Osobiście trudno mi w to uwierzyć, że Adam Mandziara o niczym nie wiedział.

No, ale kim jest ów Robert Krupski? Z pewnością nie ma doświadczenia w zarządzaniu, bowiem próżno szukać o nim informacji w internecie, po prostu człowiek widmo, niczym tajemniczy szpieg z Krainy Deszczowców z bajki „Porwanie Baltazara Gąbki”. Pojawił się krótko w jednym z reportaży Superwizjera TVN, gdzie przedstawiony został jako osoba związana ze służbami specjalnymi, więc nie dziwi, że z sieci się nic o nim nie dowiemy. Przy okazji zatrudnienia pana Roberta pracę w klubie znalazła również jego żona. I jak się można domyślić nie na jakimś podrzędnym stanowisku. Zastanawiam się, czy Lechia zmienia się w firmę rodzinną, a może to nepotyzm? Na to pytanie niech każdy odpowie sobie sam.

Przejdźmy jednak do sobotniego meczu. Po raz kolejny Lechia traci dwa punkty w końcówce meczu. Tym razem gdańszczanie nie potrafili ograć Górnika Zabrze. Może by się tak nie stało, gdyby nie boiskowy egoizm Lukasa Haraslina. Jego postawa jako żywo przypomniała mi wiersz Ludwika Jerzego Kerna pt. „Szczur samolub”, którego końcówka brzmi: „Popatrzcie Jam samotnik. Cóż ja dać wam mogę? O doczesnych sprawach dusza ma nie myśli. Wracajcie moi złoci, tam skąd żeście przyszli. Chcę rozmyślać w spokoju. Zostawcie mnie teraz. To rzekłszy, drzwi zatrzasnął pustelni od sera… Morał sam się nasuwa po owym trzykropku; w potrzebie nigdy nie liczcie na sobków.”

A podobno piłka nożna to gra zespołowa. No, cóż temu twierdzeniu za wszelką cenę chciał w sobotę zaprzeczyć Haraslin i skutecznie mu się to udało.

W niedzielę gdyńska Arka pojechała do Wrocławia na mecz ze Śląskiem. Żółto-niebiescy podbudowani zwycięskim remisem w derbach z Lechią liczyli na kolejne punktowe zdobycze. Niestety, tym razem się nie udało, choć Arka znów była blisko zdobycia jednego punktu, mimo tego, że przegrywała we Wrocławiu już 0:2.

Młodzi piłkarze "dokończyli" mistrzostwa Polski z 1939 r.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

To nie jest tak, że on tylko w tym meczu grał samolubnie - gdyby skupił się na szukaniu optymalnych zagrań korzystnych dla drużyny, to Lechia byłaby teraz liderem...

n
nep

Na trybunach byli skauci i obserwowali Haraslina i stąd jego boiskowy egoizm. Inna sprawa, czy takie zachowanie wyszło mu na dobre.

Dodaj ogłoszenie